Stwierdziłam kilka dni temu, że podzielę historie Kanon na kilka tomów by nie było zamieszania typu ,,rozdział 123'' więc to jest prolog drugiego tomu ^^ oczywiście nic się nie zmienia. Dziękuję za wcześniejsze komentarze jak i to że jesteście ze mną ^^ mam nadzieję, że będziecie aż do końca ♥♥♥
Minęły z dwa miesiące. Wszystko jakoś się ułożyło przez ten czas. JR jak i ja zaakceptowaliśmy, że będziemy mieć dziecko. Prawdopodobnie działo się podczas tej dyskoteki....tylko czemu ja i on nic nie pamiętaliśmy? To takie dosyć dziwne.
Z Kiseopem dalej jesteśmy razem. Nic mu to nie robi, że mam z innym dziecko raczej jest wesoły na myśl, że będzie drugim ojcem. Codziennie widzę go w pracy ponieważ nagrywam z U-kiss piosenki. Wydaliśmy już jeden album plus mam jeszcze zaśpiewać w duecie z Kevinem.
Można zatem uznać, że jestem już gwiazdą w Korei. Na koncertach ludzie krzyczą moje imię, ,,napadają'' na mnie fani i w sumie jest dobrze.
Co do reszty Aron i Ren są w dość zagadkowym położeniu. Starszy jak widać ma jakieś romanse do Evelyn. Co do Michu to wraca do domu by się uczyć, a Kira no cóż zostaje z nami ^^. Sakura z siostrą wróciły do domu. Chyba będą się bawić w YG. Tak więc w naszym ,,hotelu'' zostałam ja, Sanghee i Kira z naszej paczki oczywiście. Reszta wróci dopiero co za kilka miesięcy. Prawie bym zapomniała o Agacie! No więc Kevin się do niej zaleca Ren chyba też ale zawsze tego drugiego straszy dżdżownicami i innymi robaczkami. O i ostatnia rzecz! Właśnie! Nie zgadniecie z kim siedzę!
Uśmiechnęłam się uroczo do Changa. Dawno go już nie widziałam. Rzekomo był w Japonii u swojego kuzyna niejakiego Kamijo czy kim on tam jest.
-Słyszałem,że pod moją nieobecność zaczęłaś szaleć-rzekł popijając wino w kieliszku.
-Czy to źle? Pan przecież nie interesuje się innymi tylko mną...to dosyć dziwne.
Spojrzał się na mnie pustym wzrokiem i uśmiechnął się lekko.
-Gdzie moje maniery też chcesz wino?
-Ja...ja nie mogę pić.
-Czemu?
Tym razem patrzył się na mnie jakoś nieufnie. Coś podejrzewał? O ciąży i tak dość mało osób wiedziało.
-Po prostu nie mogę..po co zostałam wezwana?
-Jesteś zmęczona, dziwnie wyglądasz jakbyś była...w ciąży. W rzeczy samej-wstał z fotela i dolał sobie wina-rozpoznaje czy ktoś kłamie czy nie i to widać, że jesteś w ciąży. Pytanie kto jest ojcem dziecka.
-A więc...
-Chciałem ci pogratulować. Jesteś znana już w Japonii nawet w całej Azji niedługo podbijesz rynek Europy i Ameryki.
-Cieszę się ale...
-Proponuje ci zaśpiewanie z moim kuzynem. Nazywa się Kamijo ma z 39 lat i jest dosyć znanym j-rockowcem. Dlatego byś sobie podwyższyła sławę a Japonii co ty na to?
-Ym... no w sumie czemu nie!
-Świetnie! Przyjeżdża do mnie za tydzień pasuje ci?
-Tak oczywiście.
-To chłopczyk czy dziewczynka?
-J-ja jeszcze nie wiem. Za dwa tygodnie mam iść dopiero co na USG.
-Yhym...
Zamyślił się. Czemu on wchodzi mi w życie prywatne? Wielki Chang Woo, który jest jak góra lodowa. Ma wszystkich w nosie.
-Idziesz sama?
-Mam iść z Kiseopem...
-No rozumiem...
-Kanon!
Przyszedł powoli do salonu mój chłopak cały uśmiechnięty.
-Chodź skarbie idziemy do domciu.
-Do widzenia..-odparłam.
Chang nic nie odpowiedział. Usiadł tylko do fortepianu i zaczął grać jakąś smutną melodię.
-Jak tam maluszek?-spytał się Kiseop.
-Hah dobrze jest...nie martw się o mnie to dopiero drugi miesiąc.
-Ha! Nie prawda! To prawie trzeci miesiąc i USG. Zobaczymy maluszku czy jesteś chłopczykiem czy dziewczynką.
Pogładził mnie po brzuchu na co się roześmiałam. Taki nieśmiały, a jednak taki opiekuńczy i cudowny.
-No już juz bo mi sie tu rozkleisz-zaśmiałam się.
-W sumie cieszę się, że będziemy mieć maluszka. Nawet jeśli to dziecko JR'a.
Złapał mnie za rączkę uśmiechnięty i zaprowadził do swojego samochodu. Usiadłam na przodzie i patrzyłam się na drogę.
-Wiesz..-zaczął mówić- myślałem nad kupnem mieszkania.
-Jakiego?
-Dla nas...przydałby się w sumie dom! A mnie stać na piękny dom dla ciebie i maluszka.
-Kiseop jesteś na prawdę uroczy ale jest jeszcze czas.
-Wiem skarbie. O jesteśmy!
Wysiadłam powoli i razem z moim ukochanym szłam do hotelu. Zmierzaliśmy w stronę mojego pokoju i w salonie spotkaliśmy JR'a. Stał się dla mnie tylko troszkę milszy z powodu dziecka no ale chociaż coś.
-Kiedy jedziesz do lekarza?-spytał mnie.
-Za dwa tygodnie.
Był speszony. Patrzył się na podłogę. Znając jego coś chciał.
-M-mogę jechać z tobą i poznać płeć dziecka?
-Ym...jadę z Kiseopem no ale..
-Możesz jechać-odparł Seop z uśmiechem- to przecież twoje dziecko powinieneś wiedzieć.
-Dziękuję-powiedział juz mniej zestresowany.
Pamiętam jak im powiedziałam o ciąży. Jonghyun nie dowierzał. Miał w sumie racje też bym nie wierzyła no ale jednak. Omijaliśmy się ale zawsze jak mnie zobaczył pytał się jak jest z dzieckiem.
-Nad czym rozmyślasz?-spytał Kiseop.
-Nad niczym-uśmiechnęłam się do niego szeroko- to jak idziemy oglądać do mnie jakiś film?
-Jasne, że tak! Co teraz masz?
-A zobaczysz skarbie.
Pocałował mnie czule w główkę i poszliśmy do mojego pokoju.
środa, 10 września 2014
poniedziałek, 8 września 2014
Rozdział 67
<narracja Kanon>
Wróciliśmy z powrotem do miasta. Minął z tydzień i w tym czasie dużo się zdarzyło. Po pierwsze chodzę z Kiseopem. Jest taki kochany i tak dba o mnie ( <3) po prostu ideał faceta. Co się tyczy Sanghee pogodziła się z Minhyunem i zachowują się jakby zakochali się od nowa.
-Kanon...
Spojrzałam uśmiechnięta w stronę drzwi. Stał tam mój uroczy chłopak z bukietem róż.
-Gotowa?-spytał się.
-Tak jasne.
Wstałam i wzięłam sweterek. Mimo tego, że był lipiec czyli wakacje i te sprawy to i tak było dosyć chłodno.
-To super, że zaśpiewasz z nami.
-Zgodzę się skarbie.
Szliśmy powoli przez hall gdy nagle wpadła na mnie Sanghee.
-Kanon ważna sprawa!
-Co? Jaka?
Byłam lekko zdziwiona zachowaniem mojej przyjaciółki. Miała poważną minę.
-Pójdziesz ze mną do...ykhym...ginekologa?
-Czemu?
-Bo Minhyun jest zajęty! A ja muszę coś załatwić! No proszę no.
Spojrzałam sie na Kiseopa. Mieliśmy iść zjeść romantyczny obiad w jednej z najlepszych restauracji.
-Idź-powiedział uśmiechnięty- kiedy indziej pójdziemy na obiad.
-Dzięki skarbie.
Pocałowałam go czule w usta i poszłam powoli z Sanghee do tego ginekologa.
