Translate

czwartek, 12 września 2013

Rozdział 34


<narracja Sanghee>
Nie! Nie chcę tego! Ale Luhan się zbliżał i był coraz bliżej mnie i wtedy właśnie na ratunek przyszedł mi Aron.
-Chyba widzisz,że ona ciebie nie chce.-powiedział Aron.
Lulu lekko odsunął się odemnie.
-Nie ty decydujesz za nią.-powiedział.
-Ależ decyduję! To dziewczyna....przyszła dziewczyna mojego przyjaciela i ją konfiskuję!-zakrzyknął oppa.
Wziął mnie za rękę i pomógł wstać. Czy właśnie Aron mnie uratował? Że co proszę?! I jaka przyszła dziewczyna jego przyjaciela?! O co kaman?!
Wtedy przyleciał JR. Cały czerwony. Od płaczu czy od złości? O to będzie ciekawe.
On tylko poklepał Arona i poszedł do pokoju. Normalnie sobie polazł?! Ten to potrafi ukrywać poczęści swoją ,,wścieklizne''.
Poszłam od razu do swojego pokoju. Nie chciałam z nikim gadać. No ale oczywiście najpierw pójdźmy po Kanon.

<powrót do narracji Kanon>
Odsunełam się od Krisa. Dopiero teraz zrozumiała co zrobiłam. To było niewybaczalne. To było karygodne i głupie. Do cholery co ja zrobiłam?!
-Ej czemu masz taką minę?-spytał zatroskany Kris.
Wziął moją twarz w swoje ręce i przysunął do swojej twarzy.
-Co ci jest?
-Ja...ja sądzę,...że-nie mogłam się wysłowić.
-Uspokój się. Ja chcę powiedzieć,że zdziwiłem się z tego powodu....
-Kris..ja..nie chciałam...
Spojrzał się na mnie zdziwiony.
-Rozumiem. Wolisz JR'a odemnie.
-Nie po prostu sytuacja z JR'em mnie zasmuciła. Wiem, że nie jesteś nim ale myśl o tym,że bym ciebie tak bardzo kochała, a ty odwalalisz takie coś jak JR? Nie...myśl o tym jest straszna.
-Cieszę się, że wiesz, że ja to nie on. Może po prostu...dajmy sobie no nie wiem okres próbny?
-Co?
To było bardzo dziwne. Okres próbny? Dość głupie.
-Ale...o co ci chodzi?-spytałam tępo.
-No wiesz będziemy się przyjaźnić, a jak coś się dzięki temu..no nie wiem...wykluje to wiesz....możemy być..-pokazał w powietrzu serduszko.
Ja to chyba dzisiaj nie jarze ostatnio ale trudno.
-Ok. Pasuje mi to.
-To super.
Kris przytulił mnie i zaczął skakać jak małe dziecko. Zaśmiałam się lekko.
-Jesteś szalony.-powiedziałam.
-Ty też!
-A co wy do cholery robicie?
Odwróciliśmy się. Sanghee. Co ona do cholery tu robi?!
-My się cieszymy z takiego czegoś.-powiedział Kris.
Matko. Nagle on stał się jakiś dzieckiem...czyli jest ok.
-Ja już pójdę z Sanghee.-powiedziałam ciągnąc ją w stronę naszego pokoju. Gdyby usłyszała o wszystko o czym mówimy byłaby klapa. By mi robiła wywody.
-Słyszałaś o czym mówiliśmy?-spytałam.
-Nie. Tylko usłyszałam,że mówisz,że Kris jest szalony w co nie uwierzę.
-To dobrze.
<dwie godziny potem>
Siedziałam na swoim łóżku przeglądając coś na laptopie. Sanghee robiła to samo. Skrycie patrzyłam się na nią. Mimo,że jej się polepszyło dalej była smętna. Serce mi się kroi na myśl o tym, że ona jest smutna. No cóż trzeba podjąć środki.
Wstałam z łóżka. Postanowiłam gdzieś iść.
-Ej a ty gdzie?-spytała Park.
-Idę do kuchni po coś do picia, też chcesz?-skłamałam.
-Nie dzięki.
Szybko poleciałam do pokoju chłopaków. Nikogo nie było. Wszyscy w łazience są do cholery!
Stałam przed drzwiami do łazienki. Co mam zrobić? Zapukałam.
No tak przecież oni się kąpią więc by nie usłyszeli mnie. Głupio będzie wejść do nich...
Zrezygnowana szłam w stronę naszego pokoju...nie!!!!! Na samą myśl o smutku Sanghee wolę zaryzykować.
Podleciałam do łazienki i weszłam do niej. Nagle zobaczyłam Rena w ręczniczku. Przestraszył się mnie.
-Kanon...hmm...to męska.-mówił zmieszany.
-Wiem to.-powiedziałam.
-To czemu..?
-Szukam Minhyuna.
-Bierze przysznic...
-To fajnie.
Odepchnełam go z przejścia. Sanghee to dla ciebie wchodzę do męskiej łazienki gdzie są tu faceci i się kąpią. Jestem głupia i psychiczna....ale dla dobrej sprawy. Dla Park zrobię wszystko.
Zaczełam słyszeć zmieszane męskie głosy. Zajebioza widać faceci też chodzą grupką do łazienki. Kuźwa skoro są wszyscy to Kris też pewnie tu jest....
Doszłam do końca i się odwróciłam. Same męskie klaty i wszyscy patrzyli się na mnie dziwnie. No i wtedy podszedł do mnie Aron.
-Kanon skarbie ak chcesz na mnie poaptrzeć to powiedz mi to, a nie wlatujesz do męskiej.
Złapał mnie za nadgarstek i chciał wyprowadzić. Wyrwałam się i poleciałam jak długa. Wszystko to przez tą cholerną wodę.
Poczułam,że ktos mnie złapał. Luknełam na górę. Minhyun.
-Uważaj trochę.-powiedział lekko się uśmiechając do mnie.
Wstałam powoli.
-Mam do ciebie sprawę.-oznajmiłam.
-A może pogadamy później.
-Nie teraz.
-Ok...to mów szybko.
-Czemu ty nie przyszłeś po Sanghee? Zaprosiłeś ją i co teraz? Zostawiłeś ją, a ona rozpacza.
-Nie chcę o tym mówić.
-Minhyun do cholery gadaj! Bo ciebie wyrzucę z łazienki i zamkne w pokoju aż mi nie odpowiesz.
-Nie masz takiej siły.
-Wątpisz w mnie.
Minni spojrzał się na mnie przestraszony. Wtedy poczułam jak ktoś mnie łapie od tyłu w talii. Sehun!
-Zostaw mnie padalcu!-krzyczałam.
-Nie. Ochłoń lepiej.
Zobaczyłam swoje odbicie w lustrze. Miałam rozmazany makijaż niczym panna młoda zostawiona przed ołtarzem, która rozpacza nad swoim losem. Do tego byłam cała wilgotna.
Gdy Sehun mnie wypuścił poszłam do łazienki bo musiałam się ogarnąć i czekałam aż Minhyun wyjdzie z łazienki. Wtedy się policzymy.

