Translate

środa, 18 lutego 2015

Tutu

Witajcie fruciaki ^^ tak sobie przypomniałam o ankiecie, a więc:
2 głosy na to by Kanon była z JR'em.
2 głosy by z nim nie była.
I co teraz zrobić o.O macie jakieś pomysły? Jestem otwarta na jakiekolwiek propozycje, może macie pomysł na jakiś pikantny romansik lub coś w tym stylu? Dodać jakąś postać? A może macie do tego jakieś przemyślenia. Z chęcią ich wysłucham ^^

niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział 5

                                                                                             Jakiś czas później
 Sprawa została wygrana. Kiseop puścił nagranie z ich domu pokazując jaką kobietą jest Weronika Winter. Staruszka miała zostać odesłana do Polski i tam pójść do więzienia. Tak samo jak ojciec Henrego...sam Henry miał kilka miesięcy w zawieszeniu. 
 Wszystko zaczęło się dobrze układać. Kiseop wraz z Kanon i małym Kevinem zamieszkali nad morzem by odpocząć od tego wszystkiego! Rodzice dziewczyny również z nią zamieszkali. Byli szczęśliwą rodziną.
  Największą jednak niespodzianką było to, że Chang wraca do swojej ukochanej i oczekują dziecka.
-To wspaniale!-krzyknęła Kanon przytulając się do mamy-będę mieć rodzeństwo.
-Hah tak!-odpowiedziała wesoła Charlotte.
-Oczywiście musimy najpierw się pobrać-powiedział Chang- ale to już mamy załatwione! Tylko wiesz Kanon...musicie iść przymierzyć sukienki moje panie.
 Wtedy przyszedł Kiseop z maluszkiem. Obaj wyglądali niezwykle rozkosznie, ale niepokój na twarzy chłopaka lekko wystraszył Kanon.
-Kochanie-powiedział- JR jest na dworze chce się z tobą zobaczyć.
 Dziewczyna szybko wyszła na dwór. Nie miała okazji od dawna by porozmawiać z ojcem dziecka. Nie chciała mieć z nim złych relacji przecież mieli razem dziecko.
-Hej-powiedział cicho widząc ją.
-Coś się stało?
-Nie ja po prostu...chciałem się zobaczyć z synkiem i miałem przywieść zaproszenie.
-Jakie?
-Minhyun i Sanghee zamierzają się pobrać. Pewnie ci nie mówiła.
-Nie!
-No to już wiesz! Hah chce byś była jej druhną dlatego musisz jechać do niej i pomóc wybrać jej ciuszki.
-Och...jak miło...dobra- uśmiechneła się promiennie do chłopaka-wchodź...Kevin stęsknił się.

 Luhan wraz z Sehunem patrzyli na zaproszenie od Sanghee. Ma się ożenić z tym gnojkiem Minhyunem!
-Musimy coś zrobić!-krzyknął Sehun.
-Nie martw się...pomogę ci się go pozbyć.

środa, 19 listopada 2014

Ykhym...

 Witam was ^^ oczywiście post cały czas próbuje się stworzyć i tworzenia brak. Brakuje mi weny do tego opowiadania....ale za to cóż mam wenę do czegoś innego. 
 Jeśli jest ktoś fanek Harrego Pottera to neich wejdzie tutaj na bloga ^^ innych też zapraszam
Link

piątek, 17 października 2014

Krótka uwaga!

 Najpierw powiem, że byłam w lekkim szoku gdy kilka dni temu było 90 wyświetleń jednego dnia ^^ 
 Dziękuję wszystkim za to, że są cały czas i czytają tego bloga. 
 I druga rzecz....dodałam profile postaci do nowego opowiadania, które zacznę pisać gdy zakończę Kanon. Oto lineczek -------------------------------> LINK 
 Mam nadzieję, że się spodoba ^^ 

wtorek, 14 października 2014

Rozdział 4

 Na sam początek chcę powiedzieć, że kończę powoli z pisaniem Kanon. Może dam tu jeszcze z dwa rozdziały i śliczny epilog ^^.         Następnie zamierzam napisać opowiadanie nie takie z naszymi uroczymi chłopcami k-popowcami. Mam nadzieję że wam sie spodoba nowe opowiadanie...i wkrótce dodam nowe profile postaci.   Póki co życzę miłego czytania ^^

