Postanowiłam, że pójdę do lekarza. Dalej nie dawłam za wygraną czemu nic nie pamietałam gdy uprawiałam seks z Jonghyunem. Myślałam nad tym cały czas, lekarze nic mi nie pomogli też nie wiedzieli co sie stało.
-Pani Kanon do lekarza.
Wstałam z krzesła i poszłam do kolejnego lekarza. Weszłam powoli do gabinetu, niczym się nie różnił jak u innych medyków ale zdziwiło mnie widząc kobiete rasy białej. Miała brązowe włosy związane w kitek, śliczne zielone oczy i uśmiechała sie wesoło. Nie miała żadnych zmarszczek, pewnie była młoda.
-Dzień dobry-powiedziałam pośpiesznie siadajac na przeciwko tej kobiety.
-Witam witam-uśmiechnęła sie do mnie promiennie- a więc jak sie nazywasz moja droga?
-Kanon Winter.
Nie cierpiałam mówić swojego nazwiska, niby po dziadzku ale zawsze miałam przed oczami tą jędze babke.
Pani lekarz lekko skamieniała. Dosłownie na sekunde. Patrzyła się tępo na mnie na mnie i po chwili znowu się do mnie uśmiechała.
-Miło mi jestem Charlotte Kim, nie jesteś raczek Koreanką z tego co widzę.
-W połowie jestem...moja mama była Polką.
-No rozumiem, a więc co cię tu sprowadza?
-Chodziłam praktycznie do wszystkich lekarzy i nikt mi nie potrafił pomóc mam nadzieję, że pani pomoże.
-Jaka pani! Mów do mnie Charlotte.
-Dobrze..Charlotte-lekko sie uśmiechnęłam- A więc byłam z trzy miesiące temu na dyskotece i po jakimś czasie nie pamietam co robiłam i niedawno okazało się, że przespałam sie z byłym chłopakiem. On też tego nie pamięta i no...zaszłam w ciąże.
-Nic nie pamiętasz?
Patrzyła się to raz na mnie to raz pisała coś w swoim zeszycie.
-No nie...on też.
-Jedliscie lub piliście coś razem?
-Tak, piliśmy na współe drinka bo nie chciał bym dużo piła.
-No to wszystko jasne! Barman dorzucił ci tabletkę gwałtu! Bardzo szybko schodzi z organizmu dlatego lekarze inni nic nie wykryli.
Myślałam w tej chwili szybko. Po co barman chciał to zrobić. Ale zaraz...czy przypadkiem ktoś mi nie postawił tego drinka?
-Wydaje mi się, że to nie był barman, ktoś mi postawił tego drinka.
-Dobrze, że twój chłopak wypił to z tobą i miał na ciebie oko. Nie wiadomo co by się wydarzyło.
-Dziękuję za pomoc.
Uśmiechnęłam się lekko.
-Jestem też ginekologiem, jeśli chcesz mogę cię badać.
-Dziękuję bardzo....ale to raczej nie jest potrzebne.
-Czyżby?-uśmiechnęła się promiennie.
Jakoś nie wiedziałam czemu ale ta kobieta wydawała mi się jakoś...znana. Jakbym kiedyś ją widziała ale nie mogę sobie przypomnieć gdzie. Czułam do niej zaufanie.
-Zakładam, że urodzisz synka-powiedziała.
-Czemu pani tak sądzi?
-Zakładam-uśmiechnęła się- może jeśli wygram to będę twoim lekarzem, a jak przegram postawie ci...hm obiad?
-Hah....w sumie czemu nie?
-To miło mi!
Podała mi swoją rękę, a ja ją uścisnęłam.
-Do widzenia-odparłam.
-Do widzenia.
W niecałe dziesięć minut doszłam do domu uśmiechnięta. Do domu w sensie do domu,który sprawił nam Kiseop.
Nasz nowy dom był fioletowy na zewnątrz. Dosyć uroczy po poprzednich właścicielach. Miał też ogródek z tyłu domu by dzieci, które chcemy mieć w przyszłosci się dobrze bawiły.
Wszedłam powoli przez brązowe drzwi do korytarza. Był duży pomalowany na fiolet, a na ścianach do tego były namalowane na czarno różne roślinki.
-Wróciłam!
Ściągnęłam buty i poszłam do salonu, a tam siedział Kiseop na białej pluszowej kanapie z laptopem w ręce. Czytał coś uważnie ale gdy mnie zobaczył uśmiechnął się wesoły.
-Gdzie ty byłaś?
-Mówiłam ci, że idę do lekarza.
-Ach no tak! I jak?
Usiadłam i położyłam głowę na jego ramieniu.
-Prawdopodobnie dano mi tabletkę gwałtu, ktoś chciał mi cos zrobić, a JR wypił drinka ze mną na współę przez co no cóż...sam też miał ja w organiźmie.
-Co za łajdak tak śmiał!
-Nie wiem.
Westchnęłam na co Kiseop przytulił mnie do siebie.
-A ty co robisz?-spytałam zerkając na laptopa.
-Czytam tekst piosenki.
-O macie nową piosenkę! Jaką!
-Ejże ejże!-zaśmiał się- nie pozwole ci patrzeć! Jesteś fanką!
-To co! Swojej dziewczynie nie dasz?
Zrobiłam minę smutnego szczeniaczka, a on zaczął sie rechotać.
-Oj Kanon przestać pulpecie!
-Nie jestem pupletem!
Znowu zaczął się śmiać i cmoknął mnie w główkę.
-Ale będziesz!
-Ale to bobasek tylko.
-Kiedy jedziesz zobaczyć płeć dziecka?
-Chyba zmienie lekarza, poznałam dzisiaj taką miłą pania lekarz. Obstawia, ze to będzie chłopczyk. Pewnie byś sie ucieszył gdyby był to synek!
-Możliwe, ale nie ważne jaka płeć ważne, że to nasze...dziecko...w pewnym sensie.
-Dziwnie sie czuję z tym, że jestem z tobą, a dziecko jest Jonghyuna.
-Nie powinnaś tak myśleć, kocham cię i maluszka też. Patrz na to w ten sposób. Będzie mieć dwóch kochających ojców, czyż to nei fajnie?
-Hah racja!
Kiseop i te jego optymistyczne myślenie.
-To jak idziemy się umyć?-spytał.
-Jasne! Mam ochotę na gorącą kąpiel!
-No to super! Idę nalać wodę, a ty skarbie idź po piżamkę dla siebie.
Powiem tak: Dom był cholernie ogromny. Łazienka też gdyż była w niej duża w wanna w, której potrafi sie zmieścić z pięć osób i moze zostać luz. Do tego prysznic w razie co, pisuar i lustro z zlewem. A cała łazienka była zielono fioletowa. Te kolory potrafiły mnie rozpogodzić.
Weszłam do czarno fioletowego pokoju i wzięłam swoją dwuczęściową piżamę. Kiseop praktycznie spał w bokserkach więc problemu z nim nie było co mam mu wziąść.
-Jestem już, coś widzę, ze właściciele lubili fioletowy.
-Ja sądzę, że mieli bzika na tym punkcie.
-Haha mozliwe.
-Piżamka w owieczki?
-No co chcesz!-uśmiechnęłam sie wesoło- jest od ciebie, a te owieczki są takie słodkie jak ty.
-Ale sie podlizujesz.
Podszedł do mnie i pocałował w usta po czym rozpiął mi sukienkę.
-No dobra chodź skarbie ciepła woda nie będzie czekać.
-No już już.
Uwielbiałam te nasze wspólne kąpiele.
piątek, 19 września 2014
środa, 10 września 2014
Prolog tomu II
Stwierdziłam kilka dni temu, że podzielę historie Kanon na kilka tomów by nie było zamieszania typu ,,rozdział 123'' więc to jest prolog drugiego tomu ^^ oczywiście nic się nie zmienia. Dziękuję za wcześniejsze komentarze jak i to że jesteście ze mną ^^ mam nadzieję, że będziecie aż do końca ♥♥♥
Minęły z dwa miesiące. Wszystko jakoś się ułożyło przez ten czas. JR jak i ja zaakceptowaliśmy, że będziemy mieć dziecko. Prawdopodobnie działo się podczas tej dyskoteki....tylko czemu ja i on nic nie pamiętaliśmy? To takie dosyć dziwne.
