Translate

środa, 19 listopada 2014

Ykhym...

 Witam was ^^ oczywiście post cały czas próbuje się stworzyć i tworzenia brak. Brakuje mi weny do tego opowiadania....ale za to cóż mam wenę do czegoś innego. 
 Jeśli jest ktoś fanek Harrego Pottera to neich wejdzie tutaj na bloga ^^ innych też zapraszam
Link

piątek, 17 października 2014

Krótka uwaga!

 Najpierw powiem, że byłam w lekkim szoku gdy kilka dni temu było 90 wyświetleń jednego dnia ^^ 
 Dziękuję wszystkim za to, że są cały czas i czytają tego bloga. 
 I druga rzecz....dodałam profile postaci do nowego opowiadania, które zacznę pisać gdy zakończę Kanon. Oto lineczek -------------------------------> LINK 
 Mam nadzieję, że się spodoba ^^ 

wtorek, 14 października 2014

Rozdział 4

 Na sam początek chcę powiedzieć, że kończę powoli z pisaniem Kanon. Może dam tu jeszcze z dwa rozdziały i śliczny epilog ^^.         Następnie zamierzam napisać opowiadanie nie takie z naszymi uroczymi chłopcami k-popowcami. Mam nadzieję że wam sie spodoba nowe opowiadanie...i wkrótce dodam nowe profile postaci.   Póki co życzę miłego czytania ^^

  Wlokłam się z Kiseopem po różnych prawnikach. Nikt nie mógł nic zrobić. Czyli historia się powtórzy. Wrócę do domu ciężarna tak jak moja mama. Dziecko jak i ja będziemy zniewoleni. To po prostu nie fair!
-Kanon spokojnie, znajdziemy kogoś.
-Kiseop nie! Nie znajdziemy! Ta wredna kobieta obmyśliła wszystko! Podła jędza!
-Ej! Uspokój się-przytulił mnie do siebie mocno-musisz uważać na dziecko.
-Ale....
-Wracaj do domu. Odpocznij ja załatwię resztę.
-Ale...
-Idź może do pana Changa?-uśmiechnął sie lekko- ma urodziny, a chyba ciebie tylko lubi. Mam prezent dla niego.
-Nie powinnam...
-No idź! Pogadaj z nim o muzyce! Będziesz się lepiej czuć.
-Um...dobrze już pójdę.
-To sie ciesze! Zawiozę cię!

  Godzinę później stałam przed domem słynnego muzyka. Westchnęłam. Od kiedy się z nim przyjaźnię? Dziwne to, że wytrzymuje z nim a on ze mną.
 Zadzwoniłam do wejścia jego domu. Stałam w letniej kurtce bo akurat było już ciepło. Dziwne skoro to początek marca.
-O Kanon witaj!
 Zanim sie zorientowałam Chang wciągnął mnie do swojego domu. Był na bosaka, prawie cały ubrany nie licząc rozpiętej koszulki.
-Aż tak tobie gorąco?-spytałam.
-Tak tak.....a co tu masz?
-Prezent dla ciebie! Masz przecież urodziny!
-Och dziękuje ci!
 Zabrał z moich rąk dużą paczkę i zaniósł ją do swojego pokoju. W tym samym czasie ściągnęłam kurtkę po czym poszłam do salonu. Byłam w tym domu setki razy, a to Chang dzwonił że coś mu jest,a  tym ,,czymś'' to było brak wina. Niedługo facet się upije.
-Proszę-podał mi duży bukiet czerwonych róż.
-A to niby za co?
-Miałem przyjaciółkę Polkę. Dzisiaj z tego co mi tłumaczyła jest dzień kobiet i faceci dają róże panią.
-Ym nie musiałeś ale dziękuję.
 Uśmiechnęłam się promiennie. Kiseop miał rację prawie bym zapomniała o babce....no prawie.
-Dzwoni ktoś do ciebie Kanon.
-A...jakiś nieznany numer.
 Wstałam i odeszłam kawałek dalej po czym odebrałam telefon.
-Tak?
-Kanon skarbie! Za kilka dni wracasz do mnie! Jak sie czujesz kochanie?
-Ale...kto mówi?
-Och...nie pamiętasz mnie?
 Zamurowało mnie.
-Henry-szepnęłam.
-Tak! Pamiętaj! Niedługo rozprawa! I będziesz moja!
 Spanikowana rozłączyłam telefon i pod wpływem emocji wyrzuciłam przez okno. Chang spojrzał sie na mnie zdziwiony i wtedy poczułam ból brzucha, a może podbrzucha? Nie wiem...nie wiedziałam strasznie mnie to bolało.
-Kanon nic ci nie jest!? Kanon!
-J-ja....chyba rodzę.
-Ale że już!? Boże święty! Jedziemy na pogotowie!
 Wziął mnie w ramiona i wybiegł na dwór do swojego samochodu. Dosyć szybko znaleźliśmy się w szpitalu. Gdy wzięli mnie na porodówkę już nic nie pamiętałam.