<w przychodni>
-A więc co tu chciałaś tutaj?
-Tabletki-odparła.
-Tylko po to?! Ej zaraz a prezerwatywa to co?
-Oj Kanon nie przesadzaj...tabletki są lepsze.
-Ja nie wnikam ile wy to razy dziennie robicie z Minhyunem.
Moja przyjaciółka zaśmiała się na to.
-A ty co robisz z Kiseopem?-spytała z uśmiechem.
-No, a co mamy robić?
-Ach nie ważne.
Usiadłam w poczekalni rozglądając się. Wszędzie siedziały kobiety akurat zwróciłam uwagę na jedną która była w ciąży. Siedziała zestresowana, może boi się o dziecko?
-Przepraszam...
Mówiła do mnie jakaś pielęgniarka.
-Pani do ginekologa?-spytała.
-Nie czekam na koleżankę.
-Marnie coś pani wygląda.
-C-co? Czuję sie świetnie.
-Niech pani pójdzie ze mną, proszę.
-N-no dobrze.
<dwie godziny później>
Stałam razem z Sanghee w windzie. Byłam zestresowana i wkurzona.
Gdy weszłyśmy do salonu siedzieli tam praktycznie wszyscy. Widziałam Kiseopa. Rozmawiał z Aronem co było dosyć dziwne.
-Sanghee kotku-uśmiechnął się Minhyun- i jak było?
-Dla mnie dobrze...gorzej z Kanon.
Wtedy wszyscy spojrzeli na mnie oraz JR. Nie widziałam go od zerwania, unikał mnie, a ja jego.
-Kanon co się stało?-spytał Kiseop.
Podałam Kiseopowi trzęsącą się ręką akta od doktora. Zdziwił się lekko i zaczął czytać. Po jakimś czasie zbladł.
-To na pewno twoje?
Pokiwałam głową czując, że zaraz się rozryczę.
-Co się dzieje? Czyżbyś zachorowała na...-mówił JR.
-Jonghyun zamknij się!-krzyknął Aron- Zachowuj się normalnie, a nie jak jakiś potwór.
Chłopak tylko prychnął i spojrzał sie wkurzony na mnie. Jak ja go nienawidzę, a teraz jeszcze bardziej go nienawidzę. Nie chcę go w swoim życiu.
-No to co się stało?-spytał Minhyun.
-Kanon-powiedział cicho Kiseop-jest w ciąży.
Wtedy wszyscy zaczęli nam gratulować. Mówić, że ja i Kiseop będziemy wspaniałymi rodzicami, a ja chciałam tylko się wydzierać ze złości. Mój chłopak był blady...pewnie wiedział to samo co ja.
-A myślałam, ze już seksu nie uprawiacie!-krzyknęła wesoła Sanghee.
-Bo my tego nie robiliśmy-powiedział cicho i jakże smutno Seop.
-Zaraz....-odparł Ren-to kto jest ojcem dziecka?
Rozpłakałam się. Kiseop przytulił mnie mocno...a ja mogłam tylko spanikowana się trzęść i płakać. Zanim zamknęłam sie w sobie wydusiłam te imię...imię ojca dziecka....a wszyscy byli zdziwieni.
-Jonghyun-powiedziałam cicho.
The End...?
Wróciliśmy z powrotem do miasta. Minął z tydzień i w tym czasie dużo się zdarzyło. Po pierwsze chodzę z Kiseopem. Jest taki kochany i tak dba o mnie ( <3) po prostu ideał faceta. Co się tyczy Sanghee pogodziła się z Minhyunem i zachowują się jakby zakochali się od nowa.
-Kanon...
Spojrzałam uśmiechnięta w stronę drzwi. Stał tam mój uroczy chłopak z bukietem róż.
-Gotowa?-spytał się.
-Tak jasne.
Wstałam i wzięłam sweterek. Mimo tego, że był lipiec czyli wakacje i te sprawy to i tak było dosyć chłodno.
-To super, że zaśpiewasz z nami.
-Zgodzę się skarbie.
Szliśmy powoli przez hall gdy nagle wpadła na mnie Sanghee.
-Kanon ważna sprawa!
-Co? Jaka?
Byłam lekko zdziwiona zachowaniem mojej przyjaciółki. Miała poważną minę.
-Pójdziesz ze mną do...ykhym...ginekologa?
-Czemu?
-Bo Minhyun jest zajęty! A ja muszę coś załatwić! No proszę no.
Spojrzałam sie na Kiseopa. Mieliśmy iść zjeść romantyczny obiad w jednej z najlepszych restauracji.
-Idź-powiedział uśmiechnięty- kiedy indziej pójdziemy na obiad.
-Dzięki skarbie.
Pocałowałam go czule w usta i poszłam powoli z Sanghee do tego ginekologa.
<w przychodni>
-A więc co tu chciałaś tutaj?
-Tabletki-odparła.
-Tylko po to?! Ej zaraz a prezerwatywa to co?
-Oj Kanon nie przesadzaj...tabletki są lepsze.
-Ja nie wnikam ile wy to razy dziennie robicie z Minhyunem.
Moja przyjaciółka zaśmiała się na to.
-A ty co robisz z Kiseopem?-spytała z uśmiechem.
-No, a co mamy robić?
-Ach nie ważne.
Usiadłam w poczekalni rozglądając się. Wszędzie siedziały kobiety akurat zwróciłam uwagę na jedną która była w ciąży. Siedziała zestresowana, może boi się o dziecko?
-Przepraszam...
Mówiła do mnie jakaś pielęgniarka.
-Pani do ginekologa?-spytała.
-Nie czekam na koleżankę.
-Marnie coś pani wygląda.
-C-co? Czuję sie świetnie.
-Niech pani pójdzie ze mną, proszę.
-N-no dobrze.
<dwie godziny później>
Stałam razem z Sanghee w windzie. Byłam zestresowana i wkurzona.
Gdy weszłyśmy do salonu siedzieli tam praktycznie wszyscy. Widziałam Kiseopa. Rozmawiał z Aronem co było dosyć dziwne.
-Sanghee kotku-uśmiechnął się Minhyun- i jak było?
-Dla mnie dobrze...gorzej z Kanon.
Wtedy wszyscy spojrzeli na mnie oraz JR. Nie widziałam go od zerwania, unikał mnie, a ja jego.
-Kanon co się stało?-spytał Kiseop.
Podałam Kiseopowi trzęsącą się ręką akta od doktora. Zdziwił się lekko i zaczął czytać. Po jakimś czasie zbladł.
-To na pewno twoje?
Pokiwałam głową czując, że zaraz się rozryczę.
-Co się dzieje? Czyżbyś zachorowała na...-mówił JR.
-Jonghyun zamknij się!-krzyknął Aron- Zachowuj się normalnie, a nie jak jakiś potwór.
Chłopak tylko prychnął i spojrzał sie wkurzony na mnie. Jak ja go nienawidzę, a teraz jeszcze bardziej go nienawidzę. Nie chcę go w swoim życiu.
-No to co się stało?-spytał Minhyun.
-Kanon-powiedział cicho Kiseop-jest w ciąży.
Wtedy wszyscy zaczęli nam gratulować. Mówić, że ja i Kiseop będziemy wspaniałymi rodzicami, a ja chciałam tylko się wydzierać ze złości. Mój chłopak był blady...pewnie wiedział to samo co ja.
-A myślałam, ze już seksu nie uprawiacie!-krzyknęła wesoła Sanghee.
-Bo my tego nie robiliśmy-powiedział cicho i jakże smutno Seop.
-Zaraz....-odparł Ren-to kto jest ojcem dziecka?
Rozpłakałam się. Kiseop przytulił mnie mocno...a ja mogłam tylko spanikowana się trzęść i płakać. Zanim zamknęłam sie w sobie wydusiłam te imię...imię ojca dziecka....a wszyscy byli zdziwieni.
-Jonghyun-powiedziałam cicho.
The End...?
niedziela, 7 września 2014
Brak
Witam....to nie jest żaden rozdział czy coś. Chciałam napisać to ponieważ ostatnio wydarzył się tragiczny wypadek. Pewnie każdy wie co się wydarzyło z Ladies Code?