Z Kiseopem dalej jesteśmy razem. Nic mu to nie robi, że mam z innym dziecko raczej jest wesoły na myśl, że będzie drugim ojcem. Codziennie widzę go w pracy ponieważ nagrywam z U-kiss piosenki. Wydaliśmy już jeden album plus mam jeszcze zaśpiewać w duecie z Kevinem.
Można zatem uznać, że jestem już gwiazdą w Korei. Na koncertach ludzie krzyczą moje imię, ,,napadają'' na mnie fani i w sumie jest dobrze.
Co do reszty Aron i Ren są w dość zagadkowym położeniu. Starszy jak widać ma jakieś romanse do Evelyn. Co do Michu to wraca do domu by się uczyć, a Kira no cóż zostaje z nami ^^. Sakura z siostrą wróciły do domu. Chyba będą się bawić w YG. Tak więc w naszym ,,hotelu'' zostałam ja, Sanghee i Kira z naszej paczki oczywiście. Reszta wróci dopiero co za kilka miesięcy. Prawie bym zapomniała o Agacie! No więc Kevin się do niej zaleca Ren chyba też ale zawsze tego drugiego straszy dżdżownicami i innymi robaczkami. O i ostatnia rzecz! Właśnie! Nie zgadniecie z kim siedzę!
Uśmiechnęłam się uroczo do Changa. Dawno go już nie widziałam. Rzekomo był w Japonii u swojego kuzyna niejakiego Kamijo czy kim on tam jest.
-Słyszałem,że pod moją nieobecność zaczęłaś szaleć-rzekł popijając wino w kieliszku.
-Czy to źle? Pan przecież nie interesuje się innymi tylko mną...to dosyć dziwne.
Spojrzał się na mnie pustym wzrokiem i uśmiechnął się lekko.
-Gdzie moje maniery też chcesz wino?
-Ja...ja nie mogę pić.
-Czemu?
Tym razem patrzył się na mnie jakoś nieufnie. Coś podejrzewał? O ciąży i tak dość mało osób wiedziało.
-Po prostu nie mogę..po co zostałam wezwana?
-Jesteś zmęczona, dziwnie wyglądasz jakbyś była...w ciąży. W rzeczy samej-wstał z fotela i dolał sobie wina-rozpoznaje czy ktoś kłamie czy nie i to widać, że jesteś w ciąży. Pytanie kto jest ojcem dziecka.
-A więc...
-Chciałem ci pogratulować. Jesteś znana już w Japonii nawet w całej Azji niedługo podbijesz rynek Europy i Ameryki.
-Cieszę się ale...
-Proponuje ci zaśpiewanie z moim kuzynem. Nazywa się Kamijo ma z 39 lat i jest dosyć znanym j-rockowcem. Dlatego byś sobie podwyższyła sławę a Japonii co ty na to?
-Ym... no w sumie czemu nie!
-Świetnie! Przyjeżdża do mnie za tydzień pasuje ci?
-Tak oczywiście.
-To chłopczyk czy dziewczynka?
-J-ja jeszcze nie wiem. Za dwa tygodnie mam iść dopiero co na USG.
-Yhym...
Zamyślił się. Czemu on wchodzi mi w życie prywatne? Wielki Chang Woo, który jest jak góra lodowa. Ma wszystkich w nosie.
-Idziesz sama?
-Mam iść z Kiseopem...
-No rozumiem...
-Kanon!
Przyszedł powoli do salonu mój chłopak cały uśmiechnięty.
-Chodź skarbie idziemy do domciu.
-Do widzenia..-odparłam.
Chang nic nie odpowiedział. Usiadł tylko do fortepianu i zaczął grać jakąś smutną melodię.
-Jak tam maluszek?-spytał się Kiseop.
-Hah dobrze jest...nie martw się o mnie to dopiero drugi miesiąc.
-Ha! Nie prawda! To prawie trzeci miesiąc i USG. Zobaczymy maluszku czy jesteś chłopczykiem czy dziewczynką.
Pogładził mnie po brzuchu na co się roześmiałam. Taki nieśmiały, a jednak taki opiekuńczy i cudowny.
-No już juz bo mi sie tu rozkleisz-zaśmiałam się.
-W sumie cieszę się, że będziemy mieć maluszka. Nawet jeśli to dziecko JR'a.
Złapał mnie za rączkę uśmiechnięty i zaprowadził do swojego samochodu. Usiadłam na przodzie i patrzyłam się na drogę.
-Wiesz..-zaczął mówić- myślałem nad kupnem mieszkania.
-Jakiego?
-Dla nas...przydałby się w sumie dom! A mnie stać na piękny dom dla ciebie i maluszka.
-Kiseop jesteś na prawdę uroczy ale jest jeszcze czas.
-Wiem skarbie. O jesteśmy!
Wysiadłam powoli i razem z moim ukochanym szłam do hotelu. Zmierzaliśmy w stronę mojego pokoju i w salonie spotkaliśmy JR'a. Stał się dla mnie tylko troszkę milszy z powodu dziecka no ale chociaż coś.
-Kiedy jedziesz do lekarza?-spytał mnie.
-Za dwa tygodnie.
Był speszony. Patrzył się na podłogę. Znając jego coś chciał.
-M-mogę jechać z tobą i poznać płeć dziecka?
-Ym...jadę z Kiseopem no ale..
-Możesz jechać-odparł Seop z uśmiechem- to przecież twoje dziecko powinieneś wiedzieć.
-Dziękuję-powiedział juz mniej zestresowany.
Pamiętam jak im powiedziałam o ciąży. Jonghyun nie dowierzał. Miał w sumie racje też bym nie wierzyła no ale jednak. Omijaliśmy się ale zawsze jak mnie zobaczył pytał się jak jest z dzieckiem.
-Nad czym rozmyślasz?-spytał Kiseop.
-Nad niczym-uśmiechnęłam się do niego szeroko- to jak idziemy oglądać do mnie jakiś film?
-Jasne, że tak! Co teraz masz?
-A zobaczysz skarbie.
Pocałował mnie czule w główkę i poszliśmy do mojego pokoju.
Minęły z dwa miesiące. Wszystko jakoś się ułożyło przez ten czas. JR jak i ja zaakceptowaliśmy, że będziemy mieć dziecko. Prawdopodobnie działo się podczas tej dyskoteki....tylko czemu ja i on nic nie pamiętaliśmy? To takie dosyć dziwne.
Z Kiseopem dalej jesteśmy razem. Nic mu to nie robi, że mam z innym dziecko raczej jest wesoły na myśl, że będzie drugim ojcem. Codziennie widzę go w pracy ponieważ nagrywam z U-kiss piosenki. Wydaliśmy już jeden album plus mam jeszcze zaśpiewać w duecie z Kevinem.
Można zatem uznać, że jestem już gwiazdą w Korei. Na koncertach ludzie krzyczą moje imię, ,,napadają'' na mnie fani i w sumie jest dobrze.
Co do reszty Aron i Ren są w dość zagadkowym położeniu. Starszy jak widać ma jakieś romanse do Evelyn. Co do Michu to wraca do domu by się uczyć, a Kira no cóż zostaje z nami ^^. Sakura z siostrą wróciły do domu. Chyba będą się bawić w YG. Tak więc w naszym ,,hotelu'' zostałam ja, Sanghee i Kira z naszej paczki oczywiście. Reszta wróci dopiero co za kilka miesięcy. Prawie bym zapomniała o Agacie! No więc Kevin się do niej zaleca Ren chyba też ale zawsze tego drugiego straszy dżdżownicami i innymi robaczkami. O i ostatnia rzecz! Właśnie! Nie zgadniecie z kim siedzę!
Uśmiechnęłam się uroczo do Changa. Dawno go już nie widziałam. Rzekomo był w Japonii u swojego kuzyna niejakiego Kamijo czy kim on tam jest.
-Słyszałem,że pod moją nieobecność zaczęłaś szaleć-rzekł popijając wino w kieliszku.
-Czy to źle? Pan przecież nie interesuje się innymi tylko mną...to dosyć dziwne.
Spojrzał się na mnie pustym wzrokiem i uśmiechnął się lekko.
-Gdzie moje maniery też chcesz wino?
-Ja...ja nie mogę pić.
-Czemu?
Tym razem patrzył się na mnie jakoś nieufnie. Coś podejrzewał? O ciąży i tak dość mało osób wiedziało.
-Po prostu nie mogę..po co zostałam wezwana?
-Jesteś zmęczona, dziwnie wyglądasz jakbyś była...w ciąży. W rzeczy samej-wstał z fotela i dolał sobie wina-rozpoznaje czy ktoś kłamie czy nie i to widać, że jesteś w ciąży. Pytanie kto jest ojcem dziecka.