<narracja Sanghee>
No cóż Kanon nie ma to trzeba podjąć ważne środki. Cel: Sparować Kanon i JR'a.
Wstałam z łóżka i poleciałam prosto do pokoju JR'a i Arona. Akurat lider był sam. Tym lepiej. Gdy wlazłam do jego pokoju. Siedział w bokserkach leżąc na łóżku i brzdąkając coś na gitarze. Czemu do cholery Kanon nie leci na niego?! Jej logika jest dla mnie niepojęta. Ale i tak ją kocham jako przyjaciółkę.
Oczywiście JR jak mnie zobaczył odłożył gitarę i lekko się zdziwił.
-Hej Sanghee co tu robisz?
-Możesz mi wytłumaczyć czemu jesteś taki porywczy! Dlaczego nawrzeszczałeś na Kanon!!! Bylibyście już dawno parą!
-Wystraszyłem się.
-To zamało dupku!!!
-O nie tylko nie dupku.
Wstał do mnie i chciał mnie wyrzucić z pokoju gdy potknełam się o szafkę i wleciałam na JR'a i wtedy przyszedł Minhyun.
-JR wiesz gdzie jest...-mówił.
Nie dokończył swojego zdania gdy nas zobaczył tylko spojrzał się przestraszony i poszedł trzaskając drzwi.
-Jak to wyglądało!!?-wydzierałam się do JR'a.
-Mamy przechlapane.
-No właśnie jak się wygada Kanon to ona skończy z Krisem!!!
-To znaczy,ze mi pomożesz?-spytał.
-Tak.
-No to sztama.
-To sztama.
Lekko uśmiechnełam się po raz pierwszy od dnia kłótni z Minhyunem.

<powrót do narracji Kanon>
Wyszłam z łazienki. Tak długo im zajął ten prysznic więc zdążyłam się sama wykąpać.
W piżamce w truskawki poleciałam do pokoju Minhyuna. Otworzył drzwi Ren.
-Hej co chcesz?-spytał zmęczony.
-Muszę pogadać z Minhyunem.
-Ale on śpi.
-W nosie to mam.-powiedziałam.-Daj mi chwilkę czasu.
Ren wyszedł z pokoju, a ja zamknełam za nim drzwi. Tak trzasnełam aż Minhyun się obudził. Wstał z łóżka zamulony.
-Kanon co ty tu robisz?-spytał.
Co oni mają w spaniu w bokserkach? Nawet Minhyun w nich śpi. Ale trzeba przyznać,że ma niezłą klatę.
-Musimy pogadać.-powiedziałam.
-Nie chę o tym gadać.
-Posłuchaj mnie nie zamierzam patrzeć na to,że oboje siebie krzywdzicie.
Zaczełam isc w jego stronę. Chyba się mnie przestraszył bo wleciał w szafę. Przysunełam się lekko do niego blokując mu ucieczke.
-A teraz wyświadcz mi przysługę i powiedz co się stało między wami?
-Nie powiem ci to.
-Gadaj!
-Nie!
-Bo ci podpale włosy.
Ten złapał się za włosy.
-Ale z ciebie jędza.
-No to zrób to o co cię proszę i...
No nie dokończyłam myśli gdy poczułam lekkie muśnięcie jego warg na moich. Fack!!!
Pod wpływem impulsu uderzyłam go z liścia w twarz.
-Zasłóżyłem sobie.-powiedział.
-I to bardzo.
Wyszłam stąd. Byłam wkurzona.
-Co się stało?-spytał Ren.
-Uderzyłam Minhyuna za jego głupotę.
Ren miał przestraszoną minę. Niech się mnie boją. Jeszcze wyciągnę z Minhyuna informacje.

poniedziałek, 9 września 2013

Rozdział 33


-Hahaha.-śmiał się Aron.
-Co?!-cisnełem przez zęby.
Położyłem się na swoim łóżku gdyż Aron leżał na swoim i się szczerzył do mnie. O co mu z nowu chodzi? Chce mnie bardziej pogrążyć? Czy wszyscy oprócz mnie o tym wiedzieli?
-Mam dla ciebie radę.-mówił Kwak.-Jak chcesz przebywać z Kanon to ubieraj no nie wiem jakieś dresy...bo za jakiś czas wszyscy się skapną.
Rzuciłem go poduszką.
-Zboczeniec. Gdzie się patrzysz?
-Ja tylko dbam o liderka.-skwitował.
Odrzucił mi poduszkę, a ja odwróciłem się do niego tyłem. Nie zamierzałem patrzeć się na niego.
-Ej co tobie jest?
-Nic.-wycedziłem przez zęby.
-A jednak coś jest.-powiedział już poważnie Aron.
Podszedł do mnie i usiadł na moim łóżku.
-Powiedz co tobie jest. Jesteśmy przecież kolegami z zespołu więc daj sobie pomóc.
-Chodzi o Kanon....
-Wiem czyć ona nie jest urocza.
-Nie o to chodzi. Ktoś dzwonił do niej i jak się okazało był to jej narzeczony. Czy to rozumiesz?! Że nie powiedziała mi tego.
-Ej wyluzuj pogadaj z nią jutro o tym wszystkim. Pewnie ci wszystko jakoś wyjaśni.
-Nie sądzę.
-Ale jednak zrób to.
-Ok.
Wtedy Aron odczepił się odemnie. Poszedł spać wraz ze wszystkimi. Czy tylko ja jedyny nie mogłem zasnąć? Czy tylko ja mam na głowie takie sprawy? Miejmy nadzieje,że nie tylko ja.