-Halo Kanon zbudź się jest po operacji.
 Otworzyłam oczy i moim oczom ukazała się Charlotte. Uśmiechała się lekko do mnie.
-Dobrze się czujesz?
-Yhym...-pokiwałam głową.
-Przyjechał z tobą mężczyzna, ma tu przyjść?
-Tak jasne...
Charlotte wyszła i poprosiła Changa na salę w tym samym czasie przywiozła mojego synka. Poczułam jak sie zaraz rozpłaczę. Był taki drobniutki i śliczny.
-Jest zdrowy?-spytał Chang.
-Niestety nie, urodziłaś go w 7 miesiącu. Na szczęście da się jego uratować.
-Mogę go potrzymać?
-Tak jasne, najlepiej jakbyś go nakarmiła.
 Podała mi maluszka, a ja przytuliłam go lekko. Był taki malutki i kruchy i niewinny.
-Pewnie będziecie dobrze żyć z Kiseopem-odparł Chang.
-Nie raczej nie...
-Dlaczego?
 Bez namysłu opowiedziałam jemu o babce. Praktycznie o wszystkim co odwaliła! Spostrzegłam że pani Kim przysłuchuje się nam.
-Dokańczając jestem niby niepełnoletnia, a matka nie żyje, a ojca nie znam. Dlatego trafię do niewoli u babci.
-W sumie-odparła Charlotte-to nie musi się tak skończyć.
-Ale...
-Wiem kim jest twoja matka i ojciec. Znaczy twoja mama żyję. Nie umarła babcia cię okłamała.
-To w takim razie kto jest ojcem?-spytał Chang.
 Charlotte uśmiechnęła się do nas.
-Czy to nie uroczę, ze wnuczek urodził sie w dzień urodzin dziadka?
-Ale ja dzisiaj mam urodziny-powiedział Chang.
-No właśnie.
-Jesteś moim ojcem?!-wrzasnełam zdziwiona

środa, 8 października 2014

Rozdział 3

 Minęło dobrych kilka miesięcy i była końcówka lutego. Było dosyć zimno, cały czas padał śnieg, a wiosna coś się nie spieszyła. 
-Kanon...co ty robisz?  
 Moje rozmyślania przeszkodził Kiseop siadając obok mnie na sofie. Próbował zerknąć do mojego notesu w którym pisałam teksty piosenek, a czasem rysowałam.
-Aić! Kiseop nie patrz!-zaśmiałam się i przycisnęłam notatnik do piersi.
-Dobrze...-uśmiechnął sie i pogłaskał mnie po dużym brzuchu- wiesz jest jakiś mały jak dla mnie.
-Dopiero co zaczyna się siódmy miesiąc daj małemu się rozwinąć.
-Hah dobrze dobrze.
 Spojrzał sie na zegarek i zmarszczył czoło. 
-Muszę iść do pracy, do zobaczonka.
 Pocałował mnie w główkę i pojechał, a ja zostałam w domu oglądając jakieś filmy. Tak się składa, że wszyscy każą mi sie nie przemęczać. Muszę leżeć albo siedzieć w domu i tylko to zero chodzenia na zakupy czy do koleżanek.
 Przestałam znowu rozmyślać słysząc kroki w holu. Czyżby Kiseop wrócił? Ale on nie chodził tak...delikatnie? 
 Usłyszałam jak po posadze odbija się dźwięk obcasów więc wstałam i postanowiłam sprawdzić kto przyszedł. Może to Sanghee?
-Sanghee to ty?
 Weszłam do holu i rozejrzałam sie po nim i wtedy dostałam czymś ciężkim w głowę.

