Translate

czwartek, 20 czerwca 2013

Rozdział 8


Musiałam szybko działać. Zanim się ogarnełam przyjechała moja babka. Szybko skoczyłam do łóżka i udawałam, że śpię. Na szczęśie upiekło mi się. Anna schowała paczkę i naszyjnik mojej mamy do siebie. Leżałam w łóżku aż nie usłyszałam jak wszyscy wychodzą z domu. Każdy szedł na impereze z okazji Nowego Roku.
-Kanon wstawaj, wszyscy już wyjechali. Jest już 20:00, a ostatni lot jest o 21:20.-powiedziała Anna.
Wstałam jak torpeda. Zaczełam wybierać niezbędne rzeczy,a Anna je pakowała do walizki. Szybko ubrałam się w jeansy, i długi sweterek. Przyczesałam włosy i poszłam po paczkę. Wyjełam z niej wszystkie niezbędne rzeczy i włożyłam do torebki. Naszyjnik mamy założyłam na szyji. Pieniądze które zaoszczędzałam od kilku lat włożyłam do portfela. Naliczyłam z jakieś 20 tys. złoty. Wystarczyło mi to. Następnie wziełam walizke od Anny i szybko szłam z nią na taxi. Pojechała ze mną. Jak dojechałyśmy na lotnisko była godzina 21:15.
-No moja droga żegnaj. Wyślesz mi czasem jakąś karteczkę. Chciałabym wiedzieć czy ci się dobrze wiedzie.-mówila zapłakana Anna.
-Oczywiście Anno dzięki tobie mogę wyrwać się stąd.
-To nie tylko dzięki mnie ale dzięki twojej cioci.
-Ale mi pomogłaś i to bardzo.Żegnaj.
Obie rozpłakałyśmy się i przytuliłyśmy. Musiałam się spieszyć. Gdy przechodziłam przez barierkę strażnik pytał się ile mam lat. Powiedziałam mu że za kilka godzin osiemnaście i nie mogę czekać na pierwszego stycznia. Zrozumiał to i mnie wpuścił. Akurat zdążyłam na czas. Byłam punktualnie. Samolot zaczynał się wznosić, a ja patrzyłam się na ziemie podemną. Byłam taka szczęśliwa. Wreszcie opuszczam moje okropne życie i zaczynam nowe w, którym sama będę pisać swój los i swoje decyzje na przyszłość.



Wysiadłam z samolotu. Według mapy miałam iść do hotelu obok lotniska. Blisko był ten hotel i z łatwością do niego poszłam. Jak się okazało był wolny akurat jeden pokój. Zameldowałam się w nim. Gdy się wykąpałam była już godzina trzecia w nocy.
-Wszystkiego najlepszego Kanon.-powiedziałam sama do siebie.
Otworzyłam walizke. Musiałam się ubrać w piżame. Spojrzałam się co mi wpakowała Anna. Gdzieś w głębi było pudełeczko z napisem:
-,,Dla ciebie Kanon z okazji twoich urodzin. To coś twojej mamy. Znalazłam to gdy spałaś, chciałam ci to dać. Mam nadzieję, że dasz sobie radę w Korei. Twoja Anna''.
Łzy popłyneły mi z oczu. Kochana Anna. Tak bardzo mi pomogła.
Gdy się przebrałam poszłam od razu spać. Wszystko było niezwykle wygodne i bardzo szybko poszłam spać.

Wstałam o godzinie 09:00 rano. Musiałam się szybko przebrać. Tak też zrobilam. Wyjrzałam przez okno. Było zimno. Na szczęście nie padał śnieg. Ubrałam się ciepło i poleciałam prosto na dwór. Musiałam wymienić swoje pieniądze na WON'a i znaleźć pracę. Zaczełam więc swoje poszukiwania. Pieniądze bardzo szybko wymieniłam nie miałam z tym kłopotu. Najgorzej było z pracą. Albo miałam złe wykształcenie albo warunki pracy były złe. Postanowiłam pójść jeszcze do prasy. Była wtedy akurat godzina 18:00. I właśnie wtedy zaczeła się moja przygoda.
Szłam do ogromnego budynku. Było już niezwykle ciemno i nikt nie chodził. Po kilku minutach usłyszałam jakieś kroki za sobą. Przyspieszyłam i przez przypadek wpadłam na pewną kobietę na rogu. Miała niezwykle piękne przystrzyżone czarne włosy i ciemne oczy. Patrzyła się na mnie dziwnie, a potem się do mnie uśmiechneła.
-O matko Sunny czy to ty? Widzę,że znowu farbnełaś włosy. Dlaczego nie dzwoniłaś? Widzę, że coś zrobiłaś, że nie masz zmarszczek o i nosisz jeszcze soczewki.
Ta kobieta gadała jak najęta. Nie wiedziałam co powiedzieć. Chociaż.
-Nie jest Sunny. Jestem Kanon.
-Och. Jesteż pewnie córką Sunny. Kanon Winter.
-Pani znała moją mamę?
-Oczywiście pracowałyśmy razem. Najlepsze przyjaciółki. Jak tam u niej? Nikt z jej starych przyjaciół nie ma z nią kontaktu. Jak się jej wiedzie?
-Nie żyje.-powiedziałam cicho.
Twarz tej kobiety zmiękła.
-Tak mi przykro. Jak to się stało?
-Zmarła przy moim porodzie.
-Ale ojciec się tobą zajmował?
-Nie poznałam swojego ojca. Moja babka unika tego tematu.
-Od kiedy jesteś w Korei?
-Od wczoraj to w sumie.
-Masz jakąś pracę?
-Niestety nie.
-Wiesz co. Jesteś córką mojej przyjaciółki. Zapraszam się zatem do mnie na herbatkę. Ile masz lat?
-Od dzisiaj osiemnaście.
-To sto lat kochana! Moja córka jest w twoim wieku. Zaprzyjaźnicie się.
Złapała mnie za rękę i zaciągneła do swojego domu.