Jest mi niezmiernie smutno. Dalej nie wierze, że EunB i Rise nie żyją! Były takie piękne, młode i utalentowane. Współczuje ich fanom oraz rodzinie. Oby tam w niebie lub gdziekolwiek pójdą były szczęśliwe i były razem by się wspierać. Proszę was byście mogli się czasem pomodlić. Jako fanka odczuwam dużą stratę już nigdy Ladies Code nie będą takie jak kiedyś :( Wspierajmy je! Kochajmy! Pokażmy, że łączymy się z nimi ból.
Zapamiętajmy je jako roześmiane i piękne istoty <3
Rise
EunB
Jest mi niezmiernie smutno. Dalej nie wierze, że EunB i Rise nie żyją! Były takie piękne, młode i utalentowane. Współczuje ich fanom oraz rodzinie. Oby tam w niebie lub gdziekolwiek pójdą były szczęśliwe i były razem by się wspierać. Proszę was byście mogli się czasem pomodlić. Jako fanka odczuwam dużą stratę już nigdy Ladies Code nie będą takie jak kiedyś :( Wspierajmy je! Kochajmy! Pokażmy, że łączymy się z nimi ból.
Zapamiętajmy je jako roześmiane i piękne istoty <3
Rise
EunB
sobota, 23 sierpnia 2014
Rozdział 66
<narracja Kanon>
Stałam przed drzwiami domku chłopców z U-kiss. Westchnęłam. Będzie dobrze.
-O Kanon co tu tak stoisz?
-Kevin?
Spojrzałam się na blondyna, który właśnie wracał z pomostu.
-Szłaś do Kiseopa? Jest akurat na pomoście jakiś nie w humorze.
-Um...wiesz po prostu Minhyun przyjechał chyba Sanghee się z nim pogodziła więc chciałam im dać troche czasu dla siebie-powiedziałam to bardzo szybko.
-Aha...-uśmiechnął się lekko- jak chcesz możesz ze mną posiedzieć.
-Dziękuję Kevin.
Poszłam za nim do domku. Grzecznie usiadłam w małym saloniku i wpatrywałam się w ogień.
-Kiseop mi mówił wszystko-odparł Kevin podając mi herbatę.
-O czym konkretnie?
-O tym, że zerwałaś z JR'em. Wreszcie zauważyłaś naszego przyjaciela...
-Kevin to nie tak...ja po prostu nie zauważam jak komuś sie podobam, a Kiseop jest nieśmiały więc...to tym bardziej.
-No rozumiem...masz jakiś plan?
Byłam zdziwiona tym pytaniem. Jaki znowu plan?
-Jaki plan?-spytałam.
-Normalny.
-Co..?
-Eh nie ważne. Po prostu pogadaj z Kiseopem. Nie wchodźcie za szybko w związek bo okaże się, że przyjaźń była lepsza od tego.
Wstałam powoli.
-Masz racje idę z nim pogadać!
-Tak trzymaj!
Kevin uśmiechnął się do mnie słodko, a ja uciekłam na pomost. To co zrobię będzie całkowicie szalone!
<narracja Sanghee>
-Przepraszam cię...jeszcze raz.
Odchyliłam lekko głowę w tył i ucałowałam Minhyuna w policzek. Siedzieliśmy objęci na moim łóżku i cieszyliśmy się swoja obecnością.
-Nie przepraszaj. Mówiłam ci już.
-Kto by pomyślał, że to wszystko przez JR'a.
-Nie rozmawiajmy o nim...rozmawiajmy o nas.
-Masz całkowitą rację.
Pocałował mnie w szyję i splótł nasze palce razem kładąc na moim brzuchu.
-Kiedyś jak dobrze pójdzie zostaniesz matką naszych dzieci.
-Ty tak serio?
-Serio skarbie...chcę z tobą założyć kiedyś rodzinę. Ale teraz jest za szybko sama rozumiesz. Jesteś młoda ja też mamy swoje ambicję nie chcę byś przez dziecko straciła lata wolności.
-Minhyun...-szepnęłam wzruszona-jesteś strasznie i to strasznie kochany.
-Dzięki tobie Sanghee....to ty dajesz mi siłę.
<narracja Kanon>
Weszłam na pomost widząc, że Kiseop stoi, a nikt go nie osłania. To co zrobię będzie moim największym głupstwem. Ale jeśli mnie lubi to wybaczy to co właśnie odwalę.
-Kiseop!-krzyknęłam podbiegając do niego.
Spojrzał się na mnie zdziwiony.
-Ej czemu ona tak pędzi?
Usłyszałam głos Soohyuna i wtedy wleciałam na Kiseopa wpadając z nim razem do jeziora.
Zaczęłam się śmiać jak głupia, a on jak oczekiwałam śmiał się ze mną.
-Zwariowałaś!
-Ej dla nikogo innego bym nie skoczyła w wodę!
-Kanon!-zaśmiał się i przytulił mnie do siebie-Chodźmy bo się przęziebimy.
-Czyli...nie jesteś obrażony?
-Nie-uśmiechnął się szeroko- nie potrafiłbym.
Pocałował mnie w czółko.
-Wychodźmy już.
Stałam przed drzwiami domku chłopców z U-kiss. Westchnęłam. Będzie dobrze.
-O Kanon co tu tak stoisz?
-Kevin?
Spojrzałam się na blondyna, który właśnie wracał z pomostu.
-Szłaś do Kiseopa? Jest akurat na pomoście jakiś nie w humorze.
-Um...wiesz po prostu Minhyun przyjechał chyba Sanghee się z nim pogodziła więc chciałam im dać troche czasu dla siebie-powiedziałam to bardzo szybko.
-Aha...-uśmiechnął się lekko- jak chcesz możesz ze mną posiedzieć.
-Dziękuję Kevin.
Poszłam za nim do domku. Grzecznie usiadłam w małym saloniku i wpatrywałam się w ogień.
-Kiseop mi mówił wszystko-odparł Kevin podając mi herbatę.
-O czym konkretnie?
-O tym, że zerwałaś z JR'em. Wreszcie zauważyłaś naszego przyjaciela...
-Kevin to nie tak...ja po prostu nie zauważam jak komuś sie podobam, a Kiseop jest nieśmiały więc...to tym bardziej.
-No rozumiem...masz jakiś plan?
Byłam zdziwiona tym pytaniem. Jaki znowu plan?
-Jaki plan?-spytałam.
-Normalny.
-Co..?
-Eh nie ważne. Po prostu pogadaj z Kiseopem. Nie wchodźcie za szybko w związek bo okaże się, że przyjaźń była lepsza od tego.
Wstałam powoli.
-Masz racje idę z nim pogadać!
-Tak trzymaj!
Kevin uśmiechnął się do mnie słodko, a ja uciekłam na pomost. To co zrobię będzie całkowicie szalone!
<narracja Sanghee>
-Przepraszam cię...jeszcze raz.
Odchyliłam lekko głowę w tył i ucałowałam Minhyuna w policzek. Siedzieliśmy objęci na moim łóżku i cieszyliśmy się swoja obecnością.
-Nie przepraszaj. Mówiłam ci już.
-Kto by pomyślał, że to wszystko przez JR'a.
-Nie rozmawiajmy o nim...rozmawiajmy o nas.
-Masz całkowitą rację.
Pocałował mnie w szyję i splótł nasze palce razem kładąc na moim brzuchu.
-Kiedyś jak dobrze pójdzie zostaniesz matką naszych dzieci.
-Ty tak serio?
-Serio skarbie...chcę z tobą założyć kiedyś rodzinę. Ale teraz jest za szybko sama rozumiesz. Jesteś młoda ja też mamy swoje ambicję nie chcę byś przez dziecko straciła lata wolności.
-Minhyun...-szepnęłam wzruszona-jesteś strasznie i to strasznie kochany.
-Dzięki tobie Sanghee....to ty dajesz mi siłę.
<narracja Kanon>
Weszłam na pomost widząc, że Kiseop stoi, a nikt go nie osłania. To co zrobię będzie moim największym głupstwem. Ale jeśli mnie lubi to wybaczy to co właśnie odwalę.
-Kiseop!-krzyknęłam podbiegając do niego.
Spojrzał się na mnie zdziwiony.
-Ej czemu ona tak pędzi?
Usłyszałam głos Soohyuna i wtedy wleciałam na Kiseopa wpadając z nim razem do jeziora.
Zaczęłam się śmiać jak głupia, a on jak oczekiwałam śmiał się ze mną.
-Zwariowałaś!
-Ej dla nikogo innego bym nie skoczyła w wodę!