 Otworzyłam oczy. Nie wiedziałam co sie stało. Leżałam na sofie czyżbym się zdrzemnęła?
-No nareszcie. Chcę z tobą pogadać zanim ten chłopak wróci.
 Nie to nie możliwe! Ten głos! Wstałam szybko jak poparzona i ujrzałam na przeciwko siebie postać. Siedziała w fotelu i popijała herbatę. 
-Co tu robisz?!-wrzasnęłam do mojej babki.
-Och uspokój się. Wróciłam po ciebie. Widzę, ze nie radzisz sobie sama-wtedy spojrzała się na mój brzuch.
 Czułam jak jej spojrzenie pali mnie dlatego usiadłam i zasłoniłam sie kocem.
-Jestem pełnoletnia. Nie masz prawda mi rozkazywać.
-No właśnie-uśmiechnęła się lekko do mnie- nie jesteś pełnoletnia.
-Co? Jestes szalona! To twoja kolejna intryga!
-Uspokój się!-zaśmiała sie wesoło- powiem ci, że dopiero co 18 marca będziesz mieć 17 lat moja żabciu, jesteś niepełnoletnia.
-Ale...jak to niby?!
-Normalnie. Lata temu wiedziałam, ze uciekniesz dlatego zrobiłam doskonały plan. Pokazałam ci złą datę narodzin i poszłaś szybciej do szkoły.
-Kłamiesz!-syknęłam wściekła.
-Och na szczęście nie! Szkoda tylko, że masz pasożyta w brzuchu tak to bym się jego pozbyła jak twojego starszego brata lub siostrę.
-Że co proszę?
 Byłam wkurzona! Doszczętnie! Mówiła na moje dziecko pasożyt! 
-Jak to pozbyłaś sie mojego rodzeństwa?
-Normalnie było jeszcze płodem, zarodkiem a kto tam wie! No ale zepchnęłam twoją matkę ze schodów i tak poroniła. No ale pojawiłaś się jeszcze ty!
-Dlaczego mi to mówisz? Mogę to wszystko wygadać na policję.
-Nikt ci nie uwierzy. Jestem szanowaną starszą panią-znowu sie uśmiechnęła-Nie masz ze mną szans.
-Wyjdź z mojego domu! Teraz!
-Z chęcią! No ale!-rzuciła na stół jakąś kopertę-przeczytaj ją uważnie 15 marca jest rozprawa w kwestii tego, że masz wrócić do domu bo jestem twoim opiekunem prawnym z racji tego, że nie masz rodziców.
-Jesteś zwykłą zdzirą!
 Uderzyła mnie. Poczułam jak piecze mnie policzek.
-Ty jesteś zdzirą, puściłaś się z jakimś koreańczykiem! Masz szczęście, że chcę cie przygarnąć.
-To przekleństwo....a nie szczęście.
-Henry nie musiał wsypywać ci tabletkę gwałtu. Mógł od razu cie porwać byłoby mniej kłopotów.
-On mi to wsypał?!
-A któżby inny ale nie spodziewaliśmy się pasożyta no ale do zobaczenia Kanon.