<powrót do narracji Kanon>
<popołudnie>
-Masz coś zjeść wredna małpo.-powiedziałam do Sanghee.
-Nie chcę jeść wiedźmo. Najadłam się.
Przed nami było tyle jedzenia, a ta tylko zjadła jedno sushi! No helloooo!!! Ona mi umrze przez złamane serce. Trzeba zacząć działać.
Wstałam i wziełam jedzenie do salonu wraz z łapą Sanghee.
-Nie chce nigdzie chodzić. Chcę być w pokoju.-marudziła.
-O nie ty kutongu ( nie wiem co to oznacza, to kuzyn tak cały czas mówi więc zapożyczyłam sobie to słowo).
Zawlokłam ją na kanape gdzie siedział Luhan i Kris.
-Hej moje panie.-powiedział Kris.
-Hejunia.-odparłam.
Zaczełam karmic Sanghee.
-A co ja małe dziecko,że nie potrafię jeść?
-Tak. Albo wiem. Luhan pomożesz mi?-spytałam.
-Jasne.-odpowiedział.
-A ja mam pomóc tobie?-spytał Kris.
-Nie mi nie. Już zjadłam.
Wstałam z kanapy i zaczełam czesać naszego roztrzepańca. Luhan ją karmil,a ja ją czesałam. Malo higieniczne ale jak dalej będzie mi się wyrywać to naprawdę wezwę Arona...albo Sehuna bo jego to chyba boi się najbardziej.
Gdy skończyłam ją czesać do pokoju jak burza wpadł JR wraz z lekko zamulonym Aronem.
-Kanon wytłumaczysz mi coś?-wycedzał przez zęby JR.
Co mu było? Noc z Aronem?
-Tak?-spytałam.
-Dlaczego nasz oszukujesz?
-Nie wiem o co ci chodzi.
Kris wstał i stanął obok mnie.
-EJ zostaw ją.-powiedział.
-Nie spoko niech mówi.
-Przyznaj się. Okłamałaś nas. Masz narzeczonego, a ja byłem taki głupi,że chciałem z tobą być!-wykrzyczał JR.
Wszyscy patrzyli się na mnie przerażeni. Nawet Sanghee zrozumiała te słowa.
-Ale ja nie mam żadnego narzeczonego!-wydarłam się.
-Masz. Dzwonił wczoraj do ciebie.
Wyjełam telefon i patrzyłam rejestr połączeń. Rzeczywiście ktoś do mnie dzwonił no ale dlaczego.
-Udowodnie ci,że nie.-powiedziałam.
Wziełam na głośno mówiący. Po chwili ktoś odebrał i mówił po Koreańsku z lekkim Polskim.
-Hej Kanon skarbie co tam u ciebie? Kiedy wrócisz musimy jeszcze zorganizować ślub. Mam nadzieje,że nie włóczysz się z nikim.
Nie to nie możliwe. Ale skąd on ma mój numer?
-Kochanie hallllloooooo? Jesteś tam? No cóż oddzwoń jak będziesz mogła. Kocham cię.
Rozłączył się.
Poczułam jak do oczu lecą mi łzy. Nie z powodu tego ale JR patrzył się na mnie boleśnie, a sam fakt,że to się stało przez moją przeszłość mnie dobijał. I skad Henry ma mój numer? Do cholery skąd! Zaraz przecież mógł mi jakiegoś czipa do telefonu....
Bez namysłu rzuciłam telefonem o ścianę.
-Nie mogę uwierzyć! Byłam taka głupia,że się nie domysliłam!
-A jednak...masz narzeczonego i nikomu nie powiedziałaś.-powiedział JR.
-To nie tak! To moja babka mnie chciała wydać za niego! Ja nie chce! Uciekłam z tamtąd! Ja go nie kocham wręcz nienawidzę tak samo jak mojej babki!-wydzierałam się.
-To czemu do rodziców nie poszłaś?!
O nie tego było za wiele.
-Bo ich nie mam?!
Czułam w całym ciele ból. Połykałam łzy. Teraz gdy jestem potrzebna Sanghee jestem w totalnej rozsypce.
JR po moich słowach chyba zrozumiał swój błąd. Zmienił wyraz twarzy na zatroskanego.
-Kanon..ja...przepraszam.-powiedział.
Chciał mnie przytulić...dotknąć ramienia. Ale teraz nawet jego najmniejszy gest sprawiałby mi trudność.
-Nie zostaw mnie.-powiedziałam i odrzuciłam jego gest.
Szybko poleciałam przed siebie. Muszę się uspokoić, a stanie przy JR'e tylko pogarsza sprawę.

<narracja Sanghee>
Widziałam jak Kanon uciekła. Biedna dziewczyna chyba obie mamy teraz problemy sercowe. Czy to oznacza,że mogę jej grozić Aronem jak nie będzie chciała nic robić? Kusząca myśl ale nie.
Zaraz po niej poleciał Kris. Jaki rycerz na białym rumaku. Phii! Pewnie on coś chce tej dziewczynie zrobić. Nadal nie jestem przekonana co do niego.
-Ej leć za nią. Zchrzaniłeś to idź to teraz napraw.-powiedział Aron do JR.
Od kiedy Aron jest taki mądry? Pewnie coś bierze tylko co? Lepiej nie wnikam.
No i tak JR poleciał wraz z Krisem do Kanon, a Aron sobie gdzieś poszedł. Zostałam sama z Luhanem...zaraz zaraz. Zostałam sama z Luhanem?! Czy on też jest zboczony tak jak Sehun?!
-Czemu jesteś taka przestraszona?-spytał.
Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć.
-A nic po prostu...boję się o Kanon.
-A ja o Krisa.
-A to czemu?-spytałam.
-Lubi Kanon, a gdy widzi,że JR się do niej zaleca to jemu serce krwawi...tak jak moje na twój widok z Minhyunem.
Wait. Wait. Wait. Że co proszę! On mnie? O fack! I co teraz?! Kocham Minhyuna...kochałam. Dlaczego się nie zjawił? Czemu się nie odzywa? Jakbym coś głupiego zrobiła.
-Nie płacz.-powiedział do mnie Luhan.
Nawet się nie skapnełam,że gdy pomyślałam o Minhyunie to łezke miałam w oku.
Lulu od razu ją ztarł.
-Wiesz, że jesteś piękna?-powiedział do mnie.-Masz piękne oczy, jesteś cała piękna, a twój uśmiech potrafi rozjaśnić najciemniejszą noc.
Matko czy to wyznanie miłości?
Właśnie wtedy przyszedł Minhyun. Skierował się do kuchni. Tylko raz się na mnie spojrzał. To tak boli.
-Nie patrz się na niego.-powiedział Luhan biorąc moją twarz w swoje ręce.-Nie zasługuje na ciebie. Gdy widzę, że cierpisz przez niego chcę ciebie przytulić i pocieszyć.
OMG to jest na total wyznanie miłość. Help me! Kanon wracaj się!
-Ale ja...ja go...-nie mogłam dokączyć.
-Kochałaś go ale czas żebyś o nim zapomniała. Nawet nie byliście w związku więc tym lepiej dla ciebie i niego.
-No ale...
-Sanghee kocham ciebie.
Luhan zbliżał się do mnie. Czułam wręcz jego oddech.
Co robić? Odepchnąć go czy raczej pocałować? Trudny wybór.

<powrót do narracji Kanon>
Stałam przy oknie zalana łzami. Czemu on mi to zrobił? Dlaczego się po prostu nie zapytał czy mam kogoś? Czy to prawda? Ale nie on musiał się wydzierać.
-Kanon nie płacz.-powiedział Kris podchodząc do mnie.
-Zostaw mnie. Chcę być sama.
-Sama nie dasz rady borykać się z problemami.
-Robiłam to przez osiemnaście lat sama i chcę przy tym zostać.
-Przestań! Każdy potrzebuje pomocy. Nawet ty. Jesteś jak kwiatek na górze. Delikatna ale jednak dajesz sobie radę. Tym razem daj sobie pomóc.
Nie wytrzymam te łzy. Szybko przytuliłam się do Krisa. Na nim mogłam polegać. On by się normalnie popytał, a nie się wydzierał.
-Posłuchaj zawsze będę przy tobie. Zawsze tobie pomogę.-mówił.
-Dziękuję.
Ztarł moje łzy.
-A teraz nie płacz. Nie lubię jak płaczesz wiesz o tym.
Lekko się uśmiechnełam.
-Teraz lepiej.-też się uśmiechnął.
Nagle jego uśmiech gdzieś odleciał i wtedy schylił się do mnie i musnął lekko moje wargi.
-Kris..ja...-nie mogłam nic powiedzieć.
-Nie chcesz tego? Wiem ja wtedy już pójdę.-powiedział smutno.
-Czekaj.
-Co?
Przytuliłam go i wtedy pocałowałam.