-Kanon!-zaśmiał się i przytulił mnie do siebie-Chodźmy bo się przęziebimy.
-Czyli...nie jesteś obrażony?
-Nie-uśmiechnął się szeroko- nie potrafiłbym.
Pocałował mnie w czółko.
-Wychodźmy już.
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Rozdział 65
Weszłam powoli do naszego domku przybita i zaryczana. Sanghee leżała na łóżku i patrzyła się z tęsknotą na telefon.
-CO się stało?
-JR tu był-wytarłam łzy i usiadłam naprzeciwko niej- okazuje się, że on powiedział Minhyunowi te bajeczki.
-Że co?!
-Pamiętasz jak sobie żartowaliśmy z nich? Usłyszał to i myślał, że to naprawdę -wytarłam łzy ręką- zerwałam z nim...mam go dość!
-Przykro mi.
Przytuliła się do mnie mocno. Już nie pamiętałam o czym dalej rozmawiałyśmy. Nie miałam na to sił i szybko zasnęłam.
<rano>
Obudziłam się w południe. Sanghee jak zauważyłam przez okno siedziała na pomoście uśmiechając się. Rozmawiała z kimś przez telefon pewnie z Minhyunem. Dobrze, że chociaż jej się układa.
-Kanon...
Siedziałam w piżamie i to strasznie krótkiej piżamie, a tu nagle Kiseop wszedł. Gdy spojrzał się na mnie strzelił buraka.
-Sanghee mówiła, że zerwałaś z Jonghyunem.
-Tak-pociągnęłam nosem.
-Ej nie płacz...twoje oczy i tak są czerwone nosek zresztą też.
Usiadł obok mnie i pocałował w polik. Poczułam się lepiej i wtedy dotarło do mnie, że Kevin mówił i Kiseopie.
-Kiseop...
-Tak?-uśmiechnął się lekko.
-Zawsze byłeś przy mnie-spojrzałam się na niego- i...ym...kochasz mnie?
Był zaskoczony moim pytaniem i znowu się zarumienił.
-Bo widzisz...przez Jonghyuna byłam zaślepiona, to ty się mną opiekowałeś i nie byłem taki nadpobudliwy.
-Kanon ja...musisz to przemyśleć. Nie powinnaś robić nic na pośpiech.
Wstał, a ja złapałam go za nadgarstek. Patrzył mi się w oczy...miał taki wyraz jakby cierpiał katusze.
-Odpowiesz mi?
-Tak, Kanon. Kocham cię.
Puściłam go, a on poszedł do siebie. Od razu wzięłam poduszkę i zaczęłam płakać do niej.
Wtedy niespodziewanie wparował do pokoju Minhyun z kwiatami.
-Sanghee!
-Jest na pomoście..-powiedziałam zachrypniętym głosem.
-A tobie co jest?
-Nie ważne idź do niej...jak ją zranisz to cię utopię...nie żartuje.
-Dobrze-powiedział poważnie i pobiegł na pomost.
Patrzyłam się przez okno na to wydarzenie.
<narracja Sanghee>
Patrzyłam się w jezioro takie piękne. Minhyun zadzwonił do mnie i powiedział, że chce mnie przeprosić. Powinienem zrobić to normalnie a nie przez telefon. Ach ci chłopcy.
-Sanghee przepraszam, że z tobą zerwałem...przyniosłem te kwiaty na znak mojej miłości do ciebie.
Gdy zobaczyłam uśmiechniętego Minhyuna w garniturze z kwiatami w ręku myślałam, że padnę. Ale on romantyczny.
-Będziesz znowu damą mego serca?
-Jasne, że tak!
Pocałowałam go, a następnie przytuliłam się do niego. Tak za nim tęskniłam. Nie musiałam mu mówić on czuł to samo co ja.
< znowu do narracji Kanon>
Uśmiechnęłam się lekko na ich widok. Też powinnam coś z tym zrobić. Ubiorę się i pogadam z Kiseopem, zresztą pewnie będą chcieli oboje mieć dla siebie pokój.
Czas zapomnieć o Jonghyunie...
-CO się stało?
-JR tu był-wytarłam łzy i usiadłam naprzeciwko niej- okazuje się, że on powiedział Minhyunowi te bajeczki.
-Że co?!
-Pamiętasz jak sobie żartowaliśmy z nich? Usłyszał to i myślał, że to naprawdę -wytarłam łzy ręką- zerwałam z nim...mam go dość!
-Przykro mi.
Przytuliła się do mnie mocno. Już nie pamiętałam o czym dalej rozmawiałyśmy. Nie miałam na to sił i szybko zasnęłam.
<rano>
Obudziłam się w południe. Sanghee jak zauważyłam przez okno siedziała na pomoście uśmiechając się. Rozmawiała z kimś przez telefon pewnie z Minhyunem. Dobrze, że chociaż jej się układa.
-Kanon...
Siedziałam w piżamie i to strasznie krótkiej piżamie, a tu nagle Kiseop wszedł. Gdy spojrzał się na mnie strzelił buraka.
-Sanghee mówiła, że zerwałaś z Jonghyunem.
-Tak-pociągnęłam nosem.
-Ej nie płacz...twoje oczy i tak są czerwone nosek zresztą też.
Usiadł obok mnie i pocałował w polik. Poczułam się lepiej i wtedy dotarło do mnie, że Kevin mówił i Kiseopie.
-Kiseop...
-Tak?-uśmiechnął się lekko.
-Zawsze byłeś przy mnie-spojrzałam się na niego- i...ym...kochasz mnie?
Był zaskoczony moim pytaniem i znowu się zarumienił.
-Bo widzisz...przez Jonghyuna byłam zaślepiona, to ty się mną opiekowałeś i nie byłem taki nadpobudliwy.
-Kanon ja...musisz to przemyśleć. Nie powinnaś robić nic na pośpiech.
Wstał, a ja złapałam go za nadgarstek. Patrzył mi się w oczy...miał taki wyraz jakby cierpiał katusze.
-Odpowiesz mi?
-Tak, Kanon. Kocham cię.
Puściłam go, a on poszedł do siebie. Od razu wzięłam poduszkę i zaczęłam płakać do niej.
Wtedy niespodziewanie wparował do pokoju Minhyun z kwiatami.
-Sanghee!
-Jest na pomoście..-powiedziałam zachrypniętym głosem.
-A tobie co jest?
-Nie ważne idź do niej...jak ją zranisz to cię utopię...nie żartuje.
-Dobrze-powiedział poważnie i pobiegł na pomost.
Patrzyłam się przez okno na to wydarzenie.
<narracja Sanghee>
Patrzyłam się w jezioro takie piękne. Minhyun zadzwonił do mnie i powiedział, że chce mnie przeprosić. Powinienem zrobić to normalnie a nie przez telefon. Ach ci chłopcy.
-Sanghee przepraszam, że z tobą zerwałem...przyniosłem te kwiaty na znak mojej miłości do ciebie.
Gdy zobaczyłam uśmiechniętego Minhyuna w garniturze z kwiatami w ręku myślałam, że padnę. Ale on romantyczny.
-Będziesz znowu damą mego serca?
-Jasne, że tak!
Pocałowałam go, a następnie przytuliłam się do niego. Tak za nim tęskniłam. Nie musiałam mu mówić on czuł to samo co ja.
< znowu do narracji Kanon>
Uśmiechnęłam się lekko na ich widok. Też powinnam coś z tym zrobić. Ubiorę się i pogadam z Kiseopem, zresztą pewnie będą chcieli oboje mieć dla siebie pokój.
Czas zapomnieć o Jonghyunie...
wtorek, 5 sierpnia 2014
Rozdział 64
<narracja Kanon>
Siedziałam w autobusie razem z Sanghee. Czekałyśmy na resztę chłopców by w końcu pojechechać nad te jezioro.
Kiseop usiadł przede mną i uśmiechnął się do mnie.
-Wyspana?-spytał.
-Niezbyt-ziewnęłam odruchowo.
-Zaraz wyruszamy!-powiedziała podekscytowana Sanghee- i będzie relaks...
-Mamy szczęście bo akurat będzie ładna pogoda, Sanghee kotku-odparł Sehun siadając za nami- mam nadzieję, ze dasz się umówić na randkę.
-Chyba śnisz...
-Śnię zawsze o tobie kotku...
-Dobra!-wstałam powoli i walnęłam go czapką w głowę-idź już psik!