-A więc...
-Chciałem ci pogratulować. Jesteś znana już w Japonii nawet w całej Azji niedługo podbijesz rynek Europy i Ameryki.
-Cieszę się ale...
-Proponuje ci zaśpiewanie z moim kuzynem. Nazywa się Kamijo ma z 39 lat i jest dosyć znanym j-rockowcem. Dlatego byś sobie podwyższyła sławę a Japonii co ty na to?
-Ym... no w sumie czemu nie!
-Świetnie! Przyjeżdża do mnie za tydzień pasuje ci?
-Tak oczywiście.
-To chłopczyk czy dziewczynka?
-J-ja jeszcze nie wiem. Za dwa tygodnie mam iść dopiero co na USG.
-Yhym...
Zamyślił się. Czemu on wchodzi mi w życie prywatne? Wielki Chang Woo, który jest jak góra lodowa. Ma wszystkich w nosie.
-Idziesz sama?
-Mam iść z Kiseopem...
-No rozumiem...
-Kanon!
Przyszedł powoli do salonu mój chłopak cały uśmiechnięty.
-Chodź skarbie idziemy do domciu.
-Do widzenia..-odparłam.
Chang nic nie odpowiedział. Usiadł tylko do fortepianu i zaczął grać jakąś smutną melodię.
-Jak tam maluszek?-spytał się Kiseop.
-Hah dobrze jest...nie martw się o mnie to dopiero drugi miesiąc.
-Ha! Nie prawda! To prawie trzeci miesiąc i USG. Zobaczymy maluszku czy jesteś chłopczykiem czy dziewczynką.
Pogładził mnie po brzuchu na co się roześmiałam. Taki nieśmiały, a jednak taki opiekuńczy i cudowny.
-No już juz bo mi sie tu rozkleisz-zaśmiałam się.
-W sumie cieszę się, że będziemy mieć maluszka. Nawet jeśli to dziecko JR'a.
Złapał mnie za rączkę uśmiechnięty i zaprowadził do swojego samochodu. Usiadłam na przodzie i patrzyłam się na drogę.
-Wiesz..-zaczął mówić- myślałem nad kupnem mieszkania.
-Jakiego?
-Dla nas...przydałby się w sumie dom! A mnie stać na piękny dom dla ciebie i maluszka.
-Kiseop jesteś na prawdę uroczy ale jest jeszcze czas.
-Wiem skarbie. O jesteśmy!
Wysiadłam powoli i razem z moim ukochanym szłam do hotelu. Zmierzaliśmy w stronę mojego pokoju i w salonie spotkaliśmy JR'a. Stał się dla mnie tylko troszkę milszy z powodu dziecka no ale chociaż coś.
-Kiedy jedziesz do lekarza?-spytał mnie.
-Za dwa tygodnie.
Był speszony. Patrzył się na podłogę. Znając jego coś chciał.
-M-mogę jechać z tobą i poznać płeć dziecka?
-Ym...jadę z Kiseopem no ale..
-Możesz jechać-odparł Seop z uśmiechem- to przecież twoje dziecko powinieneś wiedzieć.
-Dziękuję-powiedział juz mniej zestresowany.
Pamiętam jak im powiedziałam o ciąży. Jonghyun nie dowierzał. Miał w sumie racje też bym nie wierzyła no ale jednak. Omijaliśmy się ale zawsze jak mnie zobaczył pytał się jak jest z dzieckiem.
-Nad czym rozmyślasz?-spytał Kiseop.
-Nad niczym-uśmiechnęłam się do niego szeroko- to jak idziemy oglądać do mnie jakiś film?
-Jasne, że tak! Co teraz masz?
-A zobaczysz skarbie.
Pocałował mnie czule w główkę i poszliśmy do mojego pokoju.
poniedziałek, 8 września 2014
Rozdział 67
<narracja Kanon>
Wróciliśmy z powrotem do miasta. Minął z tydzień i w tym czasie dużo się zdarzyło. Po pierwsze chodzę z Kiseopem. Jest taki kochany i tak dba o mnie ( <3) po prostu ideał faceta. Co się tyczy Sanghee pogodziła się z Minhyunem i zachowują się jakby zakochali się od nowa.
-Kanon...
Spojrzałam uśmiechnięta w stronę drzwi. Stał tam mój uroczy chłopak z bukietem róż.
-Gotowa?-spytał się.
-Tak jasne.
Wstałam i wzięłam sweterek. Mimo tego, że był lipiec czyli wakacje i te sprawy to i tak było dosyć chłodno.
-To super, że zaśpiewasz z nami.
-Zgodzę się skarbie.
Szliśmy powoli przez hall gdy nagle wpadła na mnie Sanghee.
-Kanon ważna sprawa!
-Co? Jaka?
Byłam lekko zdziwiona zachowaniem mojej przyjaciółki. Miała poważną minę.
-Pójdziesz ze mną do...ykhym...ginekologa?
-Czemu?
-Bo Minhyun jest zajęty! A ja muszę coś załatwić! No proszę no.
Spojrzałam sie na Kiseopa. Mieliśmy iść zjeść romantyczny obiad w jednej z najlepszych restauracji.
-Idź-powiedział uśmiechnięty- kiedy indziej pójdziemy na obiad.
-Dzięki skarbie.
Pocałowałam go czule w usta i poszłam powoli z Sanghee do tego ginekologa.
<w przychodni>
-A więc co tu chciałaś tutaj?
-Tabletki-odparła.
-Tylko po to?! Ej zaraz a prezerwatywa to co?
-Oj Kanon nie przesadzaj...tabletki są lepsze.
-Ja nie wnikam ile wy to razy dziennie robicie z Minhyunem.
Moja przyjaciółka zaśmiała się na to.
-A ty co robisz z Kiseopem?-spytała z uśmiechem.
-No, a co mamy robić?
-Ach nie ważne.
Usiadłam w poczekalni rozglądając się. Wszędzie siedziały kobiety akurat zwróciłam uwagę na jedną która była w ciąży. Siedziała zestresowana, może boi się o dziecko?
-Przepraszam...
Mówiła do mnie jakaś pielęgniarka.
-Pani do ginekologa?-spytała.
-Nie czekam na koleżankę.
-Marnie coś pani wygląda.
-C-co? Czuję sie świetnie.
-Niech pani pójdzie ze mną, proszę.
-N-no dobrze.
<dwie godziny później>
Stałam razem z Sanghee w windzie. Byłam zestresowana i wkurzona.
Gdy weszłyśmy do salonu siedzieli tam praktycznie wszyscy. Widziałam Kiseopa. Rozmawiał z Aronem co było dosyć dziwne.
-Sanghee kotku-uśmiechnął się Minhyun- i jak było?
-Dla mnie dobrze...gorzej z Kanon.
Wtedy wszyscy spojrzeli na mnie oraz JR. Nie widziałam go od zerwania, unikał mnie, a ja jego.
-Kanon co się stało?-spytał Kiseop.
Podałam Kiseopowi trzęsącą się ręką akta od doktora. Zdziwił się lekko i zaczął czytać. Po jakimś czasie zbladł.
-To na pewno twoje?
Pokiwałam głową czując, że zaraz się rozryczę.
-Co się dzieje? Czyżbyś zachorowała na...-mówił JR.
-Jonghyun zamknij się!-krzyknął Aron- Zachowuj się normalnie, a nie jak jakiś potwór.
Chłopak tylko prychnął i spojrzał sie wkurzony na mnie. Jak ja go nienawidzę, a teraz jeszcze bardziej go nienawidzę. Nie chcę go w swoim życiu.
-No to co się stało?-spytał Minhyun.
-Kanon-powiedział cicho Kiseop-jest w ciąży.
Wtedy wszyscy zaczęli nam gratulować. Mówić, że ja i Kiseop będziemy wspaniałymi rodzicami, a ja chciałam tylko się wydzierać ze złości. Mój chłopak był blady...pewnie wiedział to samo co ja.
-A myślałam, ze już seksu nie uprawiacie!-krzyknęła wesoła Sanghee.
-Bo my tego nie robiliśmy-powiedział cicho i jakże smutno Seop.
-Zaraz....-odparł Ren-to kto jest ojcem dziecka?