 Skulona siedziałam w kącie i płakałam. Nie kontaktowałam ze światem. Widziałam jak Kiseop podbiega do mnie. Krzyczy coś. Chyba moje imię ale ja nie jestem w stanie go usłyszeć. Przymykam oczy i nic już nie czuje....widzę tylko ciemność.

sobota, 20 września 2014

Rozdział 2

 Przyglądałam się ludziom w kawiarence. Wszyscy się uśmiechali, żartowali ze sobą tak rodzinnie. Westchnęłam widząc pewną rodzine z dziećmi. Kochający rodzice pomagają dzieciom zjeść i nie krzyczą na nich. Piękne dzieciństwo...nie takie jakie ja miałam.
-Hej Kanon!
 Uśmiechnęłam się widząc Sanghee. Usiadła na przeciwko mnie cała zadowolona.
-Witaj witaj, widzę, że jesteś zadowolona.
-Otóż to! Nie uwierzysz ale chcą bym doszła do After School! Ja je po prostu wielbię i kocham! Wyobrażasz sobie takie coś! Będę sławna i śpiewąła z nimi! I będę bardzo blisko Minhyuna.
-Ciesze się, że ci się udało.
-Widzę, że mimo ciąży jestes strasznie promienna!
-Haha-zaśmiałam się- Kiseop tak na mnie działa. Strasznie go kocham, wiesz? I dba o mnie o maleństwo także.
-Czyli nie zależy ci na Jonghyunie?
-Co?-spytałam speszona.
 Wtedy podeszła do nas kelnerka. Sanghee zamówiła kawę, a ja jakiś dobry sok gdyż nie mogę pić herbaty, kawy i tych innych rzeczy.
-O co ci chodziło z Jonghyunem?-spytałam gdy odeszłą kelnerka.
-To widać! On jeszcze cie cholernie kocha! A dziecko to kolejny dowód byś powinna wrócic do niego.
-Sanghee-powiedziałam cicho- przestań, nie chcę być z nim. Mam jego dość. Zachowywał sie beznadziejnie i widziałaś to na dodatek!
-No ale on cie kocha...i jest ojcem twojego dziecka...
-Dobra koniec!-wstałam wkurzona.
-Gdzie ty idziesz?
-Jak najdalej!
 Wyszłam z kawiarni wkurzona na całego. Ominęłam jakieś sklepy i wyszłam z galerii.
-Hej Kanon, a ty co taka wkurzona?
 Odwróciłam się i zobaczyłam Jonghyuna z różą, co o tu do cholery robi?! Czyżby Sanghee chciała bym się z nim spotkała?!
-Nie twój interes-powiedziałam oschle.
-Mam dla ciebie róże...
-Nie dzięki, wybacz ale śpieszę się strasznie do lekarza.
-Podwieść cię?
 Patrzyłam się na  niego chwilę. Był dzisiaj akurat nienagannie ubrany ciekawe z jakiej okazji. Westchnęłam.
-Nie dzięki Jonghyun, sama dam sobie radę.
-To też moje dziecko!
-Ale ja je noszę w brzuchu!-krzyknęłam podchodząc do niego- to ja je karmię, znoszę całą ciąże, bóle głowy, mdłości, a potem poród i karmienie! Ty tylko przyczyniłes sie do spłodzenia to nic wielkiego! Ale to ja będę sie z tym męczyć fizycznie jak i psychicznie!
-Kanon wyluzuj...to nic takiego..
-Nic takiego! Niech chociaz raz facet zajdzie w ciążę! Prędzej sie posra niż przeżyje całą ciąże!
-Ale-powiedział skamieniały Jonghyun-To i tak moje dziecko!
-Jeszcze sie nie narodziło! A ja nie jestem twoja własnością więc się odwal od emnie!
 Odeszłam od niego. Teraz byłam o dwa razy więcej wkurzona. Jak on mógł! Jak moja przyjaciółka mogła pomyśleć, ze wrócę do tego drania po takim czymś! 
-Kanon...a tobie co?
 Kiseop...? A o tu co robi?
-Ym Kiseop...
 Spojrzałam sie na niego, chciał wsiadać do samochodu, czyżby gdzieś jechał?
-Właśnie jechałem do ciebie. Mieliśmy iść do lekarza.
-No racja....no to chodźmy.