<narracja JR'a>
Patrzyłem się jak Kanon całuje się z Krisem. Nie mogę w to uwierzyć?! Dlaczego byłem taki ślepy!? Ja ją kocham! Wiem o tym! Aron miał racje mogłem się go posłuchać. Już nic nie czułem tylko przejmujący ból. Ból złamanego serca. To okropne uczucie.

sobota, 7 września 2013

Rozdział 32


<narracja Kanon>
Gdy zaprowadziłam Minhyuna w opłakanym stanie byłam totalnie ciekawa co się stało. Jak to możliwe,ze ta dwójka się pokłóciła? Tego nie wiem. Muszę spytać Sanghee.
-Kanon co ty robiłaś w pokoju Minhyuna?
No tak ten głos bardzo mi znany. JR. Akurat wychodził ze swojego pokoju. Miał włosy całkowicie roztrzepane na milion stron, a na sobie miał jedynie jakieś szorty. Zero koszulki! Tylko jego wspniała klata.
Ogarnij się Kanon!
-Kanon żyjesz?-pomachał mi ręką przed oczami.
-Tak jasne.-odparłam.
-Co ty robiłaś u Minhyuna?
-Zaprowadzałam go tam. Źle się poczuł i wiesz...chciałam mu pomóc.-skłamałam.
-No cóż dobrze ale czemu nie jesteś jeszcze w piżamie?
-A mam ją na sobie tylko musiałam się przejść.
Co go interesowała moja piżama. Boję się go ale jednak on mnie pociąga.... Nie to nie prawda ogarnij się.
Poszłam szybko do kuchni i wtedy tam zdjełam swój płaszczyk. No cóż dzisiaj musiałam ubrać dość krótką flanetową koszulę nocną z koronkami. W pokoju moim i Sanghee było okropnie gorąco więc musiałam ubrać coś dość krótkiego.
Otworzyłam lodówkę by wyjąć zimną wodę. Musiałam pogadać z Sanghee. Co się między nią a Minhyunem wydarzyło? To jest pytanie.
Schyliłam się po wodę i potem wstałam zamykając lodówkę. Odwróciłam się i wpadłam na JR'a. Prosto na jego ciepłe ciało.
Matko ta sytuacja z windy mnie przerasta. Teraz myślę cały czas o nim. Czemu no?!
-Co robisz?-spytał cicho.
-Biorę wodę gorąco tu jest.
-Widzę,że tobie też.
Chciałam odejść od niego ale ten nie chciał mnie puścić.
-Kanon posłuchaj ta sytuacja z windy...no bo ja nie chciałem. To tak samo wyszło.
-JR ja już tobie wybaczyłam, a teraz przepuść mnie.
-Ale niby wszystko jest ok ale mnie unikasz. Cały czas chodzisz z Krisem i gadasz z nim. Nie bądź dla mnie taka okrutna. Gdy widzę jak on ciebie dotyka to...
Chyba go poniosło.
-Dobra wyluzuj.-powiedziałam.
-Nie mogę.
Spuścił lekko wzrok. Nie rozumiem nie może zrozumieć,że ja po prostu traktuję go jako przyjaciela?
Nie mogłam mu patrzeć prosto w oczy. Nie potrafiłam po prostu. Spuściłąm całkowicie wzrok. Wtem zobaczyłam że JR ma jakieś za ciasne bokserki i zaczeły mu się podnosić O matko jemu po prostu....Nie nie mogę o tym myśleć.
-Kanon proszę ciebie, pomyśl nad nami.
On był tak blisko. Specjalnie przyszpilił mnie do lodówki. Nie miałam jak uciec chociaż...
No i wtedy JR się schylił i mnie pocałował. Było wręcz wspaniale. Jego pocałunek był bardzo namiętny jakby czekał na to bardzo długo gdzie w istocie tak było.
Odwzajemniłam jemu pocałunek. Na pewno zrozumiał,że się zgadzam i wtedy zaczął dotykać mojego ciała pod koszulą nocną. Jego ręce były praktycznie wszędzie tak jak moje na jego ciele. Czułam cały czas jego mięśnie, które były okropnie gorące.
I właśnie wtedy JR pomogł mi się usadowić na blat i zaczął całować moją szyję. No cóż będzie kolejna malinka tym razem dobrowolna.
Usłyszałam nagle jakąś muzyczkę. Girl's Day Female President. Matko Sanghee dzwoni.
-JR poczekaj.-powiedziałam.
Tym razem wypuścił mnie dobrowolnie.
Odebrałam telefon.
-Sanghee gdzie jesteś?-spytałam.
-Raczej gdzie ty jesteś?-słyszałam zapłakany głos.
Matko co oni sobie nawzajem zrobili?
-Ja jestem w kuchni, a ty?-odparłam.
-W naszym pokoju.
-Już idę do ciebie.
Rozłączyłam się.
-JR muszę...
-Idź do Sanghee nie wiem co się stało ale potrzebuje ciebie.
-Dzięki.
Podszedł do mnie i lekko musnął moje usta swoimi. Po tym geście szybko poleciałam do Park.
Gdy weszłam do pokoju zostałam ją leżącą na łóżku w stosie chusteczek.
-Sanghee nic tobie nie jest?-spytałam siadając obok jej łóżka.
-Minhyun...mnie...wystawił.-ryczała.
Po chwili przytuliła się do mnie.
-Cicho uspokój się. Jak to ciebie wystawił?
-Normalnie nie pojawił się. Czekałam na niego dobrą godzinę.
-Mówisz,że czekałaś na niego godzinę?
Ta skineła głową.
Nic tu nie pasuje. Po co wtedy Minhyun leciał cały zapłakany?
-A go może widziałaś.
-Nie widziałam.-łkała.
-Dobra uspokój się! Wiem,że nic nie da się zrobić takiego byś przestała cierpieć ale chodź do łazienki.
-Nie!
-Nie to nie!
Zwaliłam ją z łóżka i zaczełam ciągnąć za nogę.
-Zostaw mnie!-wydzierała się.
-Zamknij się! Masz iść się wykąpać i potem na świeżo pomyślimy co jest z wami grane.
-Puść mnie!
-Wypuszczę ciebie jak się umyjesz.
W salonie wpadłam na Arona.
-A tu co się dzieje?-spytał śpiąco.
-Z drogi karzełku.-powiedziałam.
-Karzełku?!-krzyknął.
-Tak! Daj mi przejść.
Sanghee tak się wierciła,że trudno było ją zawlec do tej łazienki. Ale na szczęście wygrałam!!!
-Posłuchaj mnie jak nie wykąpiesz się i odświeżysz to zawołam Arona i poproszę by ciebie trochę podenerwował.
-Grozisz mi?-spytała z podniesioną głowa.
-Tak.
-I co mi może zrobic denerwując mnie? Wytrzymam.
-Zawsze mogę ciebie zgwałcić.-powiedział Aron pojawiając się w drzwiach.
-Idę się kąpać.-powiedziała Sanghee.
Wzieła odemnie swoją piżamę, płyn i mleczko do demakijażu. Nareszcie dała siebie przekonać.
-Od kiedy jesteś taka zaborcza?-spytał nasz zboczeniec gdy go ominełam w drzwiach.
-Od dzisiaj.
-Od kolejnej malinki?
Spiorunowałam go wzrokiem.
-Dobra ja już idę.-powiedział.
Poszłam usiąść do salonu na kanapę. Poczekam na Park nawet jeżeli musiałabym w tej skąpej piżamie siedzieć całą noc i cały dzień.
-Hej na co czekasz?-powiedział JR siadając obok mnie.
-Na Sanghee. Muszę się dowiedzieć co się stało między nią, a Minhyunem.
-Pomogę ci. Popytam się Minhyuna.
-Miejmy nadzieję,że wszystko się ułoży.
Lekko oparłam swoją głowę o jego klate. Ten objął mnie ramieniem. Czy to oznacza,że między nami jest coś naprawdę dużego? Jesteśmy parą?
-Martwi coś ciebie?-spytał.
-No nie...zaraz wrócę.
Musiałam iść sprawdzić czy Sanghee dobrze się czuje.