Rozpłakałam się. Kiseop przytulił mnie mocno...a ja mogłam tylko spanikowana się trzęść i płakać. Zanim zamknęłam sie w sobie wydusiłam te imię...imię ojca dziecka....a wszyscy byli zdziwieni.
-Jonghyun-powiedziałam cicho.
The End...?
Wróciliśmy z powrotem do miasta. Minął z tydzień i w tym czasie dużo się zdarzyło. Po pierwsze chodzę z Kiseopem. Jest taki kochany i tak dba o mnie ( <3) po prostu ideał faceta. Co się tyczy Sanghee pogodziła się z Minhyunem i zachowują się jakby zakochali się od nowa.
-Kanon...
Spojrzałam uśmiechnięta w stronę drzwi. Stał tam mój uroczy chłopak z bukietem róż.
-Gotowa?-spytał się.
-Tak jasne.
Wstałam i wzięłam sweterek. Mimo tego, że był lipiec czyli wakacje i te sprawy to i tak było dosyć chłodno.
-To super, że zaśpiewasz z nami.
-Zgodzę się skarbie.
Szliśmy powoli przez hall gdy nagle wpadła na mnie Sanghee.
-Kanon ważna sprawa!
-Co? Jaka?
Byłam lekko zdziwiona zachowaniem mojej przyjaciółki. Miała poważną minę.
-Pójdziesz ze mną do...ykhym...ginekologa?
-Czemu?
-Bo Minhyun jest zajęty! A ja muszę coś załatwić! No proszę no.
Spojrzałam sie na Kiseopa. Mieliśmy iść zjeść romantyczny obiad w jednej z najlepszych restauracji.
-Idź-powiedział uśmiechnięty- kiedy indziej pójdziemy na obiad.
-Dzięki skarbie.
Pocałowałam go czule w usta i poszłam powoli z Sanghee do tego ginekologa.
<w przychodni>
-A więc co tu chciałaś tutaj?
-Tabletki-odparła.
-Tylko po to?! Ej zaraz a prezerwatywa to co?
-Oj Kanon nie przesadzaj...tabletki są lepsze.
-Ja nie wnikam ile wy to razy dziennie robicie z Minhyunem.
Moja przyjaciółka zaśmiała się na to.
-A ty co robisz z Kiseopem?-spytała z uśmiechem.
-No, a co mamy robić?
-Ach nie ważne.
Usiadłam w poczekalni rozglądając się. Wszędzie siedziały kobiety akurat zwróciłam uwagę na jedną która była w ciąży. Siedziała zestresowana, może boi się o dziecko?
-Przepraszam...
Mówiła do mnie jakaś pielęgniarka.
-Pani do ginekologa?-spytała.
-Nie czekam na koleżankę.
-Marnie coś pani wygląda.
-C-co? Czuję sie świetnie.
-Niech pani pójdzie ze mną, proszę.
-N-no dobrze.
<dwie godziny później>
Stałam razem z Sanghee w windzie. Byłam zestresowana i wkurzona.
Gdy weszłyśmy do salonu siedzieli tam praktycznie wszyscy. Widziałam Kiseopa. Rozmawiał z Aronem co było dosyć dziwne.
-Sanghee kotku-uśmiechnął się Minhyun- i jak było?
-Dla mnie dobrze...gorzej z Kanon.
Wtedy wszyscy spojrzeli na mnie oraz JR. Nie widziałam go od zerwania, unikał mnie, a ja jego.
-Kanon co się stało?-spytał Kiseop.
Podałam Kiseopowi trzęsącą się ręką akta od doktora. Zdziwił się lekko i zaczął czytać. Po jakimś czasie zbladł.
-To na pewno twoje?
Pokiwałam głową czując, że zaraz się rozryczę.
-Co się dzieje? Czyżbyś zachorowała na...-mówił JR.
-Jonghyun zamknij się!-krzyknął Aron- Zachowuj się normalnie, a nie jak jakiś potwór.
Chłopak tylko prychnął i spojrzał sie wkurzony na mnie. Jak ja go nienawidzę, a teraz jeszcze bardziej go nienawidzę. Nie chcę go w swoim życiu.
-No to co się stało?-spytał Minhyun.
-Kanon-powiedział cicho Kiseop-jest w ciąży.
Wtedy wszyscy zaczęli nam gratulować. Mówić, że ja i Kiseop będziemy wspaniałymi rodzicami, a ja chciałam tylko się wydzierać ze złości. Mój chłopak był blady...pewnie wiedział to samo co ja.
-A myślałam, ze już seksu nie uprawiacie!-krzyknęła wesoła Sanghee.
-Bo my tego nie robiliśmy-powiedział cicho i jakże smutno Seop.
-Zaraz....-odparł Ren-to kto jest ojcem dziecka?
Rozpłakałam się. Kiseop przytulił mnie mocno...a ja mogłam tylko spanikowana się trzęść i płakać. Zanim zamknęłam sie w sobie wydusiłam te imię...imię ojca dziecka....a wszyscy byli zdziwieni.
-Jonghyun-powiedziałam cicho.
The End...?
niedziela, 7 września 2014
Brak
Witam....to nie jest żaden rozdział czy coś. Chciałam napisać to ponieważ ostatnio wydarzył się tragiczny wypadek. Pewnie każdy wie co się wydarzyło z Ladies Code?
Jest mi niezmiernie smutno. Dalej nie wierze, że EunB i Rise nie żyją! Były takie piękne, młode i utalentowane. Współczuje ich fanom oraz rodzinie. Oby tam w niebie lub gdziekolwiek pójdą były szczęśliwe i były razem by się wspierać. Proszę was byście mogli się czasem pomodlić. Jako fanka odczuwam dużą stratę już nigdy Ladies Code nie będą takie jak kiedyś :( Wspierajmy je! Kochajmy! Pokażmy, że łączymy się z nimi ból.
Zapamiętajmy je jako roześmiane i piękne istoty <3
Rise
EunB
Jest mi niezmiernie smutno. Dalej nie wierze, że EunB i Rise nie żyją! Były takie piękne, młode i utalentowane. Współczuje ich fanom oraz rodzinie. Oby tam w niebie lub gdziekolwiek pójdą były szczęśliwe i były razem by się wspierać. Proszę was byście mogli się czasem pomodlić. Jako fanka odczuwam dużą stratę już nigdy Ladies Code nie będą takie jak kiedyś :( Wspierajmy je! Kochajmy! Pokażmy, że łączymy się z nimi ból.
Zapamiętajmy je jako roześmiane i piękne istoty <3
Rise
EunB
sobota, 23 sierpnia 2014
Rozdział 66
<narracja Kanon>
Stałam przed drzwiami domku chłopców z U-kiss. Westchnęłam. Będzie dobrze.
-O Kanon co tu tak stoisz?
-Kevin?
Spojrzałam się na blondyna, który właśnie wracał z pomostu.
-Szłaś do Kiseopa? Jest akurat na pomoście jakiś nie w humorze.
-Um...wiesz po prostu Minhyun przyjechał chyba Sanghee się z nim pogodziła więc chciałam im dać troche czasu dla siebie-powiedziałam to bardzo szybko.
-Aha...-uśmiechnął się lekko- jak chcesz możesz ze mną posiedzieć.
-Dziękuję Kevin.
Poszłam za nim do domku. Grzecznie usiadłam w małym saloniku i wpatrywałam się w ogień.
-Kiseop mi mówił wszystko-odparł Kevin podając mi herbatę.
-O czym konkretnie?
-O tym, że zerwałaś z JR'em. Wreszcie zauważyłaś naszego przyjaciela...
-Kevin to nie tak...ja po prostu nie zauważam jak komuś sie podobam, a Kiseop jest nieśmiały więc...to tym bardziej.
-No rozumiem...masz jakiś plan?
Byłam zdziwiona tym pytaniem. Jaki znowu plan?
-Jaki plan?-spytałam.
-Normalny.
-Co..?
-Eh nie ważne. Po prostu pogadaj z Kiseopem. Nie wchodźcie za szybko w związek bo okaże się, że przyjaźń była lepsza od tego.
Wstałam powoli.
-Masz racje idę z nim pogadać!
-Tak trzymaj!
Kevin uśmiechnął się do mnie słodko, a ja uciekłam na pomost. To co zrobię będzie całkowicie szalone!
<narracja Sanghee>
-Przepraszam cię...jeszcze raz.
Odchyliłam lekko głowę w tył i ucałowałam Minhyuna w policzek. Siedzieliśmy objęci na moim łóżku i cieszyliśmy się swoja obecnością.