  Jechaliśmy z jakieś dobre pięć minut. Nie musieliśmy się spieszyć przecież mamy jeszcze troche czasu. Ostatecznie przeniosłam się na badania do Charlotte. Zaufałam jej.
-Jednak sie przepisałaś?
-Tak, ufam tej kobiecie wydaje się być bardzo miła-uśmiechnęłam się lekko. Czułam jak wychodzi ze mnie cała złość.
-To tutaj?-spytał Kiseop pokazując drzwi do gabinetu Charlotte.
-Tak.
 Weszłam powoli razem z nim do pokoju. Przywitała nas wesoła pani Kim.
-A więc gotowa na sprawdzenie płci maluszka?-uśmiechnęła się miło do nas.
 Pokiwałam głową na co ona zaprowadziła mnie na łóżku. Podniosłam bluzkę do góry tak by odsłaniała brzuch. Kiseop usiadł obok mnie trzymajac za rękę, a Charlotte nałożyła żel na mój brzuszek po czym zaczęła robic USG.
 Patrzyłam sie zafascynowana na monitor w, którym widziałam maluszkę. Mój chłopak uśmiechał się do mnie i również patrzył się zafascynowany tym.
-No moja droga-uśmiechnęła sie Charlotte-wygrałam.
-Co?-spytał Kiseop nie rozumiejąc sytuacji.
-Macie synka! Gratuluje wam.

Pam pam pam! I teraz pytanie jak ja nazwe te dziecko? Hm....jakieś pomysły ze strony czytelników? ^^ o i jak wam się podoba nowy  wygląd bloga? Jest dobry?

piątek, 19 września 2014

Rozdział 1

 Postanowiłam, że pójdę do lekarza. Dalej nie dawłam za wygraną czemu nic nie pamietałam gdy uprawiałam seks z Jonghyunem. Myślałam nad tym cały czas, lekarze nic mi nie pomogli też nie wiedzieli co sie stało. 
-Pani Kanon do lekarza.
 Wstałam z krzesła i poszłam do kolejnego lekarza. Weszłam powoli do gabinetu, niczym się nie różnił jak u innych medyków ale zdziwiło mnie widząc kobiete rasy białej. Miała brązowe włosy związane w kitek, śliczne zielone oczy i uśmiechała sie wesoło. Nie miała żadnych zmarszczek, pewnie była młoda.
-Dzień dobry-powiedziałam pośpiesznie siadajac na przeciwko tej kobiety.
-Witam witam-uśmiechnęła sie do mnie promiennie- a więc jak sie nazywasz moja droga?
-Kanon Winter.
 Nie cierpiałam mówić swojego nazwiska, niby po dziadzku ale zawsze miałam przed oczami tą jędze babke.
 Pani lekarz lekko skamieniała. Dosłownie na sekunde. Patrzyła się tępo na mnie na mnie i po chwili znowu się do mnie uśmiechała.
-Miło mi jestem Charlotte Kim, nie jesteś raczek Koreanką z tego co widzę.
-W połowie jestem...moja mama była Polką.
-No rozumiem, a więc co cię tu sprowadza?
-Chodziłam praktycznie do wszystkich lekarzy i nikt mi nie potrafił pomóc mam nadzieję, że pani pomoże.
-Jaka pani! Mów do mnie Charlotte.
-Dobrze..Charlotte-lekko sie uśmiechnęłam- A więc byłam z trzy miesiące temu na dyskotece i po jakimś czasie nie pamietam co robiłam i niedawno okazało się, że przespałam sie z byłym chłopakiem. On też tego nie pamięta i no...zaszłam w ciąże.
-Nic nie pamiętasz? 
 Patrzyła się to raz na mnie to raz pisała coś w swoim zeszycie.
-No nie...on też.
-Jedliscie lub piliście coś razem?
-Tak, piliśmy na współe drinka bo nie chciał bym dużo piła.
-No to wszystko jasne! Barman dorzucił ci tabletkę gwałtu! Bardzo szybko schodzi z organizmu dlatego lekarze inni nic nie wykryli.
 Myślałam w tej chwili szybko. Po co barman chciał to zrobić. Ale zaraz...czy przypadkiem ktoś mi nie postawił tego drinka?
-Wydaje mi się, że to nie był barman, ktoś mi postawił tego drinka.
-Dobrze, że twój chłopak wypił to z tobą i miał na ciebie oko. Nie wiadomo co by się wydarzyło.
-Dziękuję za pomoc.
 Uśmiechnęłam się lekko.
-Jestem też ginekologiem, jeśli chcesz mogę cię badać.
-Dziękuję bardzo....ale to raczej nie jest potrzebne.
-Czyżby?-uśmiechnęła się promiennie.
 Jakoś nie wiedziałam czemu ale ta kobieta wydawała mi się jakoś...znana. Jakbym kiedyś ją widziała ale nie mogę sobie przypomnieć gdzie. Czułam do niej zaufanie.
-Zakładam, że urodzisz synka-powiedziała.
-Czemu pani tak sądzi?
-Zakładam-uśmiechnęła się- może jeśli wygram to będę twoim lekarzem, a jak przegram postawie ci...hm obiad?
-Hah....w sumie czemu nie?
-To miło mi!
Podała mi swoją rękę, a ja ją uścisnęłam.
-Do widzenia-odparłam.
-Do widzenia.