Siedziałam przy eleganckim turkusowym stole. Nie był taki jaki babki! W domu tej kobiety było ciepło i przytulnie. Nigdy nie czułam takiego czegoś.
Nagle przyszła ta kobieta i uśmiechając się do mnie dała mi herbatę i ciasteczka.
-A więc zatem szukasz pracy?
-Tak.
-Pokaż mi twoje dyplomy.
Dałam posłusznie tej kobiecie tp co chciała.
Nie wyglądała na zadowoloną.
-No cóż. Trudno stwierdzić gdzie mogłabyś pójść pracować. Masz dobre wyniki ale pytanie co byś chciała robić. Pracowałaś gdzieś dodatkowo?-spytała mnie
-Tak. W gazecie. Pisałam artykuły.
-I to jest to! Ja i twoja matka robiłyśmy dokładnie to samo. Wiesz co? Znajdę ci prace w naszym biurze. Moja córka potrzebuje partnerki do pisania artykułów i robienia zdjęć. Spadłaś mi z nieba.
-Raczej pani mi. Właściwie jak pani się nazywa.
-Park Minra. Ale mów do mnie Minra.
-Mogłaby mi pani....to się znaczy Minro. Mogłabyś mi powiedzieć coś o mojej mamie.
-Oczywiście. Pracowałyśmy razem. Była wspaniała. Mówiła, że jest z kimś zaręczona. Na początku mówiła, że była jak jej własna matka ale Korea ją zmieniła. Poznała miłość swojego życia. Chciała z nim wziąć ślub ale jej matka nie chciała do tego dopuścić. Ostatecznie twoja matka wyjechała do Polski i wtedy już nikt nie miał z nią kontaktu. Musiało być tobie ciężko.
Spojrzałam się na herbatę. Ta kobieta była wspaniała.
-Minro... jak się spotkałyśmy myślałaś, że ja to moja mama. Dlaczego?
-Sunny zawsze chwaliła się swoimi włosami. Były niezwykle złote ale potem je znienawidziła. Zaczeła malować je na różne kolory. Raz przefarbowała włosy na brązowo. Jesteś tak do niej podobna tylko te oczy.
-Moje oczy.
-Po ojcu pewnie. Pamiętam chłopaka z, którym umawiała się twoja mama. Miał takie oczy jak ty. Rzadki jest taki kolor. Wręcz czekoladowy.
-Tak. Ja nie wiem jak pani dziękować.
-Nie musisz. Twoja matka była wspaniałą osobą.-spojrzała mi się na szyję-Widzę,że masz jej naszyjnik. Dostała go od swojego narzeczonego.
-Naprawdę?
Dotknełam naszyjnika. Jedyna pamiątka po mamie i zarazem po tacie.
-Przykro mi, że nie znałaś swojego ojca-mówiła Minra- Ja niestety nie utrzymuje z nim kontaktów. Sunny powiedziała pewnego dnia, że jedzie do domu. Chce coś powiedzieć swojemu ojcu. Oczywiście twój ojciec nic o tym nie wiedział. Poleciała i już nigdy nie wróciła. Widać,że po trzech miesiącach urodziła ciebie.
-Mama wiedziała,że mam się urodzić?
-Tak była z tobą w szóstym miesiącu ciąży. Wszystko mieli przygotowane. Śliczny pokoik dla dziewczynki ale Sunny się nie pojawiła. I wtedy twój ojciec popadł w żal. Już nigdy się nie ożenił.
-O matko to straszne. Wie pani gdzie on mieszka?
Miałam nadzieje,że Minra mi pomoże. Tak bardzo tego chciałam. Chciałam poznać swojego ojca.
-Niestety nie wiem. Nie utrzymujemy już kontaktów.
Nagle otworzyły się drzwi i do domu wpadła jakaś dziewczyna.
-Hej wróciłam! O, a kto to?
Dziewczyna była niezwykle ładna. Niska tak jak ja. Ale emanowała od niej taka pozytywna energia. Miała śliczne kruczoczarne włosy do pasa. Była jasna jak to u Koreanek. Jej oczy były piękne. Zielone. Niezwykle hipnotyzujące.
-Och kochanie-mówiła Minra.-poznaj Kanon. To córka mojej nieżywej przyjaciółki Sunny. Kanon poznaj moją córkę Sanghee. Sanghee poznaj Kanon.
Dziewczyna uśmiechneła się do mnie i podała rękę. Odwzajemniłam jej gest. Wreszcie poczułam się jakby ktoś mnie chciał.

Dwa dni potem mieszkałam razem z Minrą i Sanghee. Zaprzyjaźniłam się z Sanghee była po prostu niezwykła. Jak się okazało też kochała K-pop, a najbardziej to NU'est. Zawsze wieczorem rozmawiałyśmy o swoim życiu. Sanghee zawsze mówiła,że ożeni się z Minhyunem.
-A ty z kim się ożenisz?-zawsze się mnie pytała.
-Nie wiem.
-Ubóstwiasz U-Kiss prawda? To może jednym z nich.
-Z Kevinem jest taki słodki.
Potem śmiałyśmy się, a Minra wchodziła by nas uciszyć ale i tak zawsze śmiała się z nami. Kolejny dzień był dla mnie bardzo ważny. Cała nasz trójka miała pójść do redakcji. Gdy wreszcie weszłyśmy wszyscy się na nas patrzyli. Własciwie to na mnie. Byłam niezwykłym zjawiskiem. Ciekawe dlaczego.
Wreszcie weszłyśmy do szefa. Mężczyzna nazywał się Park Lee. Niby był dalekim kuzynem Minry.
-No witajcie dziewczyny. O widzę,że Sanghee przyniosłaś koleżanke.-mówił.
-To jest córka Sunny. Kanon Winter.-powiedziała Minra.
Od razu ten mężczyzna się rozpromienił.
-Nie możliwe. Córka Sunny. Jesteś piękna jak mama w sumie to jeszcze ładniejsza. Jesteś honhyol?
-Czym?-spytałam się grzecznie.
Dzięki Bogu, że uczyłam się koreańskiego.
-No wiesz dzieckiem mieszanej krwii. To jest honhyol.
-Nie wiedziałam.
-A jak tam u Sunny?
-Nie żyje.-odpowiedziała Minra za mnie.
Twarz Lee zgasła.
-Tak mi przykro. Moje kondolencje. Ale przejdźmy do rzeczy po co tu jesteście?
-Sanghee z Kanon będą pisały i robiły wywiady z gwiazdami.-mówiła Minra- Obie są młode i bardzo doświadczone. Ręczę za nie.
-No dobrze. Krążą ploty, że Chang Woo znowu chce wrócić do swojego fachu. Musicie z nim przeprowadzić wywiad. Jutro jest dobra okazja. Chce wypromować za granicą najlepszy zepół. Wszyscy chcą wejśc do tego każdy zespół chce wygrać. Podobno nawet 1D chce przyjechać.
-Na serio? I mamy ze wszystkimi przeprowadzić wywiad?-spytałam.
-Tak. Jesteście młodą krwią więc. Bardzo dobrze. A teraz żegnam was.
Wyszłyśmy szybko. Przez całą drogę byłyśmy cicho. Wreszcie w domu pierwsza odezwała się Sanghee.
-To oznacza, że NU'est tam będą! I Mini też! Będę musiała z nim przeprowadzić wywiad!
-Kochanie przystopuj. Wiecie doskonale, że to bardzo trudne.-mówiła Minra- Trudno się dokopać do Chang'a Woo.
-Masz rację mamo ale damy sobie radę, prawda Kanon.
-Oczywiście-powiedziałam uśmiechając się.