  Wlokłam się z Kiseopem po różnych prawnikach. Nikt nie mógł nic zrobić. Czyli historia się powtórzy. Wrócę do domu ciężarna tak jak moja mama. Dziecko jak i ja będziemy zniewoleni. To po prostu nie fair!
-Kanon spokojnie, znajdziemy kogoś.
-Kiseop nie! Nie znajdziemy! Ta wredna kobieta obmyśliła wszystko! Podła jędza!
-Ej! Uspokój się-przytulił mnie do siebie mocno-musisz uważać na dziecko.
-Ale....
-Wracaj do domu. Odpocznij ja załatwię resztę.
-Ale...
-Idź może do pana Changa?-uśmiechnął sie lekko- ma urodziny, a chyba ciebie tylko lubi. Mam prezent dla niego.
-Nie powinnam...
-No idź! Pogadaj z nim o muzyce! Będziesz się lepiej czuć.
-Um...dobrze już pójdę.
-To sie ciesze! Zawiozę cię!

  Godzinę później stałam przed domem słynnego muzyka. Westchnęłam. Od kiedy się z nim przyjaźnię? Dziwne to, że wytrzymuje z nim a on ze mną.
 Zadzwoniłam do wejścia jego domu. Stałam w letniej kurtce bo akurat było już ciepło. Dziwne skoro to początek marca.
-O Kanon witaj!
 Zanim sie zorientowałam Chang wciągnął mnie do swojego domu. Był na bosaka, prawie cały ubrany nie licząc rozpiętej koszulki.
-Aż tak tobie gorąco?-spytałam.
-Tak tak.....a co tu masz?
-Prezent dla ciebie! Masz przecież urodziny!
-Och dziękuje ci!
 Zabrał z moich rąk dużą paczkę i zaniósł ją do swojego pokoju. W tym samym czasie ściągnęłam kurtkę po czym poszłam do salonu. Byłam w tym domu setki razy, a to Chang dzwonił że coś mu jest,a  tym ,,czymś'' to było brak wina. Niedługo facet się upije.
-Proszę-podał mi duży bukiet czerwonych róż.
-A to niby za co?
-Miałem przyjaciółkę Polkę. Dzisiaj z tego co mi tłumaczyła jest dzień kobiet i faceci dają róże panią.
-Ym nie musiałeś ale dziękuję.
 Uśmiechnęłam się promiennie. Kiseop miał rację prawie bym zapomniała o babce....no prawie.
-Dzwoni ktoś do ciebie Kanon.
-A...jakiś nieznany numer.
 Wstałam i odeszłam kawałek dalej po czym odebrałam telefon.
-Tak?
-Kanon skarbie! Za kilka dni wracasz do mnie! Jak sie czujesz kochanie?
-Ale...kto mówi?
-Och...nie pamiętasz mnie?
 Zamurowało mnie.
-Henry-szepnęłam.
-Tak! Pamiętaj! Niedługo rozprawa! I będziesz moja!
 Spanikowana rozłączyłam telefon i pod wpływem emocji wyrzuciłam przez okno. Chang spojrzał sie na mnie zdziwiony i wtedy poczułam ból brzucha, a może podbrzucha? Nie wiem...nie wiedziałam strasznie mnie to bolało.
-Kanon nic ci nie jest!? Kanon!
-J-ja....chyba rodzę.
-Ale że już!? Boże święty! Jedziemy na pogotowie!
 Wziął mnie w ramiona i wybiegł na dwór do swojego samochodu. Dosyć szybko znaleźliśmy się w szpitalu. Gdy wzięli mnie na porodówkę już nic nie pamiętałam.