W niecałe dziesięć minut doszłam do domu uśmiechnięta. Do domu w  sensie do domu,który sprawił nam Kiseop.
 Nasz nowy dom był fioletowy na zewnątrz. Dosyć uroczy po poprzednich właścicielach. Miał też ogródek z tyłu domu by dzieci, które chcemy mieć w przyszłosci się dobrze bawiły.
 Wszedłam powoli przez brązowe drzwi do korytarza. Był duży pomalowany na fiolet, a na ścianach do tego były namalowane na czarno różne roślinki.
-Wróciłam!
 Ściągnęłam buty i poszłam do salonu, a tam siedział Kiseop na białej pluszowej kanapie z laptopem w ręce. Czytał coś uważnie ale gdy mnie zobaczył uśmiechnął się wesoły.
-Gdzie ty byłaś?
-Mówiłam ci, że idę do lekarza.
-Ach no tak! I jak?
 Usiadłam i położyłam głowę na jego ramieniu.
-Prawdopodobnie dano mi tabletkę gwałtu, ktoś chciał mi cos zrobić, a JR wypił drinka ze mną na współę przez co no cóż...sam też miał ja w organiźmie.
-Co za łajdak tak śmiał!
-Nie wiem.
 Westchnęłam na co Kiseop przytulił mnie do siebie.
-A ty co robisz?-spytałam zerkając na laptopa.
-Czytam tekst piosenki.
-O macie nową piosenkę! Jaką!
-Ejże ejże!-zaśmiał się- nie pozwole ci patrzeć! Jesteś fanką!
-To co! Swojej dziewczynie nie dasz?
 Zrobiłam minę smutnego szczeniaczka, a on zaczął sie rechotać.
-Oj Kanon przestać pulpecie!
-Nie jestem pupletem!
 Znowu zaczął się śmiać i cmoknął mnie w główkę.
-Ale będziesz!
-Ale to bobasek tylko.
-Kiedy jedziesz zobaczyć płeć dziecka?
-Chyba zmienie lekarza, poznałam dzisiaj taką miłą pania lekarz. Obstawia, ze to będzie chłopczyk. Pewnie byś sie ucieszył gdyby był to synek!
-Możliwe, ale nie ważne jaka płeć ważne, że to nasze...dziecko...w pewnym sensie.
-Dziwnie sie czuję z tym, że jestem z tobą, a dziecko jest Jonghyuna.
-Nie powinnaś tak myśleć, kocham cię i maluszka też. Patrz na to w ten sposób. Będzie mieć dwóch kochających ojców, czyż to nei fajnie?
-Hah racja!
 Kiseop i te jego optymistyczne myślenie. 
-To jak idziemy się umyć?-spytał.
-Jasne! Mam ochotę na gorącą kąpiel!
-No to super! Idę nalać wodę, a ty skarbie idź po piżamkę dla siebie.
 Powiem tak: Dom był cholernie ogromny. Łazienka też gdyż była w niej duża w wanna w, której potrafi sie zmieścić z pięć osób i moze zostać luz. Do tego prysznic w razie co, pisuar i lustro z zlewem. A cała łazienka była zielono fioletowa. Te kolory potrafiły mnie rozpogodzić. 
 Weszłam do czarno fioletowego pokoju i wzięłam swoją dwuczęściową piżamę. Kiseop praktycznie spał w bokserkach więc problemu z nim nie było co mam mu wziąść.
-Jestem już, coś widzę, ze właściciele lubili fioletowy.
-Ja sądzę, że mieli bzika na tym punkcie.
-Haha mozliwe.
-Piżamka w owieczki?
-No co chcesz!-uśmiechnęłam sie wesoło- jest od ciebie, a te owieczki są takie słodkie jak ty.
-Ale sie podlizujesz.
 Podszedł do mnie i pocałował w usta po czym rozpiął mi sukienkę.
-No dobra chodź skarbie ciepła woda nie będzie czekać.
-No już już.
 Uwielbiałam te nasze wspólne kąpiele.