niedziela, 2 czerwca 2013

Rozdział 7



-I co doktorze?
-Zapadła w śpiączke. Możliwe że nie obudzi się przez kolejny tydzień może i miesiąc.
-Moja Kanon.
Słyszałam wszystko.
-Nie da się nic zrobić?-był to głos Paula.
-Nie niestety musi się wybudzić.
-Co spowodowało tą śpiączkę?-pytała babka.
-Możliwe że stres. Czy Kanon ostatno nie żyła w ogromnym stresie. Niedługo ma mieć osiemnaście lat może to to?
-Śpi już tak z tydzień. Jutro jej urodziny.
To było niemożliwe! Spałam cały tydzień!? Skoro jutro były moje urodziny to oznacza, że dzisiaj był Sylweter.
-Niech odpoczywa.-stwierdził dziadek.-Muszę coś załatwić.
-Ja z Paulem i Wiktorem jedziemy przygotować wszystko na dzisiejszy wieczór. Kanon popilnuje Anna.
Wszyscy powoli wyszli. Musiałam poczekać aż wszyscy wyjdą z domu. Wstałam powoli. Byłam w swoim łóżku.
-O nie!
Moje plakaty i płyty. Wszystko zostało wyrzucone! To nie mogła być prawda. Babka to wszystko zrobiła! Musiałam odzyskać moje skarby!
Szybko wyszłam z pokoju i skierowałam się do sypialni babci. Ona miała klucz na strych do którego nigdy nie wchodziłam. Musiała tam schować moje cenne płyty i plakaty.
Weszłam do pokoju babki. Tutaj wszystko było białe i nienagannie czyste. Łóżko było perfekcyjnie pościelone z dużą ilością kremowych poduszek. Wszystko było dla ozdoby. Obok wejścia stł marmurowy komin w którym nigdy nie palił się ogień. Obok niego stał śliczny fotel. Był z jakiegoś pluszu. Nigdy się nie przekonałam. Babka zabraniała mi wchodzić do swojego pokoju. Dalej obok łóżka stała szafka nocna. Na niej była tylko lampka. Zawsze pamiętałam że wkładała do tej szafki wszystkie klucze i cenne rzeczy.
Szybko podbiegłam do niej i próbowałam ją otworzyć. Była zamknięta. Szarpałam ją! Nic nie mogłam zrobić. Przechytrzyła mnie jak zwykle.
-Jak chcesz to mogę ci pomóc.
Odwróciłam się w drzwiach stała Anna. Trzymała w ręku klucze.
-Może ciebie wywalić.-opowiedziałam podchodząc do niej.
-Słyszałam wszystko. Wiem co twoja babka chce zrobić. Ty też pewnie wiesz.
Przytaknełam głową.
-Pomogę tobie. Domyśliłam się już co planujesz. Chcesz uciec jak najdalej, prawda? Pomogę tobie. Ta kobieta jest....zła.
-A co będzie z tobą?
-Najwyżej mnie wywali. Znajde inną pracę. Pracuję tu tylko ze względu na ciebie. Moja matka tu pracowała. Mówiła żebym zajmowala się tobą i pomogła uciec.
-Ale ja muszę jeszcze....
-Spokojnie wszystko zaplanujemy razem, a teraz chodż na ten strych.
Spokojnie poszłam za Anną na koniec korytarza. Tam znajdowały się duże i czarne masywne drzwi. Tylko klucz mógł je otworzyć. Anna powoli otworzyła je i znikneła w ciemności wchodząc na górę. Zrobiłam tak samo. Wszędzie było ciemno. Ale gdy dostałam się na strych oczom ukazał mi się prawie że idealny porządek.
-Twoja babka każe mi tu sprzątać.-mówiła dziewczyna zapalając światło.-Ma tu być porządek. Sama ona czasem mi pomaga abym nie znalazła jakiś ciekawcyh rzeczy.
-Wiesz gdzie są moje płyty i plakaty?
-Zapewne w tej starej szafie. Zawsze chowa tam niepotrzebne rzeczy. Proszę.
Podała mi kilka kluczy.
-Porozglądaj się. Ja będę czatować przez okno czy nie przyjechali.
Zaczełam powoli chodzić wokół całego strychu. Co moja babka miała do ukrycia? Czym nie chciała się podzielić ze mną?
Powoli otworzyłam pewna szafkę. Były w nim zdjęcia rodzinne. Chciałam zobaczyć czy nie ma w nich mojego ojca. Nagle znalazłam zdjęcie. Przedstawiało blond piękność. Kobieta ta miała śliczną letnią sukieneczkę i obejmowała jakieś dwie dziewczynki. Jedna z nich miała brązowe , lekko falowane włosy i niebieskie oczy. Uśmiechała się od ucha do ucha. Miała z jakieś dziesieć lat. Obok niej była mała dziewczyna. Kruszynka po prostu. Miała blond włosy po mamie, ale jej się kręciły i wychodziły z pięknej czapeczki. Oczy miała koloru niebieskiego. Była przepiękna. Bardzo przypominała kobietę która była pewnie jej matką.
-Ta kobieta która uśmiecha się na zdjęciu to twoja babcia.
Spojrzałam się zdziwiona na Annę. Moja babcia? Ona nigdy się nie uśmiechała. Była ponura. Zimna wręcz.
-A kim są te dwie dziewczynki?-spytałam
-Ta blondynka to twoja mama, a ta brunetka to chyba twoja ciocia. Nie wiem dokładnie ,gdy się o to spytałam była oburzona.
Wyjełam powoli zdjęcie z ramki. Odwróciłam je. Było napisane.
-,, Moje kobiety: żona Weronika, córki najstarsza Miranda, najmłodsza Sunny.''
Czyli że moja mam miała siostrę? Nawet nikt mi o tym nie powiedział? Dziadek tez nie! To było okropne.
-Lepiej szukaj dalej. Nieługo wrócą. Idę dalej patrzyć.-mówiła Anna.
Poszłam powoli w ciemny kąt. Prawie nic tam nie było widać. Postanowiłam się zawrócić. Łąkciem strąciłam jakieś pudło i spadło z hukiem. Przestraszyłam się. Może to było coś cennego. Postanowiłam wziąć ten karton do światła.
-Znalazłaś coś?!-krzyczała cicho Anna.
-Chyba tak!
Podeszłam do okna z ukosa. Postawiłam paczkę na ziemi i sama kucnełam. Cała była zaklejona. Jakby ktoś ją wysłał. Spojrzałam się na adresata. Miranda Winter.
-To niemożliwe. Kiedy to było wysłane.
Spojrzałam się na date 24 grudnia 2013! Paczka została wysłana z Ameryki do.....
-Kanon coś ci się stało jesteś jakaś blada.
Wskazałam palcem na odbiorcę.
-Kanon Winter.-przeczytaa Anna.
Wziela powoli jakąś karteczkę przyczepioną do paczki. Odwineła ją i zaczeła czytać.
-,,Dla mojej siostrzenicy Kanon z okazji osiemnastych urodzin. Paczka może dojechać trochę szybciej ale to lepiej. Twoja ciocia Miranda''.
Byłam zaskoczona. Ciocia myślała o mnie! Byłam szczęśliwa ale także zła. Zła na babke która to próbowała schować. Musiałam to odpakować. Jak najszybciej.
Zaczełam szybko zdzierać taśme. Długo mi to nie zajeło. Wreszcie otworzyłam karton. Był tam list. Bardzo długi. Wyjełam go i zaczełam czytać.
-,,Droga Kanon pewnie twoja babka, a moja mama zataiła przed tobą wiele spraw. Wysyłałam ci paczki kilka razy do roku. Ale jak widzę żadnej nie otrzymałaś. Chciałam ciebie zobaczyć ale babka zakazywała. Chcę tobie pomóc. Masz wkrótce osiemnaście lat i wiem że chcesz się wydostać. Kupiłam ci bilety do...sama zobacz. Nie będziemy mogły się spotkać. Na razie nie. Muszę porozmawiać z ojcem. Nie wie że pracuję u niego w firmie. Babka nagadala mu że uciekłam gdzieś. Kupiłam tobie bilety i masz kilka map by wiedzieć co gdzie leży. Masz kilka kart z znalezieniem pracy. Będziesz musiała sobie jakoś z tym poradzić. Kiedy się spotkamy , a to nadejdzie za jakiś czas. Opowiem tobie wszystko o twojej mamie i o twoim ojcu. Poznałam go ale musisz wyjechać jak najszybciej. Babka chce pewnie wydać cię za syna Paula Wiktora. Bym zapomniała masz tam naszyjnik twojej matki. Była piękna. Ty pewnie też. Do zobaczenia wkrótce twoja ciocia Miranda.''
Zaczełam szperać w paczce. Znalazłam piękny złoty naszyjnik, owalny z narysowaną różą. Otworzyłam go. Było tam zdjęcie mojej mamy. Piękna blond pięknośc z niebieskimi oczami. Uśmiechała się do mnie. Poczułam że powoli z oczu płyną mi łzy. Ale nie mogłam się rozklejać. Jeszcze nie teraz. Zaczełam powoli wyjmować bilet na samolot. Byłam ciekawa gdzie mam jechać. Trzymałam go z otwartą buzią. To było niemożliwe.
-Dokąd masz jechać?-spytała Anna.
-Do Seulu. To w Korei!

Tak na marginesie Wesołego Dnia Dziecka! Wiem, że był wczoraj ale byłam zajęta. I jak podoba się wam nowy post?

środa, 22 maja 2013

Rozdział 6



Dla mojego misia Sanghee

Patrzyłam się na niego spod byka. On był szalony.
-Ty chyba sobie kpisz! Przychodzisz sobie tutaj i mówisz rzeczy które się nie wydażą! Pomyśl najpierw , a nie!
Byłam okropnie wkurzona ale Wiktor nic nie dał po sobie poznać. Tylko się uśmiechnął przez chwile.
-Ja zawsze dotrzymuję obietnic. Kiedyś będziemy razem.... jako małżeństwo.
Stałam sparaliżowana. Jak on mógł tak myśleć. Miałam siedemnaście lat, a on dziewiętnaście! Dwa lata różnicy!
-Jestem niepełnoletnia czubie!-wykrzyczałam.
-Ale za dwa tygodnie będziesz już pełnoletnia.
-Jesteś szalony!
-Może ale mniejsza z tym.
Pocałował moją rękę i znowu się uśmiechnął.
-Do zobaczenia.
Po tym wyszedł z pokoju zostawiając mnie całkowicie sparaliżowaną. Ta sytuacja mnie przytłaczała.