<narracja JR'a>
Byłem szczęśliwy. Wreszcie udało mi się. Tak kocham Kanon i nareszcie mi się udało. Muszę powiedzieć jej,że ją kocham i chcę z nią być.
Usłyszałem muzykę jakąś. EXO Wolf. Kto to puszcza? Spojrzałem się na stoli. Komórka Kanon jakiś nieznany numer dzwonił do niej.
Szybko odebrałem.
-Yoboseyo?-powiedziałem.
-Kto mówi?
Ten język był mi obcy. Nigdy go nie słyszałem.
-Przepraszam czy jest gdzieś obok Kanon?-głos zmienił język na koreański.
-Właśńie wyszła, a kto mówi?
-Jestem jej narzeczonym. Ostatnio nie mogłem się do niej dodzwonić. Rozumiem,że chce się wyszaleć przed ślubem i pobawić się chłopakami ale żeby się do mnie nie odzywać.
-Jesteś jej narzeczonym?!
Nie to jest niemożliwe. By mi powiedziała. Dlatego odrzucała moje zaloty, a zatem dlaczego je teraz przyjeła? Bawi się mną?! Nie mogę w to uwierzyć.
-Tak jestem jej narzeczonym.-powiedział głos w słuchawce.
-Jak się nazywasz?
-A nie mogę tego zdradzić. Dobranoc zatem.
Rozłączył się. Czy to prawda?
Wstałem. Odłożyłem telefon i poszedłem do siebie do pokoju. Po drodze spotkałem Kanon.
-Hej gdzie idziesz?-spytała.
-Do siebie.-odburknąłem.
Wchodząc do pokoju zatrzasnełem drzwi. Byłem wściekły!

piątek, 6 września 2013

Rozdział 31



-To na serio on?-spytałam.
-Tak! Widzisz te karteczki pomogły!
-A ile ich wysłałaś?
Wiedziałam,że jedną na sto procent jemu położyła na łóżku ale dalej to nie wiem.
-Wiesz to było z jakieś...-Sanghee liczyła na palcach.-Z dwadzieścia.
-O fack ile!!!
Jej ta to kurcze jest niezła.
-Idę z nim na randkę.-śpiewała Park.
-Hejka jest Kanon?
Kurde Sehun co ty tu robisz?
-Zboczeniec!-wydarło się Sanghee.
-Nie stój....ja chciałem pogadać z Kanon. Pójdziesz do mnie do pokoju?
-Nie bo jeszcze dojdzie do gwałtu.
-Chyba ktoś mnie wyprzedził. Ma malinkę na szyi.
-To ja już pójdę z tobą.-powiedziałam ciągnąc go za rękę.
Co za dureń jak on mógł to zrobić? I się wszystko wyda. Teraz to będą kazania,że JR dobrze zrobił. Matko jak ja tego nienawidzę.
-Czego żeś mówiłeś to im?-spytałam.
-Ale to przecież widać. Zapewne całowałaś się z JR'em.
-Skąd to wiesz?
-Bo gdybyś całowała się z Krisem to on byłby taki szczęśliwy.
-Co?
Przystanełam. Byliśmy akurat obok jego pokoju, którego dzielił z Suho.
-Nie widzisz tego? Kris ciebie kocha, JR ciebie kocha, ja lece na ciebie i Sanghee....
On jest jakiś dziwny ale trzeba się opanować.
-Mniejsza z tym to nieprawda.
-A chcesz się założyć?-zapytał.-W pokoju Suho jest Lulu i Kris nie wiem co robią w trójkącie.-tu się cicho zaśmiał.-Zapytam się Krisa co do ciebie czuje, a ty to wszystko usłyszysz. Następnie powiem,że idę po ciebie i....
Wtedy Kris walnął Sehuna drzwiami gdy je otwierał.
-Oj przepraszam. Cześć Kanon.-powiedział.
-Hejunia.-odparłam uśmiechając się.
-Co wy tu robicice?
-Ja i Kanon mieliśmy pomyśleć nad piosenką. Ale wiesz co kochaniutka lepiej odpocznij po tylu wrażeniach.-gadał jak najęty
-Jakich wrażeniach?-spytał Kris.
-Dałam Kiseopowi pieska i był taki szczęśliwy. To mój przyjaciel więc cieszyłam się z jego szczęścia.-odpowiedziałam.
Ja zabiję tego małego szczyla.
-Nieprawda bo całowałas się z JR'em! I masz malinke na szyi!-wykrzyczał Sehun i uciekł do swojego pokoju by się zakluczyć.
Kris tylko spojrzał się na mnie z lekkim bólem w oczach.
-To prawda?-spytał.
-Niestety tak. To był zwykły przypadek. Ja już lepiej...-wskazałam korytarz w stronę wyjścia.
Postanowiłam nie zadręczać go tym. Po cholere? Co mu do tego? Co wszystkim do moich uczuć? Według wszystkich powinnam być z JR'em.
-Czekaj.
Krissi złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
-Możemy teraz iść.-powiedział.
-Dokąd?
-Hmm...może pójdziemy obejrzeć jakiś film?
-Pasuje mi to.
Poszliśmy razem korytarzem trzymając się za rękę.
Gdy byliśmy na miejsu zobaczyłam Sanghee rozmawiającą z dziewczynami. Co chwile patrzyła się na Minhyuna, który stał z chłopakami w kuchni. Próbowałam unikać wzroku JR'a.
-To co oglądamy?-spytał Kris gdy usiedliśmy.
-A co proponujesz?
-Wiem! Obejrzymy teletubisie!
Parsknełam śmiechem.
-No ej wiesz za młodzi jesteśmy jeszcze na takie filmy-dodałam.
-To wiem. Może jakaś drama?
-Może być.
No to zaczeliśy oglądać. Oparłam głowę lekko o bark Krisa, a ten objął mnie ramieniem i przysunął do siebie. Przez jedną chwilę mój wzrok i JR'a się spotkał. Nie wyrażał emocji, chyba nie wyrażał.
Nie mineło z dobre dziesięć minut gdy podleciała do nas Sanghee.
-Muszę ci ją zabrać. Kanon masz mi pomóc.
-Ok.-powiedziałam.
Wstałam, a moja ,,kochana'' Park zaciągneła mnie do kuchni, a tam siedzieli chłopacy.
-Teraz wyjaśnienia.-powiedziała.-Kanon gadaj.
-Co ja?
Byłam zdziwiona. O co jej chodzi?
-Wyjaśnij mi co jest pomiędzy tobą, a Krisem?-spytała.
-Nic po prostu postanowiliśmy obejrzeć film, po tym jak mnie Sehun lekko zdenerwował.
-Mówiła Sanghee,że on jest zboczony.-powiedziała Michu.
-Dobra ok. Ciebie i Krisa łączy tylko przyjaźń.-powiedziała Park.-To dlaczego masz malinkę na szyi?
O w dupe wydało się. Spojrzałam na JR'a. On był lekko zestresowany.
-JR czemu żeś nie mówił że jesteś taki napalony na Kanon.-gadał Aron.
-Nie pogarszaj swojej sytuacji koci zjebie.-powiedział lider.
Mimo,że sprawa była poważna zaśmiałam się. Koci zjebie? JR chyba za bardzo się wkurzył.
-Czemu się śmiejesz?-spytał Ren.
-Nie nic.-odparłam.
-No trudno Kanon chodź ze mną.-powiedziała Sanghee.
Ta zaprowadziła mnie do naszego pokoju.
-A teraz gadaj co się działo między wami.-powiedziała rzucając się na łóżku.
-Bo on zaczął całować mnie w windzie i mi się słabo zrobiło...
-I znając ciebie odepchnełaś go i znowu jesteście pokłóceni?
-Nie to znaczy tak. Odepchnełam go ale pokłóceni nie jesteśmy.
-Kanon, Kanon, Kanon nie nauczyłam ciebie jeszcze?
-Czego?-zdziwiłam się.
-Tego,że jak ciebie JR całował i pragnął to nie mogłaś....no cóż nie wiem....też go pragnąć?! Byście pewnie ,,coś'' zrobili w windzie i byłoby ok. Bylibyście parą. Gdyby na mnie tak się rzucił Minhyun to bym się zachowywała jak on.
-No tak ale to nie jest takie proste. Zrozum.
-Pomyśl nad tym, a teraz pomóż mi zrobić makijaż.