środa, 10 września 2014

Prolog tomu II

 Stwierdziłam kilka dni temu, że podzielę historie Kanon na kilka tomów by nie było zamieszania typu ,,rozdział 123'' więc to jest prolog drugiego tomu ^^ oczywiście nic się nie zmienia. Dziękuję za wcześniejsze komentarze jak i to że jesteście ze mną ^^ mam nadzieję, że będziecie aż do końca ♥♥♥

 Minęły z dwa miesiące. Wszystko jakoś się ułożyło przez ten czas. JR jak i ja zaakceptowaliśmy, że będziemy mieć dziecko. Prawdopodobnie działo się podczas tej dyskoteki....tylko czemu ja i on nic nie pamiętaliśmy? To takie dosyć dziwne.
 Z Kiseopem dalej jesteśmy razem. Nic mu to nie robi, że mam z innym dziecko raczej jest wesoły na myśl, że będzie drugim ojcem. Codziennie widzę go w pracy ponieważ nagrywam z U-kiss piosenki. Wydaliśmy już jeden album plus mam jeszcze zaśpiewać w duecie z Kevinem. 
 Można zatem uznać, że jestem już gwiazdą w Korei. Na koncertach ludzie krzyczą moje imię, ,,napadają'' na mnie fani i w sumie jest dobrze. 
 Co do reszty Aron i Ren są w dość zagadkowym położeniu. Starszy jak widać ma jakieś romanse do Evelyn. Co do Michu to wraca do domu by się uczyć, a Kira no cóż zostaje z nami ^^. Sakura  z siostrą wróciły do domu. Chyba będą się bawić w YG. Tak więc w naszym ,,hotelu'' zostałam ja, Sanghee i Kira z naszej paczki oczywiście. Reszta wróci dopiero co za kilka miesięcy. Prawie bym zapomniała o Agacie! No więc Kevin się do niej zaleca Ren chyba też ale zawsze tego drugiego straszy dżdżownicami i innymi robaczkami. O i ostatnia rzecz! Właśnie! Nie zgadniecie z kim siedzę! 