Za chwilę miałam wyjść. Nie chciałam wolałabym ukryć się gdzieś gdzie mnie nikt nie znajdzie. Zrobiłabym to ale była tutaj rodzina. Szczerze mnie nie obchodziła. Nie zależało mi na opini wśród rodzinie i tak wszyscy sądzili że jestem dziwna. Jedna rzecz mnie pocieszała. Wśród wszystkich był dziadek i ewentualnie Chrissy. Gdyby nie oni uciekłabym.
-Kanon idziesz już?
Był to nasza służąca. Anna. Była strasznie miła. Lubiłam ją. Była jedyną osobą która próbowała wprowadzić w ten dom życie. Niestety bez skutków.
-Tak już prawie, wejdź.
Anna weszła powoli do mojego pokoju. Muszę wspomnieć że miała płomienne włosy do pasa które pięknie się kręciły. Była niezwykle wysoka i szczupła. Na jej jasnej twarzy nie było żadnych piegów. Zawsze jej czekoladowe oczy zwracały uwagę. Były przepiękne. Oczywiście Anna miała z trzydzieści lat. Ale i tak nadal była piękna.
Anna spojrzała się na mnie i się uśmiechneła.
-Ale panienka ślicznie wygląda!
Spojrzałam się w moje odbicie w lustrze. Moja grzywka była prosta nie została zmieniona. Reszte włosów zaczesałam na bok i zrobiłam koka. Powyciągłam trochę kosmyków z koczka by nie wyglądać jak moja babka, która nosi same perfekcyjne fryzury. Co do umalowania oczów wziełam lekki czerwony cień i nałożyłam go na oczy. Do tego tusz do rzęs i błyszczyk do ust. Byłam ubrana i umalowana świątecznie by się nie wyróżniać.
-Możliwe, może nie będę się wyróżniać jak zwykle.-odpowiedziałam.
-Ależ co ty mówisz! Jesteś piękna! Masz piękne rysy twarzy! Ty się wyróżniasz swoją orginalnością i osobą!
Uśmiechnełam się smutno.
-Może masz rację ale wszyscy się zawsze krzywo na mnie patrzą.
-Zazdroszczą ci no i jeszcze twój dziadek chce przepisać pieniądze na ciebie.
I wtedy mnie olśniło.
-Czyli, że oni chcą kasy dziadka?
-I jego firmy w USA. Twoja babcia ma chyba jakieś plany co do ciebie złotko ale nie wiem jakie. No ale cóż czas już na nas.
Kiwnełam głową na tak.

Byłam na schodach. Stałam i patrzyłam na ogromną salę balową. Zawsze mnie to zastanawiało, że zawsze była ciemna bez życia, a teraz są tu ludzie i tańczą. Mimo pięknych ozdób czułam się nie swojo. To nie była moja bajka. Z pewnością.
Powoli zeszłam ze schodów. Większość osób patrzyło się na mnie. Ale to nie były życzliwe spojrzenia raczej w stylu zabiję cię! Nie obchodziło mnie to , był 24 grudnia zatem zostało jeszcze z osiem dni i będę pełnoletnia, a wtedy ucieknę stąd jak najdalej.
Powoli podeszłam do Chrissy która rozmawiała z moją kuzynką Rene. Nie przepadałam za nią. Była wredna i krytykowała mnie na każdym kroku.
-Kanon jak dobrze że jesteś!-krzyczała Chrissy.-Ubrałaś moją sukienkę i świetnie w niej wygladasz. Wszystko ładnie zrobiłaś. Jak chcesz być projektanką mody to wiesz pomogę ci.
Mrugneła do mnie, a ja uśmiechnełam się.
-Miło mi to słyszeć-odpowiedziałam.
Znudzona tym wszystkim Rene chciała powoli odejść gdy...
-Przyjechał do mnie brat i jest tutaj. Ma osiemnaście lat może byś go oprowadziła po domu?-spytała projektantka.
-Miłego niańczenia.-szeptneła Rene.
-A jakk wygląda?-spytałam.
-Ma ciemne włosy z czerwonymi pasemkami. Rozpoznasz go jest modelem.
Zauważyłam że Rene oczy wychodzą z orbit.
-Mmmmodel?!-wykrzykneła.
-Tak ale pewnie go jeszcze nie ma. Miał przyjechać za kilka minut.
-Dobrze to ja pójdę do kuchni-powiedziałam.
Tak naprawdę chciałam wyjść na zewnątrz. Musiałam odetchnąć. Rene już dała się we znaki.
Wyszłam. Szłam powoli przez dróżkę gdy ktoś mnie złapał za rękę. Odciągnął w okolice krzaków. Chciałam krzyczyć ale zoriętowałam się kto to był.
-Wiktor! Pajacu zostaw mnie!-krzyczałam.
Puścił i spojrzał mi się w oczy.
-Dlaczego tak mówisz?
-Bo tak co chcesz?
-Chcę żebyś przyszła za trzy tygodnie na mój bal. Będzie z nietypowej okazji.
-Z jakiej?
-Później ci powiem. To co przyjdziesz?
-Nie.
-Dlaczego?
-TY pytasz się dlaczego! Wchodzisz mi do pokoju wygadujesz głupstwa i na dodatek śledzisz mnie! To jest nienormalne!
-A jeżeli przestanę gdy przyjdziesz?
To było śmieszne! Chciał mnie przekupić ale ja się nie dam.
-Nie!
Zaczełam powoli iść ale on mnie znowu złapał. Tym razem nie mocno. Wyrwałam mu się tym samym się potykając. Leciałam do tyłu. Już czułam zderzenie z ziemią gdy nagle ktoś mnie złapał. Błagałam by to nie był Wiktor. Ale to nie był on. Spojrzałam się na twarz mojego wybawiciela. Ten chłopak miał śliczne jasne niebieskie oczy, jak sople lodu. Ale moją uwagę przykuły włosy. Miał czerwone pasemka. Podniósł mnie powoli aż mogłam sama stać.
-Dziękuję.-powiedziałam.
-Nie ma za co.-odparł uśmiechając się.-Jestem Daniel, a ty?
-Kanon.
-Chrissy dużo mi o tobie opowiadała. Mówi że jesteś naprawdę ładna i no ten nie myliła się.
Poczułam że się rumienię. To było żenujące ale on się uśmiechał.
-A więc ty jesteś bratem Chrissy? Kazał mi ciebi oprowadzić po domie.
-Z miłą chcęcią.
Pokazał mi swoją rękę bym się jej złapała. Przyjełam jego gest i poszliśmy powoli w stronę sali balowej. Od razu gdy weszliśmy rozległ się odgłos skrzypiec.
-Może zatańczymy?-zaproponował.
-Z checią.
Zaczelimy tańczyć powoli w takt muzyki. Jak się okazało fantastycznie tańczył. Podczas tego wszystkiego odnalazłam Rene i reszte kuzynek. Były zazdrosne o Daniela. No cóż nie dziwiłam się.
-Powiedz mi, czy ty też projektujesz ciuchy?-spytał.
-Nie.
-Jak nie to powinnaś zostać modelką jestes ładna.
Uśmiechnął się do mnie znowu. Musiałam powstrzymać rumieńce ale to chyba było na nic.
-Wyglądasz ślicznie gdy się rumienisz.
Nie wiedziałam co powiedzieć ale chyba nie musiałam. Zauważyłam że Daniel pochyla się coraz bliżej mnie. Tym razem nie byłam wściekła to pwenie oznaczało coś innego.
-Odbijamy!
Była to Rene. Daniel acz niechętnie przyjął dziewczynę do tańca, a ja poszłam sobie w okolice saloniku gdzie można było odpocząć. Dziwnym trafem drzwi były zamknięte. Usłyszałam głos mojej babki i Paula. Nie chciałam podsłuchiwać ale gdy usłyszałam swoje imię zrozumiałam że muszę wiedzieć o co chodzi. Okrążyłam salonik i chowałam się za drugimi drzwiami. Te miały zakrytą dziurkę więc mogłam wszystko widzeć. Na prawie wszystko.
-Niedługo będziemy rodziną Paul. Wreszcie.-mówila babka.
O co jej chodziło? Chyba nie zamierzała się z nim żenić.
-Masz rację Amelio nedługo będziemy rodziną. Kanon się nie domyśli?
-Oczywiście że nie. Tydzień po jej osiemnastych urodzinach wyprawimy bal zaręczynowy. Kanon nie będzie mogła odmówić zhańbiła by się.
Paul usmiechnął się i podał babce wino.
-No cóż mam nadzieję że Kanon i Wiktor będą dobrym małżeństwem.
-Była do tego przygotowywana od lat tak jak jej matka, ale cóż nie wyszło.
-Za młodych.
-Za młodych.
Powoli kręciło mi się w głowie. O to chodziło babce. Planowała to od lat! Dlaczego była taka głupia i się nie skapneła! To było oczywiste wszystko się zgadza. Nie mogłam nic zrobić czułam się słabo. Szłam szybko przez salę balową.
-Kanon zaczekaj!
Odwróciłam się. Był to Daniel mówił coś do mnie ale wszystko mi się zamazało. Powoli czułam jak usuwam się na ziemię. Nie mogłam nic zrobić. Nigdy nie mogłam nic zrobić.