-Halo Kanon zbudź się jest po operacji.
 Otworzyłam oczy i moim oczom ukazała się Charlotte. Uśmiechała się lekko do mnie.
-Dobrze się czujesz?
-Yhym...-pokiwałam głową.
-Przyjechał z tobą mężczyzna, ma tu przyjść?
-Tak jasne...
Charlotte wyszła i poprosiła Changa na salę w tym samym czasie przywiozła mojego synka. Poczułam jak sie zaraz rozpłaczę. Był taki drobniutki i śliczny.
-Jest zdrowy?-spytał Chang.
-Niestety nie, urodziłaś go w 7 miesiącu. Na szczęście da się jego uratować.
-Mogę go potrzymać?
-Tak jasne, najlepiej jakbyś go nakarmiła.
 Podała mi maluszka, a ja przytuliłam go lekko. Był taki malutki i kruchy i niewinny.
-Pewnie będziecie dobrze żyć z Kiseopem-odparł Chang.
-Nie raczej nie...
-Dlaczego?
 Bez namysłu opowiedziałam jemu o babce. Praktycznie o wszystkim co odwaliła! Spostrzegłam że pani Kim przysłuchuje się nam.
-Dokańczając jestem niby niepełnoletnia, a matka nie żyje, a ojca nie znam. Dlatego trafię do niewoli u babci.
-W sumie-odparła Charlotte-to nie musi się tak skończyć.
-Ale...
-Wiem kim jest twoja matka i ojciec. Znaczy twoja mama żyję. Nie umarła babcia cię okłamała.
-To w takim razie kto jest ojcem?-spytał Chang.
 Charlotte uśmiechnęła się do nas.
-Czy to nie uroczę, ze wnuczek urodził sie w dzień urodzin dziadka?
-Ale ja dzisiaj mam urodziny-powiedział Chang.
-No właśnie.
-Jesteś moim ojcem?!-wrzasnełam zdziwiona

środa, 8 października 2014

Rozdział 3

 Minęło dobrych kilka miesięcy i była końcówka lutego. Było dosyć zimno, cały czas padał śnieg, a wiosna coś się nie spieszyła. 
-Kanon...co ty robisz?  
 Moje rozmyślania przeszkodził Kiseop siadając obok mnie na sofie. Próbował zerknąć do mojego notesu w którym pisałam teksty piosenek, a czasem rysowałam.
-Aić! Kiseop nie patrz!-zaśmiałam się i przycisnęłam notatnik do piersi.
-Dobrze...-uśmiechnął sie i pogłaskał mnie po dużym brzuchu- wiesz jest jakiś mały jak dla mnie.
-Dopiero co zaczyna się siódmy miesiąc daj małemu się rozwinąć.
-Hah dobrze dobrze.
 Spojrzał sie na zegarek i zmarszczył czoło. 
-Muszę iść do pracy, do zobaczonka.
 Pocałował mnie w główkę i pojechał, a ja zostałam w domu oglądając jakieś filmy. Tak się składa, że wszyscy każą mi sie nie przemęczać. Muszę leżeć albo siedzieć w domu i tylko to zero chodzenia na zakupy czy do koleżanek.
 Przestałam znowu rozmyślać słysząc kroki w holu. Czyżby Kiseop wrócił? Ale on nie chodził tak...delikatnie? 
 Usłyszałam jak po posadze odbija się dźwięk obcasów więc wstałam i postanowiłam sprawdzić kto przyszedł. Może to Sanghee?
-Sanghee to ty?
 Weszłam do holu i rozejrzałam sie po nim i wtedy dostałam czymś ciężkim w głowę.