<narracja Sanghee>
<godzinę potem>
Kanon pomogła mi się ogarnąć na dzisiejszy wieczór z Minhyunem. Niestety była zima więc musiałam wziąć płaszczyk.
Szłam przez uliczki. Nie mogłam się doczekać aż spotkam Minniego. Po dzisiejszym wieczorze on mnie pocałuje i będziemy parą!
Wreszcie doszłam nad te morze. Na pomoście świeciły piękne żółte lampki. Jak tu romantycznie. Lepszego miejsca nie mógł wybrać na nasz pierwszy pocałunek.
Poszłam na sam koniec pomostu. Oczywiście woda to była jedna bryła lodu. Byłam dość wcześnie więc musiałam poczekać na niego.
Długo nie czekałam gdy ktoś założył mi ręce na oczy.
-Minhyun?-powiedziałam uśmiechając się.
-Prawie.
Szybko się odwróciłam. Sehun ten debil!
-Sehun ty szczylu co ty tu robisz?!
-Nic chciałem z tobą pogadać i przeprosić ciebie.
-Za co?
-Za to.
Przyciągnął mnie do siebie i pocałował.

<narracja Minhyuna>
Byłem taki szczęśliwy! Spotkam się z Sanghee. Musiałem to zrobić. Patrząc jak się męczy JR nie zamierzałem zaprzepaścić swojej szansy. Miałem piękny bukiet czerwonych róż. Były takie śliczne jak Sanghee. Nawet tak pięknie pachniały jak ona. Ach.
Stanełem. Powinienem być już na miejscu. Szłem zatem obok drzew gdy nagle zobaczyłem jakieś dwie sylwetki. Jacyś zakochani. Wtedy zapaliła się bliżej nich lampa.
O nie!!! Sehun i Sanghee....się....całowali.
Nie mogłem w to uwierzyć! Tak mi na niej zależało, a ona....
Wypuściłem bukiet z rąk. Poczułem jak łzy ściekają mi z oczów. Zaczełem biec. Gdy byłem już przy budynku natknełem się na Kanon.
-Minhyun co tobie jest?-spytała zatroskana.-Gdzie Sanghee?
Nie wiedziałem co mam zrobić. Przytuliłem się do niej i zaczełem płakać. Faceci to nie baby by płakać ale to bolało bardziej. Złamane serce bolało bardziej niż najgorsza tortura.
-Minhyun ciii....uspokój się. Chodź zaprowadzę ciebie do twojego pokoju.
Dała mi chusteczkę bym wytarł się.
-Nie powiesz nikomu...że..wiesz.
-Nie powiem,ze płakałeś. Przysięgam.
Kanon uśmiechneła się do mnie i zaprowadziła do dormu.

<narracja Sanghee>
Wreszcie się mu wyrwałam temu durniowi.
-Ty idioto!!! Wypierdzielaj odemnie!-wrzeszczałam.
-Uspokój się. Minhyun i tak tu nie przyjdzie.
-Co?
-Nic już.
Sehun pobiegł, a ja zostałam sama.
Czekałam z dobrą godzinę, nawet i więcej.
Nie przyszedł. Zażartował sobie ze mnie! Jak on mógł.
Poczułam,że płacze. Nie nie powinnam przez niego. Nie powinnam. Muszę być silna. Po prostu muszę.