-Nie przepraszaj. Mówiłam ci już.
-Kto by pomyślał, że to wszystko przez JR'a.
-Nie rozmawiajmy o nim...rozmawiajmy o nas.
-Masz całkowitą rację.
Pocałował mnie w szyję i splótł nasze palce razem kładąc na moim brzuchu.
-Kiedyś jak dobrze pójdzie zostaniesz matką naszych dzieci.
-Ty tak serio?
-Serio skarbie...chcę z tobą założyć kiedyś rodzinę. Ale teraz jest za szybko sama rozumiesz. Jesteś młoda ja też mamy swoje ambicję nie chcę byś przez dziecko straciła lata wolności.
-Minhyun...-szepnęłam wzruszona-jesteś strasznie i to strasznie kochany.
-Dzięki tobie Sanghee....to ty dajesz mi siłę.
<narracja Kanon>
Weszłam na pomost widząc, że Kiseop stoi, a nikt go nie osłania. To co zrobię będzie moim największym głupstwem. Ale jeśli mnie lubi to wybaczy to co właśnie odwalę.
-Kiseop!-krzyknęłam podbiegając do niego.
Spojrzał się na mnie zdziwiony.
-Ej czemu ona tak pędzi?
Usłyszałam głos Soohyuna i wtedy wleciałam na Kiseopa wpadając z nim razem do jeziora.
Zaczęłam się śmiać jak głupia, a on jak oczekiwałam śmiał się ze mną.
-Zwariowałaś!
-Ej dla nikogo innego bym nie skoczyła w wodę!
-Kanon!-zaśmiał się i przytulił mnie do siebie-Chodźmy bo się przęziebimy.
-Czyli...nie jesteś obrażony?
-Nie-uśmiechnął się szeroko- nie potrafiłbym.
Pocałował mnie w czółko.
-Wychodźmy już.
Stałam przed drzwiami domku chłopców z U-kiss. Westchnęłam. Będzie dobrze.
-O Kanon co tu tak stoisz?
-Kevin?
Spojrzałam się na blondyna, który właśnie wracał z pomostu.
-Szłaś do Kiseopa? Jest akurat na pomoście jakiś nie w humorze.
-Um...wiesz po prostu Minhyun przyjechał chyba Sanghee się z nim pogodziła więc chciałam im dać troche czasu dla siebie-powiedziałam to bardzo szybko.
-Aha...-uśmiechnął się lekko- jak chcesz możesz ze mną posiedzieć.
-Dziękuję Kevin.
Poszłam za nim do domku. Grzecznie usiadłam w małym saloniku i wpatrywałam się w ogień.
-Kiseop mi mówił wszystko-odparł Kevin podając mi herbatę.
-O czym konkretnie?
-O tym, że zerwałaś z JR'em. Wreszcie zauważyłaś naszego przyjaciela...
-Kevin to nie tak...ja po prostu nie zauważam jak komuś sie podobam, a Kiseop jest nieśmiały więc...to tym bardziej.
-No rozumiem...masz jakiś plan?
Byłam zdziwiona tym pytaniem. Jaki znowu plan?
-Jaki plan?-spytałam.
-Normalny.
-Co..?
-Eh nie ważne. Po prostu pogadaj z Kiseopem. Nie wchodźcie za szybko w związek bo okaże się, że przyjaźń była lepsza od tego.
Wstałam powoli.
-Masz racje idę z nim pogadać!
-Tak trzymaj!
Kevin uśmiechnął się do mnie słodko, a ja uciekłam na pomost. To co zrobię będzie całkowicie szalone!
<narracja Sanghee>
-Przepraszam cię...jeszcze raz.
Odchyliłam lekko głowę w tył i ucałowałam Minhyuna w policzek. Siedzieliśmy objęci na moim łóżku i cieszyliśmy się swoja obecnością.
-Nie przepraszaj. Mówiłam ci już.
-Kto by pomyślał, że to wszystko przez JR'a.
-Nie rozmawiajmy o nim...rozmawiajmy o nas.
-Masz całkowitą rację.
Pocałował mnie w szyję i splótł nasze palce razem kładąc na moim brzuchu.
-Kiedyś jak dobrze pójdzie zostaniesz matką naszych dzieci.
-Ty tak serio?
-Serio skarbie...chcę z tobą założyć kiedyś rodzinę. Ale teraz jest za szybko sama rozumiesz. Jesteś młoda ja też mamy swoje ambicję nie chcę byś przez dziecko straciła lata wolności.
-Minhyun...-szepnęłam wzruszona-jesteś strasznie i to strasznie kochany.
-Dzięki tobie Sanghee....to ty dajesz mi siłę.
<narracja Kanon>
Weszłam na pomost widząc, że Kiseop stoi, a nikt go nie osłania. To co zrobię będzie moim największym głupstwem. Ale jeśli mnie lubi to wybaczy to co właśnie odwalę.
-Kiseop!-krzyknęłam podbiegając do niego.
Spojrzał się na mnie zdziwiony.
-Ej czemu ona tak pędzi?
Usłyszałam głos Soohyuna i wtedy wleciałam na Kiseopa wpadając z nim razem do jeziora.
Zaczęłam się śmiać jak głupia, a on jak oczekiwałam śmiał się ze mną.
-Zwariowałaś!
-Ej dla nikogo innego bym nie skoczyła w wodę!
-Kanon!-zaśmiał się i przytulił mnie do siebie-Chodźmy bo się przęziebimy.
-Czyli...nie jesteś obrażony?
-Nie-uśmiechnął się szeroko- nie potrafiłbym.
Pocałował mnie w czółko.
-Wychodźmy już.
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Rozdział 65
Weszłam powoli do naszego domku przybita i zaryczana. Sanghee leżała na łóżku i patrzyła się z tęsknotą na telefon.
-CO się stało?
-JR tu był-wytarłam łzy i usiadłam naprzeciwko niej- okazuje się, że on powiedział Minhyunowi te bajeczki.
-Że co?!
-Pamiętasz jak sobie żartowaliśmy z nich? Usłyszał to i myślał, że to naprawdę -wytarłam łzy ręką- zerwałam z nim...mam go dość!
-Przykro mi.
Przytuliła się do mnie mocno. Już nie pamiętałam o czym dalej rozmawiałyśmy. Nie miałam na to sił i szybko zasnęłam.
<rano>
Obudziłam się w południe. Sanghee jak zauważyłam przez okno siedziała na pomoście uśmiechając się. Rozmawiała z kimś przez telefon pewnie z Minhyunem. Dobrze, że chociaż jej się układa.
-Kanon...
Siedziałam w piżamie i to strasznie krótkiej piżamie, a tu nagle Kiseop wszedł. Gdy spojrzał się na mnie strzelił buraka.
-Sanghee mówiła, że zerwałaś z Jonghyunem.
-Tak-pociągnęłam nosem.
-Ej nie płacz...twoje oczy i tak są czerwone nosek zresztą też.
Usiadł obok mnie i pocałował w polik. Poczułam się lepiej i wtedy dotarło do mnie, że Kevin mówił i Kiseopie.
-Kiseop...
-Tak?-uśmiechnął się lekko.
-Zawsze byłeś przy mnie-spojrzałam się na niego- i...ym...kochasz mnie?
Był zaskoczony moim pytaniem i znowu się zarumienił.
-Bo widzisz...przez Jonghyuna byłam zaślepiona, to ty się mną opiekowałeś i nie byłem taki nadpobudliwy.
-Kanon ja...musisz to przemyśleć. Nie powinnaś robić nic na pośpiech.
Wstał, a ja złapałam go za nadgarstek. Patrzył mi się w oczy...miał taki wyraz jakby cierpiał katusze.
-Odpowiesz mi?
-Tak, Kanon. Kocham cię.
Puściłam go, a on poszedł do siebie. Od razu wzięłam poduszkę i zaczęłam płakać do niej.
Wtedy niespodziewanie wparował do pokoju Minhyun z kwiatami.
-Sanghee!
-Jest na pomoście..-powiedziałam zachrypniętym głosem.
-A tobie co jest?
-Nie ważne idź do niej...jak ją zranisz to cię utopię...nie żartuje.
-Dobrze-powiedział poważnie i pobiegł na pomost.
Patrzyłam się przez okno na to wydarzenie.
<narracja Sanghee>
Patrzyłam się w jezioro takie piękne. Minhyun zadzwonił do mnie i powiedział, że chce mnie przeprosić. Powinienem zrobić to normalnie a nie przez telefon. Ach ci chłopcy.