No, a więc misiaki. Przepraszam że jestem rzadko aktywna no ale cóż jestem bardzo zajęta. Póki co napisałam zapas opowiadania i postaram się pisać posty co drugi dzień albo trzeci? Co wy na to? Zalezy czy będę zajęta. Chcę wam bardzo podziękować za cierpliwość i dużo wyświetleń to mnie motywuje. Papatki ♥

czwartek, 9 maja 2013

Rozdział 5



Spojrzałam się na niego. Wiktor totalnie zwariował. Trzymał mnie mocno za rękę i myśli że jest królem.
-Puść mnie!
Próbowałam mu się wyrwać ale to nie dało rady.
-Przestań się wyrywać i wejdź do samochodu.-syknął.
-Nie.
Walnelnełam go z całej siły w nogę, a potem łokciem prosto w brzuch. Wiktor zgiął się w połowie i upadł na ziemie. Nie mógł wziąć oddechu ale to mu wkrótce minie. Musiałam szybko biec i tak zrobiłam. Pognałam jak strzała przed siebie. Wiedziałam gdzie muszę iść. Biegłam na oślep. Trwało to pewien czas aż dotarłam do bulwaru. Postanowiłam przejść się po moście który był zamknięty ponieważ miasto nie miało pieniędzy by go wyremontować. Szłam powolia. Musiałam się uspokoić i tak zrobiłam. Patrzyłam się na bryły lodu które pływały po rzece. Westchnełam.
-To wszystko jest takie skomplikowane. Ale jest nadzieja. Moja jedna jedyna.
Powoli z oczu zaczeły mi lecieć łzy. Z dnia na dzień było coraz gorzej. Wiktor zachowywał się jak jakiś władca i pan czyli jak babka i jego ojciec Paul. Nikt nie mógł mnie zobaczyć w takim stanie więc wytarłam łzy. Po chwili usłyszałam piosenkę U-Kiss Standing Still.
-Skąd to dobiega?
Nagle zrozumiałam że to mój telefon. Spojrzałam się kto dzwoni. Dziadek. Odebrałam. Starałam się nie być smutna.
-Tak dziadku?
-Kanon, gdzie jesteś?
-Spaceruję sobie. Czy coś się stało?
-Nic się nie stało. Wracaj już do domu. Musisz nam pomóc w dekoracjach.
-No dobrze.
Rozłączyłam się. Musiałam wracać dobrze że był dziadek w domu.

-Ta skarpeta będzie nad kominkiem.-powiedział dziadek.
-Ale to nie wygląda zbyt dobrze. Ten komin jest bardzo elegancki.-stwierdziła oburzona babcia.
-Kanon co o tym sądzisz?
Postawiłam powoli pudło z dekoracjami.
-Sądzę że ta skarpetka doda trochę łagodności temu kominkowi i jest urocza.-odpowiedziałam.
Zaczełam szperać w pudle. Nie było tam nic ciekawego oprócz starych rodzinnych pamiątek. Nagle moją uwage przykuł rólonik z papieru. Otworzyłam go. Był to ogromny kolorowy plakat. Na nim był..... Koreańczyk. Miał on czarne włosy które mu niezwykle błyszczały. Był ubrany w czarną koszulę i również czarne jeansy. Na plecach miał duże szare skrzydła. Spojrzałam się na ogromny napis z boku jego postaci. Chang Woo. Musiał być to jakiś znany piosenkarz ale skąd mógł się wziąć ten plakat?
-Zostaw to! To pewnie jakieś stare wypociny z gazet które zachowałam.-powiedziała babka i wyrwała mi plakat prosto sprzed nosa.
Zdążyłam spojrzeć się na oczy gwiazdora. Wydawało mi się że mi się przywidziało. Kolor jego oczu był podobny do moich. Niestety to trwało tylko kilka nędznych sekund.
-Przeciez w gazetach nie ma takich wypocin i to jest plakat.- powiedziałam.
-To jest stary plakat jednej z moich byłych służących. Niestety nie zdążyła zabrać wszystkich swoich rzeczy.
-No dobrze, skoro tak mówisz.
Usłyszałam odgłosy otwieranych drzwi. Nikt przecież nie mówił że nas odwiedzi.
-Kto to?-spytałam.
-Witaj Kanon.
Stanełam jak wmurowana. Był to Wiktor. Uśmiechał się normalnie jakby nic się nie stało. Zachowywał się zwyczajnie! Po tym jak odwalił tą całą szopkę z ratowaniem! Za nim nagle przyszedł Paul. Mój dziadek uśmiechnął się. Przywitał się z ojcem Wiktora.
-Miło mi cię widzieć Paul-powiedział dziadek.
-I wzajemnie.
Nie mogłam na to wszystko patrzeć. Postanowiłam pójść do pokoju. Nikogo nie interesowała moja osoba. No i bardzo mi się to podobało. Gdy weszlam do swojego pokoju od razu weszłam na swojego laptopa. Musiałam poszukać informacji na temat tego piosenkarza. Mozliwe że był też aktorem ale czułam coś że on śpiewa. Weszałam na wikipedie i mi wyskoczyło. Zaczełam czytać.
- Chang Woo najwybitniejszy piosenkarz k-popu pochodzący z Korei Południowej. Śpiewał w latach dziewiędziesiątych. Był geniuszem muzycznym. Grał solo. Był najpopularniejszą gwiazdą w Azji. Każdy kochał jak śpiewał i jak grał w dramach. Ostatecznie zakończył swoją karierę po stworzeniu albumu ,, Me lady'' który dedykował swojej ukochanej Taeyeon. Wiadome jest że stworzył z nią kilka mini jak i pełnych albumów. Jak przyrzekał za osiemnascie lat wznowi swoją działalność i zaśpiewa z najlepszym według niego zespołem. Każdy zespół niemoże się doczekać aż stworzy piosenkę z tym geniuszem muzycznym. Dzięki tej stworzonej piosenca zespół będzie sławny na całym świecie.
To bardzo mnie zastanowiło. Ta niejaka sprzątaczka musiała mieć z dobre trzydzieści lub czterdzieści lat skoro słuchała Chang'a Woo. Postanowilam sprawdzić jego piosenki. Były rewelacyjne mimo że były stare i tak liczniki obejrzeć przekraczały miliard wyświetleń. Musiałam jeszcze sprawdzić kim była ta Taeyon. I znalazłam. Nie wyglądała jak normalna Azjatka. Wyglądała podobnie jak Lady Gaga. Miała niebieskie włosy związane w warkocz aż do bioder. Ubrana była cała na czerwono z kokardkami. Jej oczy były na jednym zdjęciu czerwone, a na innym różowe. Widać było że lubiła różnorodność. Już chciałam przeczytać małe co nieco o niej gdy nagle zgasł prąd.
-Na serio!?-krzyknełam.
-Coś się stało?-był to głos Wiktora.
-Co ty tu robisz? Pozwoliłam ci?!
-Nie ale chodziło mi o to co wcześniej między nami zaszło.
-Nie musisz przepraszać. I tak nie przyjmę przeprosin.- byłam pewna swojego zdania.
-Nie chcę cię przepraszać tylko coś ci powiedzieć.
Byłam lekko zaskoczona. Nie widziałam zbytnio co robi aż gdy poczułam jego rękę na mojej. Zauważyłam jego twarz. Patrzył mi się głęboko w oczy. Gdyby mnie pocałował na pewno bym go spoliczkowała.
-Kanon muszę ci to powiedzieć.
-Co?
-Kocham cię.
Wydawało mi się że się przesłyszałam. Może miałam jakieś problemy ze sluchiem ale dlaczego ja się oszukiwałam? Byłam zdziwiona totalnie. Musiałam przetrawić te słowa albo spytać sę go jeszcze raz.
-Co mówiłeś?-spytałam.
-Kocham cię i zamierzam za ciebie wyjść.