 Otworzyłam oczy. Nie wiedziałam co sie stało. Leżałam na sofie czyżbym się zdrzemnęła?
-No nareszcie. Chcę z tobą pogadać zanim ten chłopak wróci.
 Nie to nie możliwe! Ten głos! Wstałam szybko jak poparzona i ujrzałam na przeciwko siebie postać. Siedziała w fotelu i popijała herbatę. 
-Co tu robisz?!-wrzasnęłam do mojej babki.
-Och uspokój się. Wróciłam po ciebie. Widzę, ze nie radzisz sobie sama-wtedy spojrzała się na mój brzuch.
 Czułam jak jej spojrzenie pali mnie dlatego usiadłam i zasłoniłam sie kocem.
-Jestem pełnoletnia. Nie masz prawda mi rozkazywać.
-No właśnie-uśmiechnęła się lekko do mnie- nie jesteś pełnoletnia.
-Co? Jestes szalona! To twoja kolejna intryga!
-Uspokój się!-zaśmiała sie wesoło- powiem ci, że dopiero co 18 marca będziesz mieć 17 lat moja żabciu, jesteś niepełnoletnia.
-Ale...jak to niby?!
-Normalnie. Lata temu wiedziałam, ze uciekniesz dlatego zrobiłam doskonały plan. Pokazałam ci złą datę narodzin i poszłaś szybciej do szkoły.
-Kłamiesz!-syknęłam wściekła.
-Och na szczęście nie! Szkoda tylko, że masz pasożyta w brzuchu tak to bym się jego pozbyła jak twojego starszego brata lub siostrę.
-Że co proszę?
 Byłam wkurzona! Doszczętnie! Mówiła na moje dziecko pasożyt! 
-Jak to pozbyłaś sie mojego rodzeństwa?
-Normalnie było jeszcze płodem, zarodkiem a kto tam wie! No ale zepchnęłam twoją matkę ze schodów i tak poroniła. No ale pojawiłaś się jeszcze ty!
-Dlaczego mi to mówisz? Mogę to wszystko wygadać na policję.
-Nikt ci nie uwierzy. Jestem szanowaną starszą panią-znowu sie uśmiechnęła-Nie masz ze mną szans.
-Wyjdź z mojego domu! Teraz!
-Z chęcią! No ale!-rzuciła na stół jakąś kopertę-przeczytaj ją uważnie 15 marca jest rozprawa w kwestii tego, że masz wrócić do domu bo jestem twoim opiekunem prawnym z racji tego, że nie masz rodziców.
-Jesteś zwykłą zdzirą!
 Uderzyła mnie. Poczułam jak piecze mnie policzek.
-Ty jesteś zdzirą, puściłaś się z jakimś koreańczykiem! Masz szczęście, że chcę cie przygarnąć.
-To przekleństwo....a nie szczęście.
-Henry nie musiał wsypywać ci tabletkę gwałtu. Mógł od razu cie porwać byłoby mniej kłopotów.
-On mi to wsypał?!
-A któżby inny ale nie spodziewaliśmy się pasożyta no ale do zobaczenia Kanon.

 Skulona siedziałam w kącie i płakałam. Nie kontaktowałam ze światem. Widziałam jak Kiseop podbiega do mnie. Krzyczy coś. Chyba moje imię ale ja nie jestem w stanie go usłyszeć. Przymykam oczy i nic już nie czuje....widzę tylko ciemność.