-Sanghee przepraszam, że z tobą zerwałem...przyniosłem te kwiaty na znak mojej miłości do ciebie.
Gdy zobaczyłam uśmiechniętego Minhyuna w garniturze z kwiatami w ręku myślałam, że padnę. Ale on romantyczny.
-Będziesz znowu damą mego serca?
-Jasne, że tak!
Pocałowałam go, a następnie przytuliłam się do niego. Tak za nim tęskniłam. Nie musiałam mu mówić on czuł to samo co ja.
< znowu do narracji Kanon>
Uśmiechnęłam się lekko na ich widok. Też powinnam coś z tym zrobić. Ubiorę się i pogadam z Kiseopem, zresztą pewnie będą chcieli oboje mieć dla siebie pokój.
Czas zapomnieć o Jonghyunie...
-CO się stało?
-JR tu był-wytarłam łzy i usiadłam naprzeciwko niej- okazuje się, że on powiedział Minhyunowi te bajeczki.
-Że co?!
-Pamiętasz jak sobie żartowaliśmy z nich? Usłyszał to i myślał, że to naprawdę -wytarłam łzy ręką- zerwałam z nim...mam go dość!
-Przykro mi.
Przytuliła się do mnie mocno. Już nie pamiętałam o czym dalej rozmawiałyśmy. Nie miałam na to sił i szybko zasnęłam.
<rano>
Obudziłam się w południe. Sanghee jak zauważyłam przez okno siedziała na pomoście uśmiechając się. Rozmawiała z kimś przez telefon pewnie z Minhyunem. Dobrze, że chociaż jej się układa.
-Kanon...
Siedziałam w piżamie i to strasznie krótkiej piżamie, a tu nagle Kiseop wszedł. Gdy spojrzał się na mnie strzelił buraka.
-Sanghee mówiła, że zerwałaś z Jonghyunem.
-Tak-pociągnęłam nosem.
-Ej nie płacz...twoje oczy i tak są czerwone nosek zresztą też.
Usiadł obok mnie i pocałował w polik. Poczułam się lepiej i wtedy dotarło do mnie, że Kevin mówił i Kiseopie.
-Kiseop...
-Tak?-uśmiechnął się lekko.
-Zawsze byłeś przy mnie-spojrzałam się na niego- i...ym...kochasz mnie?
Był zaskoczony moim pytaniem i znowu się zarumienił.
-Bo widzisz...przez Jonghyuna byłam zaślepiona, to ty się mną opiekowałeś i nie byłem taki nadpobudliwy.
-Kanon ja...musisz to przemyśleć. Nie powinnaś robić nic na pośpiech.
Wstał, a ja złapałam go za nadgarstek. Patrzył mi się w oczy...miał taki wyraz jakby cierpiał katusze.
-Odpowiesz mi?
-Tak, Kanon. Kocham cię.
Puściłam go, a on poszedł do siebie. Od razu wzięłam poduszkę i zaczęłam płakać do niej.
Wtedy niespodziewanie wparował do pokoju Minhyun z kwiatami.
-Sanghee!
-Jest na pomoście..-powiedziałam zachrypniętym głosem.
-A tobie co jest?
-Nie ważne idź do niej...jak ją zranisz to cię utopię...nie żartuje.
-Dobrze-powiedział poważnie i pobiegł na pomost.
Patrzyłam się przez okno na to wydarzenie.
<narracja Sanghee>
Patrzyłam się w jezioro takie piękne. Minhyun zadzwonił do mnie i powiedział, że chce mnie przeprosić. Powinienem zrobić to normalnie a nie przez telefon. Ach ci chłopcy.
-Sanghee przepraszam, że z tobą zerwałem...przyniosłem te kwiaty na znak mojej miłości do ciebie.
Gdy zobaczyłam uśmiechniętego Minhyuna w garniturze z kwiatami w ręku myślałam, że padnę. Ale on romantyczny.
-Będziesz znowu damą mego serca?
-Jasne, że tak!
Pocałowałam go, a następnie przytuliłam się do niego. Tak za nim tęskniłam. Nie musiałam mu mówić on czuł to samo co ja.
< znowu do narracji Kanon>
Uśmiechnęłam się lekko na ich widok. Też powinnam coś z tym zrobić. Ubiorę się i pogadam z Kiseopem, zresztą pewnie będą chcieli oboje mieć dla siebie pokój.
Czas zapomnieć o Jonghyunie...
wtorek, 5 sierpnia 2014
Rozdział 64
<narracja Kanon>
Siedziałam w autobusie razem z Sanghee. Czekałyśmy na resztę chłopców by w końcu pojechechać nad te jezioro.
Kiseop usiadł przede mną i uśmiechnął się do mnie.
-Wyspana?-spytał.
-Niezbyt-ziewnęłam odruchowo.
-Zaraz wyruszamy!-powiedziała podekscytowana Sanghee- i będzie relaks...
-Mamy szczęście bo akurat będzie ładna pogoda, Sanghee kotku-odparł Sehun siadając za nami- mam nadzieję, ze dasz się umówić na randkę.
-Chyba śnisz...
-Śnię zawsze o tobie kotku...
-Dobra!-wstałam powoli i walnęłam go czapką w głowę-idź już psik!
-A co ja kot?
-No raczej-odparł Kiseop- taki natrętny.
-I taki nieumyty-parsknęła śmiechem Sanghee.
Chłopak zrobił się czerwony na twarzy i uciekł szybko do swoich hyungów.
-Boże czy on się nie odwali nigdy?-spytała mnie przyjaciółka.
-Wiesz...raczej nigdy.
-Kanon...-odparł Kevin podchodząc do nas- możesz wyjść ze mną na chwilkę?
-Tak jasne.
Poszłam powoli za nim próbując nie obijać się o fotele w autobusie. Wystrzelił jak z procy i dopiero co po minucie gdy wyszłam z autobusu go zobaczyłam. Stał obok swojego menadżera.
-Dzień dobry...
Uśmiechnął się do mnie promiennie. Wyglądał na miłego.
-Ty jesteś Kanon?
-Tak...
-Chciałem się ciebie zapytać czy nie zechciałabyś zaśpiewać z U-kiss piosenki, dodatkowo duet z Kevinem.
-Mówi pan serio?
-Oczywiście, musisz się tylko zgodzić. Potem spytamy się o to prezesa wytwórni, damy ci kontrakt i zacznie się dużo pracy.
-Kanon, zgódź się! Wspaniale śpiewasz!
Patrzyłam się lekko oszołomiona. Właśnie dostałam dużą szansę by wystąpić z chłopakami.
-Tak czemu by nie ale dlaczego pytacie sie o to teraz?
-No widzisz-zaczął mówić menadżer- jedziecie na kilka tygodni i no cóż wolimy wiedzieć to wcześniej i dać ten pomysł od razu do prezesa, a pewnie to trochę zajmie zanim rozpatrzy ten pomysł.
-Aha...no rozumiem. Zgadzam się.
Kevin od razu mnie przytulił mocno z uśmiechem.
-Będzie się fajnie nam współpracowało.
-Mam taką nadzieję, a teraz wybaczcie muszę wrócić do mojej przyjaciółki.
Obdarzyli mnie tylko swym uśmiechem, a ja weszłam powoli do autobusu. Od razu rzuciła mi się w oczy zapłakana twarz Sanghee...wtuloną w Sehuna?!
Podbiegłam do nich szybko. CO ten zboczeniec chciał jej zrobić! Od razu odepchnęłam go na bok.
-Odwal sie od niej..
-Ale...
-..nie ma żadnego ale! Wypad!
Usiadłam na swoim miejscu i ją mocno przytuliłam.
-CO się stało?
Podała mi powoli swój telefon. Nie wiedziałam o co jej chodziło ale włączyła mi sms od Minhyuna. Co on jej zrobił?
-Czytaj na głos..-powiedziała smutno.
-Dowiedziałem się wszystkiego. Jakie masz o mnie zdanie. Jak mogłem być taki głupi, że nie zauważyłem twojej fałszywości. Z nami koniec-spojrzałam się na nią wystraszona- ale...jak to?
-Spytałam się niego o co mu chodzi-pociągnęła nosem- ale on powiedział, że mi nie powie!
-No już już.
Przytuliłam ją mocno. Jak ten drań tak mógł.
-Ej koniec z facetami! Miej go w nosie! Jesteśmy na ,,wakacjach'' zapomnij o nim, a gdy wrócimy to dasz mu popalić.