czwartek, 25 kwietnia 2013

Rozdział 4



Mineło parę dni. Za tydzień miała być gwiazdka i z Ameryki miał przyjechać mój dziadek. Szczęście w nieszczęściu. Babka z okazji Bożego Narodzenia postanowiła wyprawić bal. Miało być tam setki osób w tym rodzina i... Henry.
-Kanon słuchasz mnie!
Spojrzałam się na babkę. Miała surową minę.
-Kanon przecież trzeba ci wybrać suknię na bal.
-Nie chcę iść beznadziejnie się czuję.
-Musisz nie rozumiesz tego!
-Posłuchaj mnie...
-Witaj skarbie!!!
Spojrzałam się za siebie. To było niemożliwe.
-Dziadek!-krzyknełam rozradowana.
Szybko podbiegłam do niego i się przytuliłam. Bardzo tęskniłam za dziadkiem nie był taki oschły jak babka.
-No moja droga mam dla ciebie prezent.
-Naprawdę?
-Zgaduję że twoja babcia z chęcią chce ci kupić sukienkę na bal Bożonarodzeniowy ale ja już to zrobiłem
Podał mi ogormne pudło które nie było aż tak ciężkie.
-To sukienka z nowej kolekcji Chrisy. Będziesz ją miała pierwsza. Gwiazdy już się uganiaja za orginałem.
-Och, dziękuję.
Położyłam pudło na stól od jadalni i zaczełam powoli odpakowywać. Dziadek z zawodu prowadził ogromną firmę, a Chrisy to była jedna z projektatntek i przyjaciółem mojego dziadka. Doskonale się z nią rozumiałam.
Wyjełam powoli z pudła czerwoną sukienkę. Była bez rękawów i miała golfik. Wyglądała na suknię jak z lat 20-stych. Spodobała mi się nie była zbyt krzykliwa. Zapewne taka by mi babka wybrał. Bardzo krzykliwą kreacje.
-I jak ci się podoba skarbie?
-Dziadku ona jest piękna. Dziękuję.
-Dodatki sama możesz sobie wybrać. Chrisy proponowała byś ubrała czarny pasek i czarne kozaczki.
-Tak też zrobię.
-A teraz zmykaj mam do pogadania z twoją babcią.
Posłusznie poszłam ale nie do siebie. Założyłam kurtkę i z torbą w ręku poszłam w okolice biblioteki. Za godzinę miałam trening. Oczywiście dziewczyny z mojej klasy miały o tej samej godzinie co ja ale ja nie byłam chearledarką. W tajemnicy przed babcią chodziłam na kung-fu. Dokładnie to na whincu. To był styl walki który stworzyły kobiety po to by się obronić i dzięki sądzę że to w sam raz dla mnie.
Weszłam powoli do sali i skierowałam się prosto do mojego mistrza. Był to oczywiście Polak który wychował się w Japonii. Lubiłam jak opowiadał mi jak się jemu tam żyło. Zawsze zastanawiałam się dlaczego opuścił ten kraj ale on nigdy mi nie chciał powiedzieć.
-Kanon!
Odwróciłam się. Stał tam mój mistrz. Miał czarne włosy ułożone do tyłu, oliwkową cerę i śliczne błękitne oczy. Ubrany był w spodnie dżinsowe i kurtkę. Było to dla mnie dziwne skoro mieliśmy trening.
-Witaj Kanon! Dzisiaj nie mamy treningu.
-Dlaczego?
-Wyjeżdżam do rodziny na święta.
-Do Japonii?
-Tak.
-Opowiesz mi później jak było.
Byłam podekscytowana. Mogłam wysłuchać to co mistrz opowiada o Japonii jak było podczas gwiazdki.
-Opowiem tobie wszystko ze szczegółami, a także pokaże ci zdjęcia.
-Dziękuję.
-A teraz zmykaj.
-Dobrze, do widzenia. Wesołych Świąt!
-Tobie też życzę Wesołych Świąt.
Wyszłam powoli z sali. Nagle usłyszałam śmiech. To znowu były dziewczyny. Po chwili zza rogu wyszła Sara i reszta jej spułki. Zauważyła mnie i podeszła do mnie powoli.
-Kogo ja tu widzę. Jesteż zbyt sztywna na chearledarke.
Nie odzywałam się. Nie powinnam.
-Czemu się nie odzywasz skarbie?-spytał Jacek.-Taka ładna dziewczyna jak ty nie powinna siedzieć jak mysz pod miotłą.
Zbliżył się do mnie, a ja poczułam alkochol. Pił, dlatego się tak zachowywał. Powoli dotknął mojej ręki i spojrzał się w oczy.
-Jesteś bardzo śliczna, chodź z nami skarbie.
-Nie.
-No, chodź.
Zaczął mnie ciągnąć. Byłam lekko przestraszona ale się nie dałam.
-Puść mnie!
Wkurzona wykręciłam mu rękę. Uwolniłam się od niego i próbowałam biec. Niestety jeden z jego kumpli złapał mnie. Nie miałam wyjścia. Byłam obezwładniona.
-Teraz skarbie możemy razem iść gdzieś sami.-oznajmił Jacek.
To nie mogło się dziać. Nie mogło. Ale jednak się działo. Czemu? Wystarczyło że mi dokuczali ale teraz chcą mnie zabrać gdzieś na siłę.
Zbliżał się do mnie powoli i chciał znowu złapać mnie za rękę. Zamknełam powoli oczy i....i nic się nie wydarzyło. Nie czułam żeby ktoś mnie trzymał. Powoli otworzyłam oczy i ujrzałam Wiktora. Trzymał Jacka za rękę i patrzył się na niego groźnie.
-Zostaw ją albo będziesz mieć ze mną do czynienia.-wysyczał.
-Co mi takiego zrobisz!?
-To.
Wiktor zamachnął się i przywlił Jackowi prosto w twarz. Ten zachwiał się i upadł. Nie mógł wstać przez swoje pijaństwo.
-Chodźmy lepiej.
Wiktor złapał mnie mocno za rękę i zaprowadził za budynek gdzie stał jego samochód.
-Jesteś nierozważna. Dobrze że byłem w pobliżu.
Kłamał. Wiedziałam o tym.
-Ty tutaj nigdy nie jeździsz.-powiedziałam.
-Ale dzisiaj akurat tędy przejeżdżałem i zauważyłem calą tą akcję.
-Wiktor! Nie mów mi że to widziałeś! Nikt by tego nie widział! Niemożliwe że ty od tak zauważyłeś nas skoro ten budynek wszystko chowa.
-Ale ja nie jestem tak jak inni. Wszysstko zauważyłem, a teraz wsiadaj do samochodu.
-Szpiegowałeś mnie! Stoczyłeś się!
-Nie szpiegowałem cię. Nawet gdyby to uratowałem ci skórę.
-Może i tak ale ty mnie szpiegowałeś!!!
-Skończmy ten temat, a teraz wsiadaj do samochodu.
Zawachałam się chociaż nie powinnam. Wiedziałam co musiałam zrobić.
-Nie!
Odwróciłam się i chciałm już iść ale poczułam że ktoś ściska mi moje ramie.
-Nigdzie nie pójdziesz.-powiedział Wiktor patrząc się na mnie ponuro.