-A co ja kot?
-No raczej-odparł Kiseop- taki natrętny.
-I taki nieumyty-parsknęła śmiechem Sanghee.
Chłopak zrobił się czerwony na twarzy i uciekł szybko do swoich hyungów.
-Boże czy on się nie odwali nigdy?-spytała mnie przyjaciółka.
-Wiesz...raczej nigdy.
-Kanon...-odparł Kevin podchodząc do nas- możesz wyjść ze mną na chwilkę?
-Tak jasne.
Poszłam powoli za nim próbując nie obijać się o fotele w autobusie. Wystrzelił jak z procy i dopiero co po minucie gdy wyszłam z autobusu go zobaczyłam. Stał obok swojego menadżera.
-Dzień dobry...
Uśmiechnął się do mnie promiennie. Wyglądał na miłego.
-Ty jesteś Kanon?
-Tak...
-Chciałem się ciebie zapytać czy nie zechciałabyś zaśpiewać z U-kiss piosenki, dodatkowo duet z Kevinem.
-Mówi pan serio?
-Oczywiście, musisz się tylko zgodzić. Potem spytamy się o to prezesa wytwórni, damy ci kontrakt i zacznie się dużo pracy.
-Kanon, zgódź się! Wspaniale śpiewasz!
Patrzyłam się lekko oszołomiona. Właśnie dostałam dużą szansę by wystąpić z chłopakami.
-Tak czemu by nie ale dlaczego pytacie sie o to teraz?
-No widzisz-zaczął mówić menadżer- jedziecie na kilka tygodni i no cóż wolimy wiedzieć to wcześniej i dać ten pomysł od razu do prezesa, a pewnie to trochę zajmie zanim rozpatrzy ten pomysł.
-Aha...no rozumiem. Zgadzam się.
Kevin od razu mnie przytulił mocno z uśmiechem.
-Będzie się fajnie nam współpracowało.
-Mam taką nadzieję, a teraz wybaczcie muszę wrócić do mojej przyjaciółki.
Obdarzyli mnie tylko swym uśmiechem, a ja weszłam powoli do autobusu. Od razu rzuciła mi się w oczy zapłakana twarz Sanghee...wtuloną w Sehuna?!
Podbiegłam do nich szybko. CO ten zboczeniec chciał jej zrobić! Od razu odepchnęłam go na bok.
-Odwal sie od niej..
-Ale...
-..nie ma żadnego ale! Wypad!
Usiadłam na swoim miejscu i ją mocno przytuliłam.
-CO się stało?
Podała mi powoli swój telefon. Nie wiedziałam o co jej chodziło ale włączyła mi sms od Minhyuna. Co on jej zrobił?
-Czytaj na głos..-powiedziała smutno.
-Dowiedziałem się wszystkiego. Jakie masz o mnie zdanie. Jak mogłem być taki głupi, że nie zauważyłem twojej fałszywości. Z nami koniec-spojrzałam się na nią wystraszona- ale...jak to?
-Spytałam się niego o co mu chodzi-pociągnęła nosem- ale on powiedział, że mi nie powie!
-No już już.
Przytuliłam ją mocno. Jak ten drań tak mógł.
-Ej koniec z facetami! Miej go w nosie! Jesteśmy na ,,wakacjach'' zapomnij o nim, a gdy wrócimy to dasz mu popalić.
-Ale no...
-Nie ma żadnego no! Dawaj telefon usuwam jego numer z twoich kontaktów! Zablokuje go nawet! Zapomnij o nim przez ten czas.
<tydzień później>
-Co robicie?
Podeszłam powoli do chłopców z U-kiss.
-Łowimy ryby! Chcesz z nami?-spytał uśmiechnięty Eli.
Spojrzałam się na robaki i tak jakoś mnie zemdliło.
-Kanon co ci?
Pobiegłam szybko do swojego domku i wparowałam do łazienki wymiotując do toalety.
-Oj co ci jest?
Sanghee podeszła do mnie i pogłaskała mnie po plecach. Uśmiechnęłam się słabo.
-To chyba przez widok tych robaków.
-No jak już mówisz o widokach to wiedz że większa populacja chłopców z EXO chodzi na gołych klatach w ciasnych szortach obok naszego domku.
-Kto konkretnie?-przemyłam twarz i zaczęłam myć zęby by pozbyć się smaku wymiocin z buzi.
-No oczywiście że Sehun i Kris ale też reszta chłopców przechodzi ale tamci najczęściej.
-Mają tupet....idziemy się pokąpać?
-Jasne!
Podeszłam do szuflady i wyjęłam z niej kąpielówki.
-Neonowy róż?-powiedziała Sanghee zszokowana-Serio?
-EJ...jesteśmy na wakacjach co tu się wydarzy nie musi usłyszeć światło dzienne.
Zaśmiała się.
-Od kiedy ty masz taki szatański umysł?
-Od jakiegoś czasu, a więc-wyjęłam dwa staniczki z falbankami-neonowy zieleń czy róż?
-A w sumie daj zielony!
-Dobry wybór...
Sanghee wzięła ode mnie strój i przebrała się w łazience natomiast ja patrzyłam się przez okno z uśmiechem. Mam już szatański plan jak zdenerwować Sehuna by się odwalił od nas.
-No ja nwm...
-Czego?-spojrzałam się na Sanghee.
Wyglądała seksownie i to mówię ja dziewczyna co dopiero chłopcy pomyślą.
-Wspaniale wyglądasz! Seksownie!
-No ale..
-Nie ma żadnego ale! Idziemy!
-A twój strój?
-Mam go już pod spodem-uśmiechnęłam sie do nie- weź załóż jakąś sukienkę...rozbierzemy się potem.
-No um dobra...jesteś szalona.
-Tak wiem.
<nad jeziorem>
Siedziałyśmy na pomoście mocząc nogi. Sehun przyglądał się nam jakoś dziwacznie.
-Czemu tak siedzimy w tych sukienkach?-spytała moja przyjaciółka.
-Musimy poczekać aż nam zaproponują wspólną kąpiel.
-Ale to potrwa!!!
-Hej dziewczyny-odparł Kris podchodząc do nas z Sehunem-macie ochotę się z nami pokąpać? Jesteście tutaj samiuteńkie więc tak sobie pomyśleliśmy.
-Jasne-uśmiechnęłam się uroczo- wskakujcie będziemy za wami.
Oboje popatrzyli się raz to na siebie raz na nas i wskoczyli do wody.
-Wskakujecie?
Pokiwałam powoli głową i ściągnęłam swoją sukienkę.
-Sanghee pomóc ci?-spytałam.
-Nie dzięki dam radę.
Weszłam powoli do wody widziałam jak się gapili na nas z otwartymi ustami.
-Pływamy?
-J-jasne....
<wieczorem>
Patrzyłam się w lampki odbijające sie w tafli wody. Myślami uciekłam tak daleko, że nie zauważyłam Kevina który usiadł obok mnie.
-Widzę, że nieźle się bawiłyście.
-Tak-zaśmiałam sie cicho- jaka była ich reakcja?
-Ich? Wszyscy się na was patrzyli...na serio. Kanon...
-Tak?
Odwróciłam się w jego stronę, a on mnie pocałował delikatnie.
-Kevin...
-Wybacz nie powinienem był. Mój przyjaciel ciebie kocha, a nie mogę cię jemu odebrać.
-Mówisz o JR'e?
-Nie..
-To o kim?
-Nie ważne!
Poszedł. Wstał i poszedł szybko pomostem przed siebie. Chciałam biec za nim popytać sie o co chodzi ale zatrzymał mnie Sehun. Dalej miał na sobie te obścisłe kąpielowy.
-Ej gdzie ty lecisz...
-A ty nie z Sanghee?
-Odprowadziłem ją do domku, a teraz przyszedłem po ciebie-położył swoje ciepłe ręcę na moich biodrach.
-Ale...
-CI...wiem, że bawisz sie tylko w taką niedostępną.
- I co jeszcze?
-Pocałuj mnie.
Nie zdążył nic zrobić gdy jakaś ciemna postać rzuciła go do jeziora. Patrzyłam z paniką na Sehuna. Bałam się, że sie utopi ale jednak wyszedł na brzeg.
-CO ty z nim robisz?!
-JR!
Co on tu do licha robił?!