-Ale no...
-Nie ma żadnego no! Dawaj telefon usuwam jego numer z twoich kontaktów! Zablokuje go nawet! Zapomnij o nim przez ten czas.
<tydzień później>
-Co robicie?
Podeszłam powoli do chłopców z U-kiss.
-Łowimy ryby! Chcesz z nami?-spytał uśmiechnięty Eli.
Spojrzałam się na robaki i tak jakoś mnie zemdliło.
-Kanon co ci?
Pobiegłam szybko do swojego domku i wparowałam do łazienki wymiotując do toalety.
-Oj co ci jest?
Sanghee podeszła do mnie i pogłaskała mnie po plecach. Uśmiechnęłam się słabo.
-To chyba przez widok tych robaków.
-No jak już mówisz o widokach to wiedz że większa populacja chłopców z EXO chodzi na gołych klatach w ciasnych szortach obok naszego domku.
-Kto konkretnie?-przemyłam twarz i zaczęłam myć zęby by pozbyć się smaku wymiocin z buzi.
-No oczywiście że Sehun i Kris ale też reszta chłopców przechodzi ale tamci najczęściej.
-Mają tupet....idziemy się pokąpać?
-Jasne!
Podeszłam do szuflady i wyjęłam z niej kąpielówki.
-Neonowy róż?-powiedziała Sanghee zszokowana-Serio?
-EJ...jesteśmy na wakacjach co tu się wydarzy nie musi usłyszeć światło dzienne.
Zaśmiała się.
-Od kiedy ty masz taki szatański umysł?
-Od jakiegoś czasu, a więc-wyjęłam dwa staniczki z falbankami-neonowy zieleń czy róż?
-A w sumie daj zielony!
-Dobry wybór...
Sanghee wzięła ode mnie strój i przebrała się w łazience natomiast ja patrzyłam się przez okno z uśmiechem. Mam już szatański plan jak zdenerwować Sehuna by się odwalił od nas.
-No ja nwm...
-Czego?-spojrzałam się na Sanghee.
Wyglądała seksownie i to mówię ja dziewczyna co dopiero chłopcy pomyślą.
-Wspaniale wyglądasz! Seksownie!
-No ale..
-Nie ma żadnego ale! Idziemy!
-A twój strój?
-Mam go już pod spodem-uśmiechnęłam sie do nie- weź załóż jakąś sukienkę...rozbierzemy się potem.
-No um dobra...jesteś szalona.
-Tak wiem.
<nad jeziorem>
Siedziałyśmy na pomoście mocząc nogi. Sehun przyglądał się nam jakoś dziwacznie.
-Czemu tak siedzimy w tych sukienkach?-spytała moja przyjaciółka.
-Musimy poczekać aż nam zaproponują wspólną kąpiel.
-Ale to potrwa!!!
-Hej dziewczyny-odparł Kris podchodząc do nas z Sehunem-macie ochotę się z nami pokąpać? Jesteście tutaj samiuteńkie więc tak sobie pomyśleliśmy.
-Jasne-uśmiechnęłam się uroczo- wskakujcie będziemy za wami.
Oboje popatrzyli się raz to na siebie raz na nas i wskoczyli do wody.
-Wskakujecie?
Pokiwałam powoli głową i ściągnęłam swoją sukienkę.
-Sanghee pomóc ci?-spytałam.
-Nie dzięki dam radę.
Weszłam powoli do wody widziałam jak się gapili na nas z otwartymi ustami.
-Pływamy?
-J-jasne....
<wieczorem>
Patrzyłam się w lampki odbijające sie w tafli wody. Myślami uciekłam tak daleko, że nie zauważyłam Kevina który usiadł obok mnie.
-Widzę, że nieźle się bawiłyście.
-Tak-zaśmiałam sie cicho- jaka była ich reakcja?
-Ich? Wszyscy się na was patrzyli...na serio. Kanon...
-Tak?
Odwróciłam się w jego stronę, a on mnie pocałował delikatnie.
-Kevin...
-Wybacz nie powinienem był. Mój przyjaciel ciebie kocha, a nie mogę cię jemu odebrać.
-Mówisz o JR'e?
-Nie..
-To o kim?
-Nie ważne!
Poszedł. Wstał i poszedł szybko pomostem przed siebie. Chciałam biec za nim popytać sie o co chodzi ale zatrzymał mnie Sehun. Dalej miał na sobie te obścisłe kąpielowy.
-Ej gdzie ty lecisz...
-A ty nie z Sanghee?
-Odprowadziłem ją do domku, a teraz przyszedłem po ciebie-położył swoje ciepłe ręcę na moich biodrach.
-Ale...
-CI...wiem, że bawisz sie tylko w taką niedostępną.
- I co jeszcze?
-Pocałuj mnie.
Nie zdążył nic zrobić gdy jakaś ciemna postać rzuciła go do jeziora. Patrzyłam z paniką na Sehuna. Bałam się, że sie utopi ale jednak wyszedł na brzeg.
-CO ty z nim robisz?!
-JR!
Co on tu do licha robił?!
-Romansujesz sobie?! Myślisz, że nie wiedziałem o tym!1
-Ej wyluzuj co ty tu robisz!
-Przyjechałem pogadać z tobą...-spojrzał się na mój strój kąpielowy-...widzę, że ci w czymś przeszkodziłem!
-Wyluzuj! Co chcesz ode mnie!
-Pogadać! Czemu gadałaś o mnie z Sanghee te głupstwa! Jestem wściekły, że jesteś taka fałszywa! Minhyun napisał do niej ale wolałem to powiedzieć ci osobiście! Tłumacz się!
-Ale o co ci chodzi!
-Słyszałem was! Jak gadałyście o nas!
-Zaraz...to było wtedy...żartowałyśmy!
-Już w to uwierzę!
-Czekaj...powiedziałeś to Minhyunowi!? Jesteś mądry?! Zniszczyłeś ich związek!
-Ona go zniszczyła!
-Mam ciebie dosyć!
-Tłumacz się!-wrzasnął na mnie głośno.
Spojrzałam się na niego smutno. Zrozumiałam jakim on jest człowiekiem.
-Jonghyun-szepnęłam.
-CO!
-Z nami koniec...
Patrzył się wmurowany we mnie, a ja olałam go. Poszłam do domku wycierając po drodze moje łzy.
Wybaczcie ale problemy z internetem mnie dobijają. Odzyskałam poniekąd neta więc znowu mogę pisać posty <3
Siedziałam w autobusie razem z Sanghee. Czekałyśmy na resztę chłopców by w końcu pojechechać nad te jezioro.
Kiseop usiadł przede mną i uśmiechnął się do mnie.
-Wyspana?-spytał.
-Niezbyt-ziewnęłam odruchowo.
-Zaraz wyruszamy!-powiedziała podekscytowana Sanghee- i będzie relaks...
-Mamy szczęście bo akurat będzie ładna pogoda, Sanghee kotku-odparł Sehun siadając za nami- mam nadzieję, ze dasz się umówić na randkę.
-Chyba śnisz...
-Śnię zawsze o tobie kotku...
-Dobra!-wstałam powoli i walnęłam go czapką w głowę-idź już psik!
-A co ja kot?
-No raczej-odparł Kiseop- taki natrętny.
-I taki nieumyty-parsknęła śmiechem Sanghee.
Chłopak zrobił się czerwony na twarzy i uciekł szybko do swoich hyungów.
-Boże czy on się nie odwali nigdy?-spytała mnie przyjaciółka.
-Wiesz...raczej nigdy.
-Kanon...-odparł Kevin podchodząc do nas- możesz wyjść ze mną na chwilkę?
-Tak jasne.
Poszłam powoli za nim próbując nie obijać się o fotele w autobusie. Wystrzelił jak z procy i dopiero co po minucie gdy wyszłam z autobusu go zobaczyłam. Stał obok swojego menadżera.
-Dzień dobry...
Uśmiechnął się do mnie promiennie. Wyglądał na miłego.
-Ty jesteś Kanon?
-Tak...
-Chciałem się ciebie zapytać czy nie zechciałabyś zaśpiewać z U-kiss piosenki, dodatkowo duet z Kevinem.
-Mówi pan serio?
-Oczywiście, musisz się tylko zgodzić. Potem spytamy się o to prezesa wytwórni, damy ci kontrakt i zacznie się dużo pracy.
-Kanon, zgódź się! Wspaniale śpiewasz!