Na koniec mam taką małą prośbę. Jeżeli możecie to proszę was byście skomentowali moje opowiadanie. Chcę wiedzieć czy jest sens pisać to dalej dla was. Jeżeli ktoś ma jakieś uwagi to z chęcią wysłucham. Dziękuję. :-)

czwartek, 18 kwietnia 2013

Rozdział 3



Nie miałam co robić. Byłam w punkcie bez wyjścia. Przedemną Henry, a za mną ściana. Nie było ratunku przed pocałunkiem. Szybko dotykałam szafki obok by znaleźć coś co by mi pomogło. Jedyne co znalazłam to był pilot od odtwarzacza. Jednym słowem co miała zrobić. Przemienić jedną romantyczną piosenkę na inną równie romantyczną. Przydałoby się coś głośnego! To było to! Musiałam włączyć jakąś piosenkę k-popową. Szybko zdecydowałam się na Big Bang Fantastic Baby. Po chwili z radia zaczeła lecieć piosenka. Henry ocknął się i speszony podskoczył.
-Co się stało?-zapytał.
-Nie wiem to radio psuje mi się.
Szybko schowałam za siebie pilot by niebudzić podejrzeń chłopaka. Ale on się tylko uśmiechnął i wyłączył radio.
-Może zejdźmy na dół? Pewnie jest już kolacja.
-Kolacja! To ja śniadania i obiadu nie jadłam.
-To chodź idziemy.
-Muszę się ogarnąć. Przyjdę zaraz.
-Jak chcesz.
Henry poszedł, a ja szybko wskoczyłam do swojej toaletki. Musiałam przemyć twarz. Troszeczkę ze stresu i obawy o pocałunek lekko się spociłam. Umyłam porządnie twarz i spojrzałam się na swoje odbicie w lustrze. Miałam ciemne brązowe włosy które tworzyły naturalne fale. Na czole znajdowała się piękna prosta grzywka. Oczy były koloru czekoladowego. To jedyne co miałam po ojcu. Kolor oczu. Wiedziałam to ponieważ moja matka miała niebieskie oczy tak samo jak babka. Czekoladowe oczy w mojej rodzinie nigdy nie były.
Gdy wreszcie ogarnełam się zeszłam powoli po schodach na dół prosto do jadalni. Jak się domyśliłam babka jak w najlepsze rozmawiała z ojcem Henrego. Nie zauważyli jak przyszłam. Może to dobrze. Niestety jak na zawołanie babka zaczeła mówić do mnie.
-Kanon co robiłaś z Henrym?
-Rozmawialiśmy gdzie się uczy.
Ojciec Henrego uśmiechnął się.
-Henry uczy się w bardzo wykfalikowanej szkole. Może byś chciała z nim chodzić razem do tej samej szkoły. Oczywiście Henry jest starszy od ciebie o rok ale przynajmniej będziecie mogli sobie pomagać.
Uśmiechnełam się krzywo. Mialam chodzić do szkoły prywatnej. Uczą tam przyszłych biznesmenów. Nie potrzebowałam tego. Nigdy się nie interesowałam polityką. Wolałam coś innego.
-To bardzo wspaniała propozycja ale ta szkoła nie jest dla mnie.-odparłam.
-Nie musisz do niej chodzić. Wystarczy że Henry chodzi.-odparła babka.
-A Kanon ty do jakiej dokładnie szkoły chodzisz?-spytał Paul.
-Kanon chodzi do szkoły dla panienek. Teraz akurat do tej szkoły też uczęszczają chłopcy. Skoro moja wnuczka przejmie interesy ze swoim... mężem musi się jakoś zachowywać.
-Babciu ale ja jestem za młoda na małżeństwo.-odprałam.
-Teraz tak skarbie. Został jeszcze miesiąc do twojej osiemnastki więc wiesz.-sprostowała babka surowym głosem.
-Jeszcze się zobaczy-szeptnełam.
-Kanon, a co myślisz o tym koreańskim sformułowaniu Oppa. Po co on?-spytał Henry.
Doskonale wiedziałam że chciał żebym to powiedziała. Specjalnie się mnie zapytał żeby moja babka to usłyszała. Nie tolerowała rzeczy z Azji. Tak samo jak rozmów o moim ojcu. Ale tym razem mnie wpienił. Nie dość że chciała mnie na hama pocałować to teraz specjalnie zaczyna. Wstałam szybko od stołu.
-Żle się czuję. Muszę iść.
-Kanon...-zaczeła babka.
-Niech idzie jak źle się czuje.-powiedział Paul.
Szłam w stronę schodów ale najpierw podeszłam do Henrego i szeptnełam mu.
-Zabiję cię.
Jednak on nic sobie z tego nie robił. Właśnie dlatego mnie tak wkurzał. Był jak jego ojciec i moja babka. Tylko ja jedna sama rozumowałam. Nie byłam zombi bez własnego rozumu.
Szybko weszłam do mojego pokoju i walnełam się na łóżko.
-Jeszcze tylko miesiąc, Kanon. Wytrzymasz.

piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział 2


Było biało. Śnieg pruszył. Tak bardzo chciałam wakacji i tego ciepłego klimatu. Zazdrościłam niektórym osobą które mieszkały w Azji. Słońce było tam cały czas, a tutaj w Polsce była zima i ten rażący w oczy śnieg.
Weszłam powoli do dużego budynku. Tutaj była tworzona gazeta. Pracowałam tutaj w sekrecie przed babką. Nie pochwalałaby tego o czym ja piszę.
-Hej. Masz artykuł?
Spojrzałam się za siebie. Był to Karol nie przepadałam za nim. Przyjaźni się z Henrym ale ma zakazane komukolwiek mówić że ja tu pracuje. Wtedy on wyleci.
-Hello!Masz artykuł o SNSD?
Patrzyłam na jego brązowe włosy i zielonkawe oczy które oglądały mnie podejrzanie.
-Tak mam artykuł.
-To dobrze. Myślałem że wolisz tych swoich chłoptasiów.
-Nic ci do tego.
Skierowałam swoje kroki prosto do gabinetu naszego szefa. Był on przyjaznym mężczyzną po 30-stce. Bardzo lubił moje artykuły w których piszę czasem porady dla osób w moim wieku. Miałam własną rubrykę o występach koreańskich wykonawców.
Lekko zapukałam do drzwi.
-Proszę!
Otworzyłam leciutko drzwi i weszłam do jasnego pomieszczenia. Szef brunet o krótkich włosach siedział przy biurku ze stertą papierów. Pokój był duży tylko że zagracony dużą ilością pułek w której były ważne tematy i artykuły.
-Witaj Kanon co masz dzisiaj dla mnie?
-Przyniosłam ten artykuł o SNSD.
-Acha dobrze daj mi go.
Wyjełam z torebki artykuł i podałam go szefowi. On wziął ten plik papieru i od razu zaczął czytać. Patrzyłam się jak szef marszczył czoło i od czasu do czasu się uśmiechał. Po chwili położył moją pracę na stół i dotknął rękoma twarzy. Przestraszyłam się. Pewnie mu się nie spodobało.
-A więc?-spytałam.
-No cóż, nie mogę uwieżyć. Kanon to po prostu...-mówił ponuro-największy fenomen w twojej karierze!
Mówił to tak rozpromieniony, a ja odetknełam z ulgą.
-Naprawdę się panu podoba?
-Tak to jest niezłe. Szczegółowy opis. Lista koncertów, dlaczego powinnismy ich wysłuchać. Sam z chęcią dzięki temu artykułowi posłuchał tych dziewczyn.
-Dziękuję.
-No to będzie 150zł.
-150?! Zawsze dostaje 100.
-Ale to jest lepsze.
Szef wyciągnął pieniądze z portfela i podał mi je. Byłam niezwykle rozpromieniona.
-Dziękuję.
-Leć już.
Powoli wychodziłam i myślałam że nawet Henry, babka i jego nieznośny ojciec nie przeszkodzą mi w tym bym świętowała.
-A Kanon!
-Tak?
-Na pojutrze przynieś mi artykuł o U-Kiss.
-Dobrze.
Wyszłam cała rozpromieniona. O U-kiss wiedziałam więcej niż od SNSD. Wiem o nich praktycznie wszystko co wielka fanka powinna wiedzieć.
Powoli wyszłam z biura i skierowałam swoje kroki do biblioteki. Szłam powoli. Czas w tej chwili nie miał dla mnie znaczenia. Cudownie było tak powoli dosięgać swoich marzeń. Weszłam powoli do biblioteki. Kochałam ciszę która tutaj panowała. Grzecznie przywitałam się z panią Oslo.
-Dzień dobry proszę pani.
Uśmiechnełam się od ucha do ucha.
Pani Oslo spojrzała się na mnie spod swoich okularów. Gdy zobaczyła że to ja uśmiechneła się.
-Witaj moja mała. Co tutaj robisz?
Podeszłam do biurka i usiadłam naprzeciwko bibliotekarki.
-Musiałam dać swój artykuł o SNSD. No i dostałam o 50 złoty więcej.
-To wspaniale. Niedługo zarobisz na swoje marzenia.
-Dziękuję że mnie wspierasz.
-Bardzo przypominasz mi twoją matkę. Była taka pełna życia ale ono później zgasło.-powiedziała to ostatnie niemalże szeptem.-Tak mi przykro że zmarła. Nawet jej nie poznałaś. Doskonale byście się rozumiały.
Westchnełam. Rzadko co rozmawiałam o swoich rodzicach. Nic o nich nie wiedziałam.
-Ale przynajmniej ty możesz mi opowiedzieć o mamie. Dzięki tobie wiem jaka ona była. Natomiast nie znam mojego ojca. Nie wiem jak wygląda, jak się nazywa i czy wie że ja istnieje?
-Pewnie twoja babka nic ci o nim nie mówi.
-Nie nawet gdy się zapytałam kiedyś o mojego ojca ta się wkurzyła i kazała mi skończyć ten nurtujący ją temat. Ale mniejsza z tym.
Wstałam powoli z krzesła.
-Muszę coś wypożyczyć.
-Oczywiście skarbie.
Zaczełam przechadzać się między regałami. Już niedługo wyrwę się z Polski. Szczególnie od mojej okropnej babki. Nie będę musiała ukrywać swoich talentów i swojego hobby. Już nigdy więcej i te marzenie się spełni za miesiąc. W moją osiemnastkę.
Weszłam w dział mangi. Musiałam poczytać trochę skoro miałam jeszcze trochę czasu zanim wrócę do tego okropnego domu. Nagle usłyszałam śmiech. To nie wróżyło dobrze. Próbowałam się schować za regałami. Na szczęście udało mi się. Niestety się myliłam.
-No proszę, proszę kogo ja tu widzę. Kanon!
Spojrzałam się na Sarę. Miała ona krótkie czarne włosy z blond pasemkami. Ubierała się nowocześnie i modnie. Jednym słowem dokuczała mi przez całe życie. Była kolejną dziuniowatą dziewczyną która sądzi że może wszystko.
-Co ty tutaj robisz? Myślałam że słuchasz tych swoich pedałków.
Zapomniałam dodać że jest nie miła.
-Może przestałabyś mi dokuczać? To się staje nudne!-odparłam.
Sara głupio się uśmiechneła i spojrzała na swoją paczkę.
-Ty chyba sobie żartujesz!
-Nie. Lepiej już pójdę jestem spóźniona.-skłamałam.
Zaczełam iść w stronę wyjścia ale Jacek chłopak Sary zabrał mi torbę.
-Oddawaj to moje!
-Nie sądzę!
Pokazał mi język, a następnie wyrzucił z mojej torby wszystkie papiery które należały do mnie. Jeden z chłopaków stanął na stół i zapalił zapalniczkę i uruchomił alarm przeciw pożarowy. Przez co zaczeła lać się woda. Zrozumiałam co chcieli zrobić. Zamierzali zmoczyć mi wszystkie moje notatki które były dla mnie niezwykle cenne. Szybko zaczełam zbierać wszystko ale niestety za późno. Większość rzeczy zmoczyła się całkowicie.
Byłam okropnie wściekła. Gdybym mogła to bym ich pozabijała, ale to nie jest moja wyobraźna. Jakby zdaleka słyszałam ich śmiech ale miałam to w nosie. Dumnie wstałam i poszłam przed siebie. Ostatnie co słyszałam to Sarę.
-Żeby ci się kartki nie zmokły niezdaro.
I wtedy zaczeli się śmiać.


Weszłam do domu nabuzowana od złości. Musiałam jak najszybciej dostać się do swojego pokoju i uniknąć spotkania z babką i resztą.
-Och Paul nie rozśmieszaj mnie.
Był to głos babki. Henry przyjechał z ojcem.
Po cichu próbowałam przejść przez salon ale wszyscy mnie zauważyli.
-Kanon!
Spojrzałam się na babcię. Miała taki wzrok jakby chciała zabić. Co u niej było dosyć częste.
-Hej Kanon czekałem na ciebie!
Był to Henry który siedział na fotelu i się uśmiechał. Można powiedzieć że był.... jest przystojny. Miał piękne złote włosy które zawsze czesał dokładnie ( na co mu to), miał lekką opaleniznę i śliczne błękitne oczy. Czasem jego nastrój kojarzył mi się z wampirem Hanabusą z anime Vampire Knight.
-Witaj!-krzyknełam przesadnie słodko.
Henry wstał i podszedł do mnie przy schodach.
-To co idziemy do ciebie?
No i tu mnie zamurowało. Henry rzadko co chodził do mnie do pokoju ostatni raz był kiedy oboje mieliśmy gdzieś tak po czternaście lat!
-Tak jasne chodź.
Szłam z nim w ciszy prosto do mojej jaskini. Nie odzywaliśmy się do siebie. O czym mieliśmy rozmawiać. W końcu doszliśmy. Pierwsze co to Henry podszedł do mojego odtwarzacza z płytami.
-Zgaduję że to jest jakiś koreański zespół.
Pokazał mi płytę na której dużymi literami było napisane Big Bang.
-Tak a co?
-Tak się pytam.-usiadł na moim puchowym krześle-W mojej szkole muszę umieć angielski to umiem jak polski, niemiecki co dobrze mi wychodzi no i jeszcze francuzki.
-A co to ma do rzeczy?
Powoli usiadłam na swoim łóżku.
-To ma do rzeczy że kazali nam się nauczyć koreańskiego i japońskiego.
-Niby dlaczego?
-Duże firmy tam są, a lepiej nauczyć się języka twojego przyszłego współpracownika.
-Chcesz być biznesmenem? Tak jak twój ojciec?
-A czemu by nie?
Po co się go w ogóle pytałam. Henry jest marionetką swojego ojca i mojej babki. Można powiedzieć że tak samo jak ja. No cóż, w przeciwienstwie do niego ja mam plan na przyszłość i zamierzam go zrealizować.
-A co ty chcesz w przyszłości robić?
-Sama nie wiem.
Musiałam mu skłamać.
Henry podszedł znowu do odtwarzacza i wyjął ze swojej kieszeni jakąś płytę. Patrzyłam się na niego zasępiona. Co on wyprawiał? Henry nic sobie nie robiąc włożył tą płytę prosto do mojego radia. Po chwili usłyszałam ciche nuty Mozarta.
Powoli chłopak podszedł do mnie i wyciągnął rękę.
-Co ty chcesz zrobić?-zapytałam.
-Zatańczyć z tobą.
-Ale ja... nie umiem...
-Nie kłam. Pamiętam jeszcze jako dziecko jak ślicznie tańczyłaś.
-Ale to nie był taniec!
Wziął mnie za ręce i postawił. Byłam speszona. Tańczyłam z nim kiedyś ale to było tak dawno, a teraz niezbyt dobrze się czułam.
-Próbuj.-powiedział uśmiechając się.
Patrzyłam się w jego niebieskie oczy i przez przypadek nadepnełam mu na nogę.
-Przepraszam. Mówiłam że nie umiem tańczyć.
-Wszystko sobie jeszcze przypomnisz.
Zaczeliśmy znowu tańczyć. Nie wiedziałam ile to trwało. Na pewno niezbyt długo.
Po chwili zauważyłam że Henry przybliża się do mnie coraz bliżej. Schylił się powoli w moją stronę w kierunku mojej twarzy. Spanikowałam. To nie działo się naprawdę.
Henry zbliżał się coraz bliżej, aż wreszcie nasze usta dzielił tylko centymetr.