-Romansujesz sobie?! Myślisz, że nie wiedziałem o tym!1
-Ej wyluzuj co ty tu robisz!
-Przyjechałem pogadać z tobą...-spojrzał się na mój strój kąpielowy-...widzę, że ci w czymś przeszkodziłem!
-Wyluzuj! Co chcesz ode mnie!
-Pogadać! Czemu gadałaś o mnie z Sanghee te głupstwa! Jestem wściekły, że jesteś taka fałszywa! Minhyun napisał do niej ale wolałem to powiedzieć ci osobiście! Tłumacz się!
-Ale o co ci chodzi!
-Słyszałem was! Jak gadałyście o nas!
-Zaraz...to było wtedy...żartowałyśmy!
-Już w to uwierzę!
-Czekaj...powiedziałeś to Minhyunowi!? Jesteś mądry?! Zniszczyłeś ich związek!
-Ona go zniszczyła!
-Mam ciebie dosyć!
-Tłumacz się!-wrzasnął na mnie głośno.
Spojrzałam się na niego smutno. Zrozumiałam jakim on jest człowiekiem.
-Jonghyun-szepnęłam.
-CO!
-Z nami koniec...
Patrzył się wmurowany we mnie, a ja olałam go. Poszłam do domku wycierając po drodze moje łzy.
Wybaczcie ale problemy z internetem mnie dobijają. Odzyskałam poniekąd neta więc znowu mogę pisać posty <3
Siedziałam w autobusie razem z Sanghee. Czekałyśmy na resztę chłopców by w końcu pojechechać nad te jezioro.
Kiseop usiadł przede mną i uśmiechnął się do mnie.
-Wyspana?-spytał.
-Niezbyt-ziewnęłam odruchowo.
-Zaraz wyruszamy!-powiedziała podekscytowana Sanghee- i będzie relaks...
-Mamy szczęście bo akurat będzie ładna pogoda, Sanghee kotku-odparł Sehun siadając za nami- mam nadzieję, ze dasz się umówić na randkę.
-Chyba śnisz...
-Śnię zawsze o tobie kotku...
-Dobra!-wstałam powoli i walnęłam go czapką w głowę-idź już psik!
-A co ja kot?
-No raczej-odparł Kiseop- taki natrętny.
-I taki nieumyty-parsknęła śmiechem Sanghee.
Chłopak zrobił się czerwony na twarzy i uciekł szybko do swoich hyungów.
-Boże czy on się nie odwali nigdy?-spytała mnie przyjaciółka.
-Wiesz...raczej nigdy.
-Kanon...-odparł Kevin podchodząc do nas- możesz wyjść ze mną na chwilkę?
-Tak jasne.
Poszłam powoli za nim próbując nie obijać się o fotele w autobusie. Wystrzelił jak z procy i dopiero co po minucie gdy wyszłam z autobusu go zobaczyłam. Stał obok swojego menadżera.
-Dzień dobry...
Uśmiechnął się do mnie promiennie. Wyglądał na miłego.
-Ty jesteś Kanon?
-Tak...
-Chciałem się ciebie zapytać czy nie zechciałabyś zaśpiewać z U-kiss piosenki, dodatkowo duet z Kevinem.
-Mówi pan serio?
-Oczywiście, musisz się tylko zgodzić. Potem spytamy się o to prezesa wytwórni, damy ci kontrakt i zacznie się dużo pracy.
-Kanon, zgódź się! Wspaniale śpiewasz!
Patrzyłam się lekko oszołomiona. Właśnie dostałam dużą szansę by wystąpić z chłopakami.
-Tak czemu by nie ale dlaczego pytacie sie o to teraz?
-No widzisz-zaczął mówić menadżer- jedziecie na kilka tygodni i no cóż wolimy wiedzieć to wcześniej i dać ten pomysł od razu do prezesa, a pewnie to trochę zajmie zanim rozpatrzy ten pomysł.
-Aha...no rozumiem. Zgadzam się.
Kevin od razu mnie przytulił mocno z uśmiechem.
-Będzie się fajnie nam współpracowało.
-Mam taką nadzieję, a teraz wybaczcie muszę wrócić do mojej przyjaciółki.
Obdarzyli mnie tylko swym uśmiechem, a ja weszłam powoli do autobusu. Od razu rzuciła mi się w oczy zapłakana twarz Sanghee...wtuloną w Sehuna?!
Podbiegłam do nich szybko. CO ten zboczeniec chciał jej zrobić! Od razu odepchnęłam go na bok.
-Odwal sie od niej..
-Ale...
-..nie ma żadnego ale! Wypad!
Usiadłam na swoim miejscu i ją mocno przytuliłam.
-CO się stało?
Podała mi powoli swój telefon. Nie wiedziałam o co jej chodziło ale włączyła mi sms od Minhyuna. Co on jej zrobił?
-Czytaj na głos..-powiedziała smutno.
-Dowiedziałem się wszystkiego. Jakie masz o mnie zdanie. Jak mogłem być taki głupi, że nie zauważyłem twojej fałszywości. Z nami koniec-spojrzałam się na nią wystraszona- ale...jak to?
-Spytałam się niego o co mu chodzi-pociągnęła nosem- ale on powiedział, że mi nie powie!
-No już już.
Przytuliłam ją mocno. Jak ten drań tak mógł.
-Ej koniec z facetami! Miej go w nosie! Jesteśmy na ,,wakacjach'' zapomnij o nim, a gdy wrócimy to dasz mu popalić.
-Ale no...
-Nie ma żadnego no! Dawaj telefon usuwam jego numer z twoich kontaktów! Zablokuje go nawet! Zapomnij o nim przez ten czas.
<tydzień później>
-Co robicie?
Podeszłam powoli do chłopców z U-kiss.
-Łowimy ryby! Chcesz z nami?-spytał uśmiechnięty Eli.
Spojrzałam się na robaki i tak jakoś mnie zemdliło.
-Kanon co ci?
Pobiegłam szybko do swojego domku i wparowałam do łazienki wymiotując do toalety.
-Oj co ci jest?
Sanghee podeszła do mnie i pogłaskała mnie po plecach. Uśmiechnęłam się słabo.
-To chyba przez widok tych robaków.
-No jak już mówisz o widokach to wiedz że większa populacja chłopców z EXO chodzi na gołych klatach w ciasnych szortach obok naszego domku.
-Kto konkretnie?-przemyłam twarz i zaczęłam myć zęby by pozbyć się smaku wymiocin z buzi.
-No oczywiście że Sehun i Kris ale też reszta chłopców przechodzi ale tamci najczęściej.
-Mają tupet....idziemy się pokąpać?
-Jasne!
Podeszłam do szuflady i wyjęłam z niej kąpielówki.
-Neonowy róż?-powiedziała Sanghee zszokowana-Serio?
-EJ...jesteśmy na wakacjach co tu się wydarzy nie musi usłyszeć światło dzienne.
Zaśmiała się.
-Od kiedy ty masz taki szatański umysł?
-Od jakiegoś czasu, a więc-wyjęłam dwa staniczki z falbankami-neonowy zieleń czy róż?
-A w sumie daj zielony!
-Dobry wybór...
Sanghee wzięła ode mnie strój i przebrała się w łazience natomiast ja patrzyłam się przez okno z uśmiechem. Mam już szatański plan jak zdenerwować Sehuna by się odwalił od nas.
-No ja nwm...
-Czego?-spojrzałam się na Sanghee.
Wyglądała seksownie i to mówię ja dziewczyna co dopiero chłopcy pomyślą.
-Wspaniale wyglądasz! Seksownie!
-No ale..
-Nie ma żadnego ale! Idziemy!
-A twój strój?
-Mam go już pod spodem-uśmiechnęłam sie do nie- weź załóż jakąś sukienkę...rozbierzemy się potem.
-No um dobra...jesteś szalona.
-Tak wiem.
<nad jeziorem>
Siedziałyśmy na pomoście mocząc nogi. Sehun przyglądał się nam jakoś dziwacznie.
-Czemu tak siedzimy w tych sukienkach?-spytała moja przyjaciółka.
-Musimy poczekać aż nam zaproponują wspólną kąpiel.
-Ale to potrwa!!!
-Hej dziewczyny-odparł Kris podchodząc do nas z Sehunem-macie ochotę się z nami pokąpać? Jesteście tutaj samiuteńkie więc tak sobie pomyśleliśmy.
-Jasne-uśmiechnęłam się uroczo- wskakujcie będziemy za wami.