czwartek, 5 września 2013

Rozdział 30


Szłam szybkim krokiem. Byłam spóźniona o dwie minuty. Miałam przecież być na tych warsztatach i patrzeć co robi EXO i się spóźniam.
-Przepraszam za spóźnienie.-wysapałam gdy weszłam do sali.
-Nic się nie stało.-powiedział Chang Woo wchodząc za mną.-Ja też się spóźniłem. Usiądź obok chłopaków.
Dziwne wszyscy mówili,że Chang jest wredny, nieczuły i wymagający, a tak naprawdę był miły. Te media nie mówią prawdy.
Posłusznie poszłam usiąść obok chłopaków. No ale Kris złapał mnie i siedziałam obok niego po turecku.
-Dzisiaj dobierzemy się w pary, a ponieważ ktoś z EXO-k zachorował to Kanon będzie jako dwunasta członkini.
-Kanon będziesz ze mną?-spytał Kris.
-Pozwólcie,że wylosuję wam pary.
Zdjął swój kapelusz z głowy i włożył do niego karteczki.
-Lay będzie z Suho-mówił losując.
Były dobrane prawie wszystkie pary.
-Kris będzie z Luhanem.
No to z kim ja będę?
-Kanon ty jesteś z Sehunem.
Spojrzałam się na zboczoną tęczę. Ten tylko się głupio uśmiechnął.
-Zadanie polega na tym żebyście skonponowali jakiś utwór wspólnie i potem go zagrali na jakimś instrumencie. Za miesiąc chcę te piosenki usłyszeć na koncercie, który zorganizuję. Ludzie będą głosować na najlepszy duet i zobaczymy co z tego wyjdzie.
-A co dostaną wygrani?-spytał Sehun.
-Tydzień wolnego i własna demówka.
-Kanon będę się uczył z tobą cały dzionek.
-Póki nie doprowadzisz jej do gwałtu.-wyparował Luhan.
-Co ty sugerujesz!?-wykrzyczał maknae.
-Nic już nic.
Gdy się wwszystko zakończyło Sehun podszedł do mnie.
-To co kiedy zaczynamy?-spytał.
-A kiedy chcesz?-odpowiedziałam.
-Mogę nawet teraz.
Zbliżył się do mnie na niebezpieczną odległość.
-Sehun odsuń się odemnie proszę.-powiedziałam.
-Dobrze.-powiedział uśmiechnięty.
Założyłam swój płaszcz, a młody chodził za mną.
-Odprowadze ciebie.-zasugerował.
-Dzięki ale...
Złapał mnie szybko za rękę i zaczął nią wymachiwać jak małe dziecko.
-Sehun posłuchaj ja muszę gdzieś iść...po coś iść....więc...będę ...zajęta...
-A to spoko. Do zobaczenia.-powiedział smętnie.
Poszłam w stronę windy i tam natknełam się na JR'a. Gdy mnie zauważył uśmiechnął się.
-Cześć Kanon.-powiedział.
Podszedł do mnie i przytulił się do mnie. Poczułam jego męskie perfumy.
-Pryskałaś się mgiełką truskawkową?-szeptnął mi do ucha.
-Tak.
Wypuścił mnie z uścisku.
-I jak tam pierwszy dzień?-spytał.
-Było fajnie ale musieliśmy dobrać się w pary i jestem z …
-...Krisem?
-Nie on jest z Luhanem ja jestem z Sehunem.
-CO?!
-No tak jestem z Sehunem ale spoko on jest ok.
Weszliśmy razem do windy.
-Kanon ja nie sądzę,żeby on był dobrym towarzystwem dla ciebie.
-Dlaczego tak uważasz?
-Bo widzisz....on....wczoraj rzucił się na Sanghee i chciał ją pocałować.
-Pewnie się upił.
-Nieprawda! Mogłby dojść do czegoś gorszego, a ja nie chcę by się tobie coś takiego stało!-wrzeszczał.
-JR wyluzuj. On jest spokojny.
-Nie prawda! A jak ci coś zrobi! To wspaniale,że w każdym widzisz dobro ale....tak nie jest.
JR...był tak blisko mnie. Oczywiście górwał nademną.
Odeszłam od niego w kąt ale ten poszedł za mną. Winda była duża, a on musiał akurat być przy mnie.
Patrzył się na mnie i po chwili oparł swoje ręce obok mojej głowy. Coś w stylu ,,nie wypuszczę cię''.
-Kanon zrozum.-powiedział.
Czułam jego zapach. Był tak blisko,że kręciło mi się w głowie. Zaraz upadnę i nie wstanę od jego bliskości i zapachu.
-JR.-wysapałam.
-Niedobrze ci?-spytał.
-Trochę gorąco....mi jest.-wyszeptałam.
Jej czemu on tak na mnie czasem wpływał?
-Może zdejmij ten płaszcz-zaproponował.
Posłusznie zdjełam go. Ale i tak nadal było mi duszno. Co ze mna jest nie tak.
-Chyba dalej jest coś z tobą nie tak. Może to jakaś choroba?
Patrzył się na mnie wyzywająco jakby się domyślał czego chcę. Ale ja go nie chciałam. Niech on się tak głupio nie zachowuje.
-Kanon...-szeptnął mi do ucha-...ja...muszę...
Co on musiał? Po chwili poczułam jak opiera swoją głowę o moje barki i szyję. Chyba się zmęczył.
-JR.-wyszeptałam.
Dotknełam ręką jego głowy i bawiłam się jego włosami. Nagle poczułam coś mokrego na szyi.
-JR co ty robisz?-spytałam.
-...chcę ciebie...-wyszeptał gryząc lekko mi ucho.
Matko Święta!!! On jest zboczony! Niech on mnie zostawi!
Złapał mnie w tali i przybliżył siebie do mnie. Zaczał całować moją szyję i sunał z pocałunkami coraz wyżej.
-Kanon-wysapywał.
-JR...puść mnie.-wydyszałam.
-Chcę cię.
Próbowałam go odepchnąć ale to nic nie dało. On był napalony! Napalony na mnie! Przecież jesteśmy w windzie sami! Nigdzie nie ucieknę! Będzie gwałt. Zaczełam się wierzgać. Tu było naprawdę gorąco+JR mnie obejmował to było jeszcze bardziej. Nie mogłam tego wytrzymać. Poczułam jak wiruje mi się w głowie i spadam na ziemię. JR mnie po rycersku złapał.
-Kanon hej żyjesz?-spytał.
Patrzyłam się w jego oczy. Poczułam swoje łzy po poliku.
-Przepraszam. Ja nie chciałem.
Wytarł mi łzy i postawił mnie.
-Ja nie...chciałem...
Spuścił wzrok. Byłam wkurzona na niego. Jak on mógł ale jednak...
Przytuliłam się do niego.
-Wybaczam tobie ale nie rób tego więcej. Nigdy.
-Dobrze.
Gdy winda się otworzyła musiałam szybko iść napewne miejsce. Nie patrzyłam się na JR'a po prostu szłam bo musiałam zdążyć.


No dobra, myślałam. Muszę teraz podejść do niego i strzelić to prosto z mostu. Nie ma chowania się. Trzeba to zrobić.
Gdy zauważyłam Kiseopa musiałam do niego podejść.
-Cześć Kiseop!-krzyknełam do niego.
Ten podszedł do mnie uśmiechnięty.
-Hej co tam Kanon?
Miałam ręce za sobą.
-Co tam chowasz?-spytał podejrzanie.
Szybko wyjełam ręce w jego stronę i pokazałam mu słodkiego białego szczaniaczka.
-Wszystkiego Najlepszego!!!-wykrzyczałam.
-To dla mnie!
-Tak.
Kiseop wziął odemnie pieska.
-Jej dziekuję ci.
Pocałował mnie w policzek.
-To jest suczka.. Podoba ci się?-spytałam.
-Tak i to bardzo. Tylko mała jak ciebie nazwać?
Piesek polizał go po twarzy. Jak słodko.
-No cóż dziękuje tobie bardzo że o mnie pamiętałaś, ale muszę iść do chłopaków.
-Ok jasne.
Poszłam od razu prosto do dormu. No i w pokoju zastałam dziewczyny wtym Sanghee skakała jak sarenka.
-Ej co wam?-spytałam.
-Minhyun, Minhyun....-gadała.
-Co Minhyun?
Dała mi jakąś karteczkę.
-Do Sanghee. Spotkajmy się jutro wieczorem nad morzem obok pomostu. Będę czekał.-czytałam.-Minhyun. 