 Uśmiechnęłam się uroczo do Changa. Dawno go już nie widziałam. Rzekomo był w Japonii u swojego kuzyna niejakiego Kamijo czy kim on tam jest.
-Słyszałem,że pod moją nieobecność zaczęłaś szaleć-rzekł popijając wino w kieliszku.
-Czy to źle? Pan przecież nie interesuje się innymi tylko mną...to dosyć dziwne.
Spojrzał się na mnie pustym wzrokiem i uśmiechnął się lekko.
-Gdzie moje maniery też chcesz wino?
-Ja...ja nie mogę pić.
-Czemu?
Tym razem patrzył się na mnie jakoś nieufnie. Coś podejrzewał? O ciąży i tak dość mało osób wiedziało.
-Po prostu nie mogę..po co zostałam wezwana?
-Jesteś zmęczona, dziwnie wyglądasz jakbyś była...w ciąży. W rzeczy samej-wstał z fotela i dolał sobie wina-rozpoznaje czy ktoś kłamie czy nie i to widać, że jesteś w ciąży. Pytanie kto jest ojcem dziecka.
-A więc...
-Chciałem ci pogratulować. Jesteś znana już w Japonii nawet w całej Azji niedługo podbijesz rynek Europy i Ameryki.
-Cieszę się ale...
-Proponuje ci zaśpiewanie z moim kuzynem. Nazywa się Kamijo ma z 39 lat i jest dosyć znanym j-rockowcem. Dlatego byś sobie podwyższyła sławę a Japonii co ty na to?
-Ym... no w sumie czemu nie!
-Świetnie! Przyjeżdża do mnie za tydzień pasuje ci?
-Tak oczywiście.
-To chłopczyk czy dziewczynka?
-J-ja jeszcze nie wiem. Za dwa tygodnie mam iść dopiero co na USG.
-Yhym...
 Zamyślił się. Czemu on wchodzi mi w życie prywatne? Wielki Chang Woo, który jest jak góra lodowa. Ma wszystkich w nosie.
-Idziesz sama?
-Mam iść z Kiseopem...
-No rozumiem...
-Kanon!
 Przyszedł powoli do salonu mój chłopak cały uśmiechnięty. 
-Chodź skarbie idziemy do domciu.
-Do widzenia..-odparłam.
Chang nic nie odpowiedział. Usiadł tylko do fortepianu i zaczął grać jakąś smutną melodię.
-Jak tam maluszek?-spytał się Kiseop.
-Hah dobrze jest...nie martw się o mnie to dopiero drugi miesiąc.
-Ha! Nie prawda! To prawie trzeci miesiąc i USG. Zobaczymy maluszku czy jesteś chłopczykiem czy dziewczynką.
 Pogładził mnie po brzuchu na co się roześmiałam. Taki nieśmiały, a jednak taki opiekuńczy i cudowny.
-No już juz bo mi sie tu rozkleisz-zaśmiałam się.
-W sumie cieszę się, że będziemy mieć maluszka. Nawet jeśli to dziecko JR'a.
Złapał mnie za rączkę uśmiechnięty i zaprowadził do swojego samochodu. Usiadłam na przodzie i patrzyłam się na drogę.
-Wiesz..-zaczął mówić- myślałem nad kupnem mieszkania.
-Jakiego?
-Dla nas...przydałby się w sumie dom! A mnie stać na piękny dom dla ciebie i maluszka.
-Kiseop jesteś na prawdę uroczy ale jest jeszcze czas. 
-Wiem skarbie. O jesteśmy!
Wysiadłam powoli i razem z moim ukochanym szłam do hotelu. Zmierzaliśmy w stronę mojego pokoju i w salonie spotkaliśmy JR'a. Stał się dla mnie tylko troszkę milszy z powodu dziecka no ale chociaż coś.
-Kiedy jedziesz do lekarza?-spytał mnie.
-Za dwa tygodnie.
Był speszony. Patrzył się na podłogę. Znając jego coś chciał.
-M-mogę jechać z tobą i poznać płeć dziecka?
-Ym...jadę z Kiseopem no ale..
-Możesz jechać-odparł Seop z uśmiechem- to przecież twoje dziecko powinieneś wiedzieć.
-Dziękuję-powiedział juz mniej zestresowany.
 Pamiętam jak im powiedziałam o ciąży. Jonghyun nie dowierzał. Miał w sumie racje też bym nie wierzyła no ale jednak. Omijaliśmy się ale zawsze jak mnie zobaczył pytał się jak jest z dzieckiem. 
-Nad czym rozmyślasz?-spytał Kiseop.
-Nad niczym-uśmiechnęłam się do niego szeroko- to jak idziemy oglądać do mnie jakiś film?
-Jasne, że tak! Co teraz masz?
-A zobaczysz skarbie.
Pocałował mnie czule w główkę i poszliśmy do mojego pokoju.