sobota, 20 września 2014

Rozdział 2

 Przyglądałam się ludziom w kawiarence. Wszyscy się uśmiechali, żartowali ze sobą tak rodzinnie. Westchnęłam widząc pewną rodzine z dziećmi. Kochający rodzice pomagają dzieciom zjeść i nie krzyczą na nich. Piękne dzieciństwo...nie takie jakie ja miałam.
-Hej Kanon!
 Uśmiechnęłam się widząc Sanghee. Usiadła na przeciwko mnie cała zadowolona.
-Witaj witaj, widzę, że jesteś zadowolona.
-Otóż to! Nie uwierzysz ale chcą bym doszła do After School! Ja je po prostu wielbię i kocham! Wyobrażasz sobie takie coś! Będę sławna i śpiewąła z nimi! I będę bardzo blisko Minhyuna.
-Ciesze się, że ci się udało.
-Widzę, że mimo ciąży jestes strasznie promienna!
-Haha-zaśmiałam się- Kiseop tak na mnie działa. Strasznie go kocham, wiesz? I dba o mnie o maleństwo także.
-Czyli nie zależy ci na Jonghyunie?
-Co?-spytałam speszona.
 Wtedy podeszła do nas kelnerka. Sanghee zamówiła kawę, a ja jakiś dobry sok gdyż nie mogę pić herbaty, kawy i tych innych rzeczy.
-O co ci chodziło z Jonghyunem?-spytałam gdy odeszłą kelnerka.
-To widać! On jeszcze cie cholernie kocha! A dziecko to kolejny dowód byś powinna wrócic do niego.
-Sanghee-powiedziałam cicho- przestań, nie chcę być z nim. Mam jego dość. Zachowywał sie beznadziejnie i widziałaś to na dodatek!
-No ale on cie kocha...i jest ojcem twojego dziecka...
-Dobra koniec!-wstałam wkurzona.
-Gdzie ty idziesz?
-Jak najdalej!
 Wyszłam z kawiarni wkurzona na całego. Ominęłam jakieś sklepy i wyszłam z galerii.
-Hej Kanon, a ty co taka wkurzona?
 Odwróciłam się i zobaczyłam Jonghyuna z różą, co o tu do cholery robi?! Czyżby Sanghee chciała bym się z nim spotkała?!
-Nie twój interes-powiedziałam oschle.
-Mam dla ciebie róże...
-Nie dzięki, wybacz ale śpieszę się strasznie do lekarza.
-Podwieść cię?
 Patrzyłam się na  niego chwilę. Był dzisiaj akurat nienagannie ubrany ciekawe z jakiej okazji. Westchnęłam.
-Nie dzięki Jonghyun, sama dam sobie radę.
-To też moje dziecko!
-Ale ja je noszę w brzuchu!-krzyknęłam podchodząc do niego- to ja je karmię, znoszę całą ciąże, bóle głowy, mdłości, a potem poród i karmienie! Ty tylko przyczyniłes sie do spłodzenia to nic wielkiego! Ale to ja będę sie z tym męczyć fizycznie jak i psychicznie!
-Kanon wyluzuj...to nic takiego..
-Nic takiego! Niech chociaz raz facet zajdzie w ciążę! Prędzej sie posra niż przeżyje całą ciąże!
-Ale-powiedział skamieniały Jonghyun-To i tak moje dziecko!
-Jeszcze sie nie narodziło! A ja nie jestem twoja własnością więc się odwal od emnie!
 Odeszłam od niego. Teraz byłam o dwa razy więcej wkurzona. Jak on mógł! Jak moja przyjaciółka mogła pomyśleć, ze wrócę do tego drania po takim czymś! 
-Kanon...a tobie co?
 Kiseop...? A o tu co robi?
-Ym Kiseop...
 Spojrzałam sie na niego, chciał wsiadać do samochodu, czyżby gdzieś jechał?
-Właśnie jechałem do ciebie. Mieliśmy iść do lekarza.
-No racja....no to chodźmy.

  Jechaliśmy z jakieś dobre pięć minut. Nie musieliśmy się spieszyć przecież mamy jeszcze troche czasu. Ostatecznie przeniosłam się na badania do Charlotte. Zaufałam jej.
-Jednak sie przepisałaś?
-Tak, ufam tej kobiecie wydaje się być bardzo miła-uśmiechnęłam się lekko. Czułam jak wychodzi ze mnie cała złość.
-To tutaj?-spytał Kiseop pokazując drzwi do gabinetu Charlotte.
-Tak.
 Weszłam powoli razem z nim do pokoju. Przywitała nas wesoła pani Kim.
-A więc gotowa na sprawdzenie płci maluszka?-uśmiechnęła się miło do nas.
 Pokiwałam głową na co ona zaprowadziła mnie na łóżku. Podniosłam bluzkę do góry tak by odsłaniała brzuch. Kiseop usiadł obok mnie trzymajac za rękę, a Charlotte nałożyła żel na mój brzuszek po czym zaczęła robic USG.
 Patrzyłam sie zafascynowana na monitor w, którym widziałam maluszkę. Mój chłopak uśmiechał się do mnie i również patrzył się zafascynowany tym.
-No moja droga-uśmiechnęła sie Charlotte-wygrałam.
-Co?-spytał Kiseop nie rozumiejąc sytuacji.
-Macie synka! Gratuluje wam.

Pam pam pam! I teraz pytanie jak ja nazwe te dziecko? Hm....jakieś pomysły ze strony czytelników? ^^ o i jak wam się podoba nowy  wygląd bloga? Jest dobry?