środa, 4 września 2013

Rozdział 29



<powrót do narracji Kanon>
Siedziałam z Krisem i JR'em. Fajnie było gdy się dogadywali. Nareszcie.
-Kanon!
Do naszej trójki przyszedł Kevin.
-Hej Kevin.-powiedziałam.
-I co masz już pomysł na prezent?
-Tak. Może sczeniaczka?
-Hmm...dobry pomysł. I wiesz co ja już znalazłem coś dla niego. Jak chcesz to możesz mu dać tego szczeniaczka. Bo wiesz Kiseop ciebie polubił.
-Serio?
-No tak. Mówi,że jesteś fantastyczną dziewczyną i chcialby się z tobą zaprzyjaźnić. Co ty na to?
-Czy ty coś sugerujesz.
-Nie po prostu mogłabyś się z nim dogadać.
-Serio tak myślisz?
-Tak...
-...o Kevin tu jesteś.
Spojrzeliśmy się wszyscy za Woo. Przyszedł do nasz Kiseop i trzymał jakieś opakowanie w ręce.
-Hej Kanon.-powiedział uśmiechając się do mnie.
JR i Kris spojrzeli się jakoś krzywo ale mnie to nie interesowało.
-Co ty tu masz?-spytał Kevin do Seopa.
-A to jest do Kanon ktoś wysłał jej to.
-To dlaczego ty to masz?-spytał JR.
-Ponieważ gdy szłem do naszego mieszkania kurier zapytał się na, którym piętrze mieszka Kanon więc byłem tak miły i ją wziełem.
Podał mi paczkę. Spojrzałam się. Od kogo to jest?
Otworzyłam ją powoli. Wziełam do ręki list i go zaczełam czytać.
-Droga Kanon-czytałam po cichu.-Mam nadzieje,że jest tobie dobrze. Dowiedziałam się od Park Minry,że jesteś tutaj. Powiem ci,że twója babka zaczeła ciebie szukać. Nie martw się nic jej nie powiedziałam tylko lekko oszukałam. Powiedziałam jej,że poleciałaś do dziadka i chyba najwidoczniej poszłaś trochę zaszaleć. Póki co kupiła tą bajeczkę. W pudełku mam dla ciebie prezent. Już dwa tygodnie temu skończyłaś osiemnaście lat. Jeszcze raz Sto Lat! Jak będziesz chciała do mnie napisać to nie pisz,że to ty Kanon, pisz że to ty Anabell. To będzie nasz sekret. Do zobaczenia. Całuski Anna.
Ojej Anna pamiętała o mnie!
Otworzyłam opakowanie. Moim oczom ukazał się piękny naszyjnik z gitarą i do tego kolczyki w kształcie mikrofonów. Ona była taka kochana. Zaraz. Jeszcze cos tam było. Spojrzałam się i ujrzałam zdjęcie obramowane w ramkę mojej mamy i mojej cioci jak były już starsze. Były piękne.
-Ej Kanon czemu płaczesz?-spytał Kiseop.-Chłopak ciebie rzucił?
Z tego wszystkiego się nie skapnełam,że łzy szczęścia ciekną mi po policzkach.
-Nie po prostu moja kochana przyjaciółka wysłała mi coś z mojego kraju.-powiedziałam.
-Tęsknisz za nim?-spytał JR.
-Nie tęsknię za krajem. No może trochę ale nie miałam powodów by w nim zostać.
-A z jakiej okazji ci wysłała tą paczkę?
-Bo dwa tygodnie temu miałam urodziny.
Wszyscy otworzyli oczy ze zdziwienia.
-Serio? To czemu nam tego nie mówiłaś?-spytał JR.
-To nie było istotne.
-Kanon.-powiedział Kiseop.
-Co?
Spojrzałam się na niego,a on trzymał ogromnego, różowego pluszowego misia. Na dodatek misiu miał przepasaną białą kokardkę wokół szyi i trzymał serduszko z napisem ,,Sarangheyo'' czyli kocham ciebie.
-To dla mnie?-spytałam tępo.
-Tak.-uśmiechnął się.-Dowiedziałem się,że jesteś w SM więc chciałem ci coś dać. No i od razu prezent na urodzinki.
-Kiseop dziękuję ci.
Wstałam i pocałowałam go w policzek.
-To ja już idę-powiedział Kevin.
-Kiseop chodź pomożesz mi go gdzies postawić-powiedziałam wskazując na misia.
I tak oto poszliśmy z pluszakiem do mnie do pokoju.

<narracja Sanghee>
Otworzyłam powoli oczy. Matko ciekawe ile spałam. Odwróciłam się na drugi bok. Zobaczyłam Minhyuna, który siedział na łóżku do mnie plecami. Nie miał koszulki! Ja pierdziele jeżeli napad Sehuna to jest cena za to, to ja się zgadzam.
Minhyun odwrócił się do mnie i lekko uśmiechnął.
-Hej jak tam się spało?-spytał.
-Dobrze.
Kurde nie mogłam zabrać swoich oczów od jego klaty. Chyba to zauważyl bo nagle położył się jak długi obok mnie na brzuchu. Nasze oczy były tak blisko siebie, a ten najlepiej w świecie szczerzył się do mnie. Niech mnie w końcu pocałuje.
-Dobrze się już czujesz?
Położył swoją rękę na moją głowę i zaczął pieścić mój polik. Matko zarumieniłam się.
-Tak dobrze się już czuję.
-Mam nadzieje,że Luhan skopie mu dupę.-powiedział.
Kiwnełam tylko lekko głową. Ten nagle zbliżył się bardzo blisko do mojej twarzy i pocałował mnie w policzek. Ale i tak czułam to,że dotknął koncika moich ust.
-No cóż muszę ciebie zaprowadzić do Kanon. Skoro czujesz się już dobrze.
Ubrał swoją bluzkę i podał mi rękę. Złapałam go, a on mnie podniósł.
-No to chodźmy-stwierdził.
Trzymał mnie za rękę i szedł korytarzem. Nic nie mogło mi się lepszego przydarzyć.

<powrót do narracji Kanon>
Gdy odłożyłam pluszaka wraz z Kiseopem zaczeliśmy prowadzić ożywczą rozmowę na moim łózku. Jej on po prostu miał tyle ze mną wspólnego.
-Czyli,że twoim ideałem dziewczyny to jest mól książkowy?-spytałam żując żelka.
-Tak. Ale jeszcze musi być miła i nie obchodzi mnie czy miała operacje plastyczne. Póki jest miła i słodka mi to nie przeszkadza.
-Czyli twoja zasada to piękno jest w środku.
-Otóż to. Ale ty jesteś piekna i w środku i na zewnątrz.
Zaczełam się dławić. Proszę niech on nie zacyzna.
-Nic tobie nie jest?-spytał zaniepokojony.
-Jest ok.
-Słuchaj powiedz cos JR'owi i Krisowi. JR to zapewne twój chłopak, a jak ci wręczyłem prezent to tak się spojrzał na mnie wrogo.
-Serio?
-No tak, a ja chcę być tylko twoim przyjacielem.
-Naprawdę? To miłe.
-Tak chcę być twoim best frend forever.
-Jasne!
Nie mogłam uwierzyć,że ten mówił wszystko prosto z mostu. Lovciam go.
Nagle do pokoju weszła Sanghee cała w amorkach. Gdy rzuciła się na łóżko zaczeła wzdychać. Chyba nas nie zauważyła.
-Ej Sanghee co tobie?
-Byłam u Minhyuna i mnie pocałował w policzek i pozwolił spać w swoim łóżku i....
Wtedy się zacieła i zauważyła Kiseopa.
-A ty co tu robisz?!-wrzeszczała.
-A spoko ja i Kiseop gadamy ze sobą.-mówiłam.
-Wy jesteście....
-Tak przyjaciółmi-wtrącił Seop-Ja już lecę. To papa.
Ucałował mnie w policzek i poszedł.
-To co kochaniutka gadaj wszystko.-powiedziałam.
-Lepiej ty mi powiedz skąd masz tego wielgaśnego misia.
No to mamy co opowiadać.