Patrzyłam się lekko oszołomiona. Właśnie dostałam dużą szansę by wystąpić z chłopakami.
-Tak czemu by nie ale dlaczego pytacie sie o to teraz?
-No widzisz-zaczął mówić menadżer- jedziecie na kilka tygodni i no cóż wolimy wiedzieć to wcześniej i dać ten pomysł od razu do prezesa, a pewnie to trochę zajmie zanim rozpatrzy ten pomysł.
-Aha...no rozumiem. Zgadzam się.
Kevin od razu mnie przytulił mocno z uśmiechem.
-Będzie się fajnie nam współpracowało.
-Mam taką nadzieję, a teraz wybaczcie muszę wrócić do mojej przyjaciółki.
Obdarzyli mnie tylko swym uśmiechem, a ja weszłam powoli do autobusu. Od razu rzuciła mi się w oczy zapłakana twarz Sanghee...wtuloną w Sehuna?!
Podbiegłam do nich szybko. CO ten zboczeniec chciał jej zrobić! Od razu odepchnęłam go na bok.
-Odwal sie od niej..
-Ale...
-..nie ma żadnego ale! Wypad!
Usiadłam na swoim miejscu i ją mocno przytuliłam.
-CO się stało?
Podała mi powoli swój telefon. Nie wiedziałam o co jej chodziło ale włączyła mi sms od Minhyuna. Co on jej zrobił?
-Czytaj na głos..-powiedziała smutno.
-Dowiedziałem się wszystkiego. Jakie masz o mnie zdanie. Jak mogłem być taki głupi, że nie zauważyłem twojej fałszywości. Z nami koniec-spojrzałam się na nią wystraszona- ale...jak to?
-Spytałam się niego o co mu chodzi-pociągnęła nosem- ale on powiedział, że mi nie powie!
-No już już.
Przytuliłam ją mocno. Jak ten drań tak mógł.
-Ej koniec z facetami! Miej go w nosie! Jesteśmy na ,,wakacjach'' zapomnij o nim, a gdy wrócimy to dasz mu popalić.
-Ale no...
-Nie ma żadnego no! Dawaj telefon usuwam jego numer z twoich kontaktów! Zablokuje go nawet! Zapomnij o nim przez ten czas.
<tydzień później>
-Co robicie?
Podeszłam powoli do chłopców z U-kiss.
-Łowimy ryby! Chcesz z nami?-spytał uśmiechnięty Eli.
Spojrzałam się na robaki i tak jakoś mnie zemdliło.
-Kanon co ci?
Pobiegłam szybko do swojego domku i wparowałam do łazienki wymiotując do toalety.
-Oj co ci jest?
Sanghee podeszła do mnie i pogłaskała mnie po plecach. Uśmiechnęłam się słabo.
-To chyba przez widok tych robaków.
-No jak już mówisz o widokach to wiedz że większa populacja chłopców z EXO chodzi na gołych klatach w ciasnych szortach obok naszego domku.
-Kto konkretnie?-przemyłam twarz i zaczęłam myć zęby by pozbyć się smaku wymiocin z buzi.
-No oczywiście że Sehun i Kris ale też reszta chłopców przechodzi ale tamci najczęściej.
-Mają tupet....idziemy się pokąpać?
-Jasne!
Podeszłam do szuflady i wyjęłam z niej kąpielówki.
-Neonowy róż?-powiedziała Sanghee zszokowana-Serio?
-EJ...jesteśmy na wakacjach co tu się wydarzy nie musi usłyszeć światło dzienne.
Zaśmiała się.
-Od kiedy ty masz taki szatański umysł?
-Od jakiegoś czasu, a więc-wyjęłam dwa staniczki z falbankami-neonowy zieleń czy róż?
-A w sumie daj zielony!
-Dobry wybór...
Sanghee wzięła ode mnie strój i przebrała się w łazience natomiast ja patrzyłam się przez okno z uśmiechem. Mam już szatański plan jak zdenerwować Sehuna by się odwalił od nas.
-No ja nwm...
-Czego?-spojrzałam się na Sanghee.
Wyglądała seksownie i to mówię ja dziewczyna co dopiero chłopcy pomyślą.
-Wspaniale wyglądasz! Seksownie!
-No ale..
-Nie ma żadnego ale! Idziemy!
-A twój strój?
-Mam go już pod spodem-uśmiechnęłam sie do nie- weź załóż jakąś sukienkę...rozbierzemy się potem.
-No um dobra...jesteś szalona.
-Tak wiem.
<nad jeziorem>
Siedziałyśmy na pomoście mocząc nogi. Sehun przyglądał się nam jakoś dziwacznie.
-Czemu tak siedzimy w tych sukienkach?-spytała moja przyjaciółka.
-Musimy poczekać aż nam zaproponują wspólną kąpiel.
-Ale to potrwa!!!
-Hej dziewczyny-odparł Kris podchodząc do nas z Sehunem-macie ochotę się z nami pokąpać? Jesteście tutaj samiuteńkie więc tak sobie pomyśleliśmy.
-Jasne-uśmiechnęłam się uroczo- wskakujcie będziemy za wami.
Oboje popatrzyli się raz to na siebie raz na nas i wskoczyli do wody.
-Wskakujecie?
Pokiwałam powoli głową i ściągnęłam swoją sukienkę.
-Sanghee pomóc ci?-spytałam.
-Nie dzięki dam radę.
Weszłam powoli do wody widziałam jak się gapili na nas z otwartymi ustami.
-Pływamy?
-J-jasne....
<wieczorem>
Patrzyłam się w lampki odbijające sie w tafli wody. Myślami uciekłam tak daleko, że nie zauważyłam Kevina który usiadł obok mnie.
-Widzę, że nieźle się bawiłyście.
-Tak-zaśmiałam sie cicho- jaka była ich reakcja?
-Ich? Wszyscy się na was patrzyli...na serio. Kanon...
-Tak?
Odwróciłam się w jego stronę, a on mnie pocałował delikatnie.
-Kevin...
-Wybacz nie powinienem był. Mój przyjaciel ciebie kocha, a nie mogę cię jemu odebrać.
-Mówisz o JR'e?
-Nie..
-To o kim?
-Nie ważne!
Poszedł. Wstał i poszedł szybko pomostem przed siebie. Chciałam biec za nim popytać sie o co chodzi ale zatrzymał mnie Sehun. Dalej miał na sobie te obścisłe kąpielowy.
-Ej gdzie ty lecisz...
-A ty nie z Sanghee?
-Odprowadziłem ją do domku, a teraz przyszedłem po ciebie-położył swoje ciepłe ręcę na moich biodrach.
-Ale...
-CI...wiem, że bawisz sie tylko w taką niedostępną.
- I co jeszcze?
-Pocałuj mnie.
Nie zdążył nic zrobić gdy jakaś ciemna postać rzuciła go do jeziora. Patrzyłam z paniką na Sehuna. Bałam się, że sie utopi ale jednak wyszedł na brzeg.
-CO ty z nim robisz?!
-JR!
Co on tu do licha robił?!
-Romansujesz sobie?! Myślisz, że nie wiedziałem o tym!1
-Ej wyluzuj co ty tu robisz!
-Przyjechałem pogadać z tobą...-spojrzał się na mój strój kąpielowy-...widzę, że ci w czymś przeszkodziłem!
-Wyluzuj! Co chcesz ode mnie!
-Pogadać! Czemu gadałaś o mnie z Sanghee te głupstwa! Jestem wściekły, że jesteś taka fałszywa! Minhyun napisał do niej ale wolałem to powiedzieć ci osobiście! Tłumacz się!
-Ale o co ci chodzi!
-Słyszałem was! Jak gadałyście o nas!
-Zaraz...to było wtedy...żartowałyśmy!
-Już w to uwierzę!
-Czekaj...powiedziałeś to Minhyunowi!? Jesteś mądry?! Zniszczyłeś ich związek!
-Ona go zniszczyła!
-Mam ciebie dosyć!
-Tłumacz się!-wrzasnął na mnie głośno.
Spojrzałam się na niego smutno. Zrozumiałam jakim on jest człowiekiem.
-Jonghyun-szepnęłam.
-CO!
-Z nami koniec...
Patrzył się wmurowany we mnie, a ja olałam go. Poszłam do domku wycierając po drodze moje łzy.
Wybaczcie ale problemy z internetem mnie dobijają. Odzyskałam poniekąd neta więc znowu mogę pisać posty <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)