Oboje popatrzyli się raz to na siebie raz na nas i wskoczyli do wody.
-Wskakujecie?
Pokiwałam powoli głową i ściągnęłam swoją sukienkę.
-Sanghee pomóc ci?-spytałam.
-Nie dzięki dam radę.
Weszłam powoli do wody widziałam jak się gapili na nas z otwartymi ustami.
-Pływamy?
-J-jasne....
<wieczorem>
Patrzyłam się w lampki odbijające sie w tafli wody. Myślami uciekłam tak daleko, że nie zauważyłam Kevina który usiadł obok mnie.
-Widzę, że nieźle się bawiłyście.
-Tak-zaśmiałam sie cicho- jaka była ich reakcja?
-Ich? Wszyscy się na was patrzyli...na serio. Kanon...
-Tak?
Odwróciłam się w jego stronę, a on mnie pocałował delikatnie.
-Kevin...
-Wybacz nie powinienem był. Mój przyjaciel ciebie kocha, a nie mogę cię jemu odebrać.
-Mówisz o JR'e?
-Nie..
-To o kim?
-Nie ważne!
Poszedł. Wstał i poszedł szybko pomostem przed siebie. Chciałam biec za nim popytać sie o co chodzi ale zatrzymał mnie Sehun. Dalej miał na sobie te obścisłe kąpielowy.
-Ej gdzie ty lecisz...
-A ty nie z Sanghee?
-Odprowadziłem ją do domku, a teraz przyszedłem po ciebie-położył swoje ciepłe ręcę na moich biodrach.
-Ale...
-CI...wiem, że bawisz sie tylko w taką niedostępną.
- I co jeszcze?
-Pocałuj mnie.
Nie zdążył nic zrobić gdy jakaś ciemna postać rzuciła go do jeziora. Patrzyłam z paniką na Sehuna. Bałam się, że sie utopi ale jednak wyszedł na brzeg.
-CO ty z nim robisz?!
-JR!
Co on tu do licha robił?!
-Romansujesz sobie?! Myślisz, że nie wiedziałem o tym!1
-Ej wyluzuj co ty tu robisz!
-Przyjechałem pogadać z tobą...-spojrzał się na mój strój kąpielowy-...widzę, że ci w czymś przeszkodziłem!
-Wyluzuj! Co chcesz ode mnie!
-Pogadać! Czemu gadałaś o mnie z Sanghee te głupstwa! Jestem wściekły, że jesteś taka fałszywa! Minhyun napisał do niej ale wolałem to powiedzieć ci osobiście! Tłumacz się!
-Ale o co ci chodzi!
-Słyszałem was! Jak gadałyście o nas!
-Zaraz...to było wtedy...żartowałyśmy!
-Już w to uwierzę!
-Czekaj...powiedziałeś to Minhyunowi!? Jesteś mądry?! Zniszczyłeś ich związek!
-Ona go zniszczyła!
-Mam ciebie dosyć!
-Tłumacz się!-wrzasnął na mnie głośno.
Spojrzałam się na niego smutno. Zrozumiałam jakim on jest człowiekiem.
-Jonghyun-szepnęłam.
-CO!
-Z nami koniec...
Patrzył się wmurowany we mnie, a ja olałam go. Poszłam do domku wycierając po drodze moje łzy.
Wybaczcie ale problemy z internetem mnie dobijają. Odzyskałam poniekąd neta więc znowu mogę pisać posty <3
piątek, 13 czerwca 2014
Rozdział 63
<narracja Kanon>
Wracałam z Kiseopem śmiejąc sie z jego żartów. Jak ja kochałam jego uśmiech.
-I co wtedy zrobiliście?-spytałam.
-Umyliśmy Soohyuna. Wszędzie miał śnieg-zaśmiał się- żałuj,że tego nie widziałaś...to było przekomiczne.
-Wierzę ci.
Weszliśmy do salonu,a tam siedział wkurzony Jonghyun.
-Hej skarbie co tu robisz...?
Wstał szybko i złapał mnie za rękę odsuwając od Kiseopa.
-To jest moja dziewczyna i zostaw ją!
-Ej ale spokojnie...my się przyjaźnimy tylko-mówił spokojnie Seop.
-W nosie to mam!-wskazał na niego palcem- nie masz się do niej zbliżać.
-Ale...-zaczęłam.
-A ty nigdzie nie jedziesz z nim nad żadne jezioro! Nie chcę byś z nim gdziekolwiek jechała!
-Kanon nie jest rzeczą ani twoją własnością byś jej rozkazywał.
-A ty się nie odzywaj!-warknął Jonghyun.
Patrzyłam się na niego przerażona. Od kiedy on stał się taki agresywny? Nie licząc wpadki z Sehunem no ale....to nie jest ten sam JR.
-Idę..dobranoc Kiseop.
Wzięłam od niego swoje rzeczy i poszłam prosto do swojego pokoju ignorując jak do mnie krzyczy JR.
Weszłam do pokoju, a tam siedziała Sanghee już ubrana w piżamkę i piła ciepłą czekoladę
-Hej...-odparłam.
Spojrzała się na mnie z sinymi oczami. Chyba płakała. Raczej nie chyba lecz na pewno. Przysiadłam się obok jej łóżka.
-Co się dzieje?
-Nu'est jedzie na turnee po Azji, a ja...cóż chciałam jeździć za nimi ale Minhyun mnie spławił.
-Ale jak to?
-Normalnie! Wkurzył mnie tym! Cały czas gdzieś wyjeżdża! A ja głupia czekam na niego!
Przytuliłam ją mocno do siebie.
-Spokojnie. Wszystko sie wyjaśni jak zwykle. Będzie ci pewnie wysyłać zdjęcia. Nie martw się.
-No ale....będę tęsknić.
-Wiem już! Jedź ze mną nad jezioro!
-Oszalałaś! Przecież będzie zimno!
-Młoda wyluzuj-próbowałam się zaśmiać- będzie dobrze...kto wie czy ktoś z chłopców nie będzie chodzić na gołej klacie...
-Hahaha wiesz jak zachęcić!
-A żebyś wiedziała! No to jak? Jedziesz ze mną? Musimy jutro się spakować!
-Tak! Oczywiście!
Usłyszałyśmy nagle ,,Wolfa''. Spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu. Kiseop. Odebrałam szybko.
-Yoboseyo, Oppa.
-Hej....posłuchaj jak się okazuje EXO jedzie z nami.
No super....
-A...Sanghee może jechać z nami? Nie chcę jej zostawiać.
-Jasne, że może! Akurat jest wolne miejsce więc spoko.
-Dzięki Kiseop...
-A i co do tej sytuacji z Jonghyunem.
-Przepraszam cię za to...
-Nie masz po co. Nie powinien się tak zachowywać wobec ciebie.
-Dzięki, że mnie obroniłeś.
-Nie ma sprawy to do jutra Kanon. Dobranoc.
Rozłączył się, a ja lekko uśmiechnęłam się do siebie.
-UUU ktoś tu sie w kimś zabujał!
-Nie prawda!-krzyknęłam.
-Taka prawda...podoba ci sie Lee Kiseop! I co na to powie JR!
-Ja..w sumie...mnie to nie obchodzi.
-Jak to?
<w tym samym czasie narracja JR'a>
Stałem przed drzwiami do pokoju Kanon. Chciałem jej wszystko powiedzieć, że mnie wkurza jej ,,przyjaciel''. Otworzyłem lekko drzwi i już chciałem wejść do środka gdy usłyszałem co one mówiły.
-Posłuchaj! Kochasz się w Lee Kiseopie!-mówiła Sanghee.
-Nie prawda! To tak jakbym ja cię oskarżała o romans z Sehunem, a to kłamstwo!
-Czemu wygadujesz moje tajemnice na głos?!
-Ale ty jesteś głupsia...
-Może zerwę z Minhyunem i będę z Sehunem oh...a ty z Kiseopem. Ma taką mrraśną klatę.
-Tak...i będę macać ją zawsze.
To było dla mnie za wiele. Nie widziałem, że one są aż takie okrutne. Nie mogłem tam wejść. Szybko pobiegłem do Minhyuna by mu wszystko powiedzieć!
<powrót do narracji Kanon>
-No dobra-odparłam-żarty żartami ale musimy iść sie położyć spać nie sądzisz?
-Ej no weź! Ja tu się śmieje po aferze z Minhyunem, a ty mi to odbierasz!
Rzuciła we mnie swoją puchatą poduszką.
-Czy to wojna!
-Owszem! Wyzywam Kanon bladą twarz na wojnę!
-Kanon blada twarz zgadza się by bić się z Sanghee żółtą twarzą.
-Głupia!
-Ty też!
Rzuciłam w nią podusią śmiejąc się. Kto by pomyślał, że przez chwilę zapomnę o JR'e.
<narracja Asakury>
-No więc prowadzisz bloga z zdjęciami?-spytał mnie Dongho.
Spojrzałam na niego zza kubeczka ciepłej czekolady.
-Tak. Jeden z najbardziej popularnych. Znaczy nie wstawiam tam swojego zdjęcia.
-Czemu? To byłby fenomen ponieważ jesteś śliczna.
-Um..nie musisz mi prawić komplementów...
-Heh no więc jak się nazywa ten twój blog?
-Chcesz wiedzieć?
-Jasne, że tak! Z chęcią zobaczę! Więc jak się nazywa?
-Magic Life.
Powiedziałam to bardzo cicho.
-Czekaj..ten popularny blog?!
-No tak...jakby.
-Jesteś moją mentorką! Kocham cię! Cały czas przeglądam twojego bloga!
-Heh cieszę się, że mój ulubieniec mnie docenia.
-Jesteś fanką U-kissów widzę!
-I to jak!
-No to może-uśmiechnął się niewinnie-umówisz się ze mna na randkę?
No nie...to chyba są żarty. Nie uwierzę, ze mój bias siedzi przede mną i pyta się czy pójdę z nim na randkę. Lekko zarumieniłam sie i spojrzałam w jego czekoladowe oczy.
-Z chęcią...
Wracałam z Kiseopem śmiejąc sie z jego żartów. Jak ja kochałam jego uśmiech.
-I co wtedy zrobiliście?-spytałam.
-Umyliśmy Soohyuna. Wszędzie miał śnieg-zaśmiał się- żałuj,że tego nie widziałaś...to było przekomiczne.
-Wierzę ci.
Weszliśmy do salonu,a tam siedział wkurzony Jonghyun.
-Hej skarbie co tu robisz...?
Wstał szybko i złapał mnie za rękę odsuwając od Kiseopa.
-To jest moja dziewczyna i zostaw ją!
-Ej ale spokojnie...my się przyjaźnimy tylko-mówił spokojnie Seop.
-W nosie to mam!-wskazał na niego palcem- nie masz się do niej zbliżać.
-Ale...-zaczęłam.
-A ty nigdzie nie jedziesz z nim nad żadne jezioro! Nie chcę byś z nim gdziekolwiek jechała!
-Kanon nie jest rzeczą ani twoją własnością byś jej rozkazywał.
-A ty się nie odzywaj!-warknął Jonghyun.
Patrzyłam się na niego przerażona. Od kiedy on stał się taki agresywny? Nie licząc wpadki z Sehunem no ale....to nie jest ten sam JR.
-Idę..dobranoc Kiseop.
Wzięłam od niego swoje rzeczy i poszłam prosto do swojego pokoju ignorując jak do mnie krzyczy JR.
Weszłam do pokoju, a tam siedziała Sanghee już ubrana w piżamkę i piła ciepłą czekoladę
-Hej...-odparłam.
Spojrzała się na mnie z sinymi oczami. Chyba płakała. Raczej nie chyba lecz na pewno. Przysiadłam się obok jej łóżka.
-Co się dzieje?
-Nu'est jedzie na turnee po Azji, a ja...cóż chciałam jeździć za nimi ale Minhyun mnie spławił.
-Ale jak to?
-Normalnie! Wkurzył mnie tym! Cały czas gdzieś wyjeżdża! A ja głupia czekam na niego!
Przytuliłam ją mocno do siebie.
-Spokojnie. Wszystko sie wyjaśni jak zwykle. Będzie ci pewnie wysyłać zdjęcia. Nie martw się.
-No ale....będę tęsknić.
-Wiem już! Jedź ze mną nad jezioro!
-Oszalałaś! Przecież będzie zimno!
-Młoda wyluzuj-próbowałam się zaśmiać- będzie dobrze...kto wie czy ktoś z chłopców nie będzie chodzić na gołej klacie...
-Hahaha wiesz jak zachęcić!
-A żebyś wiedziała! No to jak? Jedziesz ze mną? Musimy jutro się spakować!
-Tak! Oczywiście!
Usłyszałyśmy nagle ,,Wolfa''. Spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu. Kiseop. Odebrałam szybko.
-Yoboseyo, Oppa.
-Hej....posłuchaj jak się okazuje EXO jedzie z nami.
No super....
-A...Sanghee może jechać z nami? Nie chcę jej zostawiać.
-Jasne, że może! Akurat jest wolne miejsce więc spoko.
-Dzięki Kiseop...
-A i co do tej sytuacji z Jonghyunem.
-Przepraszam cię za to...
-Nie masz po co. Nie powinien się tak zachowywać wobec ciebie.
-Dzięki, że mnie obroniłeś.
-Nie ma sprawy to do jutra Kanon. Dobranoc.
Rozłączył się, a ja lekko uśmiechnęłam się do siebie.
-UUU ktoś tu sie w kimś zabujał!
-Nie prawda!-krzyknęłam.
-Taka prawda...podoba ci sie Lee Kiseop! I co na to powie JR!
-Ja..w sumie...mnie to nie obchodzi.
-Jak to?
<w tym samym czasie narracja JR'a>
Stałem przed drzwiami do pokoju Kanon. Chciałem jej wszystko powiedzieć, że mnie wkurza jej ,,przyjaciel''. Otworzyłem lekko drzwi i już chciałem wejść do środka gdy usłyszałem co one mówiły.
-Posłuchaj! Kochasz się w Lee Kiseopie!-mówiła Sanghee.
-Nie prawda! To tak jakbym ja cię oskarżała o romans z Sehunem, a to kłamstwo!
-Czemu wygadujesz moje tajemnice na głos?!
-Ale ty jesteś głupsia...
-Może zerwę z Minhyunem i będę z Sehunem oh...a ty z Kiseopem. Ma taką mrraśną klatę.
-Tak...i będę macać ją zawsze.
To było dla mnie za wiele. Nie widziałem, że one są aż takie okrutne. Nie mogłem tam wejść. Szybko pobiegłem do Minhyuna by mu wszystko powiedzieć!
<powrót do narracji Kanon>
-No dobra-odparłam-żarty żartami ale musimy iść sie położyć spać nie sądzisz?
-Ej no weź! Ja tu się śmieje po aferze z Minhyunem, a ty mi to odbierasz!
Rzuciła we mnie swoją puchatą poduszką.
-Czy to wojna!
-Owszem! Wyzywam Kanon bladą twarz na wojnę!
-Kanon blada twarz zgadza się by bić się z Sanghee żółtą twarzą.
-Głupia!
-Ty też!
Rzuciłam w nią podusią śmiejąc się. Kto by pomyślał, że przez chwilę zapomnę o JR'e.
<narracja Asakury>
-No więc prowadzisz bloga z zdjęciami?-spytał mnie Dongho.
Spojrzałam na niego zza kubeczka ciepłej czekolady.
-Tak. Jeden z najbardziej popularnych. Znaczy nie wstawiam tam swojego zdjęcia.
-Czemu? To byłby fenomen ponieważ jesteś śliczna.
-Um..nie musisz mi prawić komplementów...
-Heh no więc jak się nazywa ten twój blog?
-Chcesz wiedzieć?
-Jasne, że tak! Z chęcią zobaczę! Więc jak się nazywa?
-Magic Life.
Powiedziałam to bardzo cicho.
-Czekaj..ten popularny blog?!
-No tak...jakby.
-Jesteś moją mentorką! Kocham cię! Cały czas przeglądam twojego bloga!
-Heh cieszę się, że mój ulubieniec mnie docenia.
-Jesteś fanką U-kissów widzę!
-I to jak!
-No to może-uśmiechnął się niewinnie-umówisz się ze mna na randkę?
No nie...to chyba są żarty. Nie uwierzę, ze mój bias siedzi przede mną i pyta się czy pójdę z nim na randkę. Lekko zarumieniłam sie i spojrzałam w jego czekoladowe oczy.
-Z chęcią...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

