Translate

środa, 10 września 2014

Prolog tomu II

 Stwierdziłam kilka dni temu, że podzielę historie Kanon na kilka tomów by nie było zamieszania typu ,,rozdział 123'' więc to jest prolog drugiego tomu ^^ oczywiście nic się nie zmienia. Dziękuję za wcześniejsze komentarze jak i to że jesteście ze mną ^^ mam nadzieję, że będziecie aż do końca ♥♥♥

 Minęły z dwa miesiące. Wszystko jakoś się ułożyło przez ten czas. JR jak i ja zaakceptowaliśmy, że będziemy mieć dziecko. Prawdopodobnie działo się podczas tej dyskoteki....tylko czemu ja i on nic nie pamiętaliśmy? To takie dosyć dziwne.
 Z Kiseopem dalej jesteśmy razem. Nic mu to nie robi, że mam z innym dziecko raczej jest wesoły na myśl, że będzie drugim ojcem. Codziennie widzę go w pracy ponieważ nagrywam z U-kiss piosenki. Wydaliśmy już jeden album plus mam jeszcze zaśpiewać w duecie z Kevinem. 
 Można zatem uznać, że jestem już gwiazdą w Korei. Na koncertach ludzie krzyczą moje imię, ,,napadają'' na mnie fani i w sumie jest dobrze. 
 Co do reszty Aron i Ren są w dość zagadkowym położeniu. Starszy jak widać ma jakieś romanse do Evelyn. Co do Michu to wraca do domu by się uczyć, a Kira no cóż zostaje z nami ^^. Sakura  z siostrą wróciły do domu. Chyba będą się bawić w YG. Tak więc w naszym ,,hotelu'' zostałam ja, Sanghee i Kira z naszej paczki oczywiście. Reszta wróci dopiero co za kilka miesięcy. Prawie bym zapomniała o Agacie! No więc Kevin się do niej zaleca Ren chyba też ale zawsze tego drugiego straszy dżdżownicami i innymi robaczkami. O i ostatnia rzecz! Właśnie! Nie zgadniecie z kim siedzę! 

 Uśmiechnęłam się uroczo do Changa. Dawno go już nie widziałam. Rzekomo był w Japonii u swojego kuzyna niejakiego Kamijo czy kim on tam jest.
-Słyszałem,że pod moją nieobecność zaczęłaś szaleć-rzekł popijając wino w kieliszku.
-Czy to źle? Pan przecież nie interesuje się innymi tylko mną...to dosyć dziwne.
Spojrzał się na mnie pustym wzrokiem i uśmiechnął się lekko.
-Gdzie moje maniery też chcesz wino?
-Ja...ja nie mogę pić.
-Czemu?
Tym razem patrzył się na mnie jakoś nieufnie. Coś podejrzewał? O ciąży i tak dość mało osób wiedziało.
-Po prostu nie mogę..po co zostałam wezwana?
-Jesteś zmęczona, dziwnie wyglądasz jakbyś była...w ciąży. W rzeczy samej-wstał z fotela i dolał sobie wina-rozpoznaje czy ktoś kłamie czy nie i to widać, że jesteś w ciąży. Pytanie kto jest ojcem dziecka.
-A więc...
-Chciałem ci pogratulować. Jesteś znana już w Japonii nawet w całej Azji niedługo podbijesz rynek Europy i Ameryki.
-Cieszę się ale...
-Proponuje ci zaśpiewanie z moim kuzynem. Nazywa się Kamijo ma z 39 lat i jest dosyć znanym j-rockowcem. Dlatego byś sobie podwyższyła sławę a Japonii co ty na to?
-Ym... no w sumie czemu nie!
-Świetnie! Przyjeżdża do mnie za tydzień pasuje ci?
-Tak oczywiście.
-To chłopczyk czy dziewczynka?
-J-ja jeszcze nie wiem. Za dwa tygodnie mam iść dopiero co na USG.
-Yhym...
 Zamyślił się. Czemu on wchodzi mi w życie prywatne? Wielki Chang Woo, który jest jak góra lodowa. Ma wszystkich w nosie.
-Idziesz sama?
-Mam iść z Kiseopem...
-No rozumiem...
-Kanon!
 Przyszedł powoli do salonu mój chłopak cały uśmiechnięty. 
-Chodź skarbie idziemy do domciu.
-Do widzenia..-odparłam.
Chang nic nie odpowiedział. Usiadł tylko do fortepianu i zaczął grać jakąś smutną melodię.
-Jak tam maluszek?-spytał się Kiseop.
-Hah dobrze jest...nie martw się o mnie to dopiero drugi miesiąc.
-Ha! Nie prawda! To prawie trzeci miesiąc i USG. Zobaczymy maluszku czy jesteś chłopczykiem czy dziewczynką.
 Pogładził mnie po brzuchu na co się roześmiałam. Taki nieśmiały, a jednak taki opiekuńczy i cudowny.
-No już juz bo mi sie tu rozkleisz-zaśmiałam się.
-W sumie cieszę się, że będziemy mieć maluszka. Nawet jeśli to dziecko JR'a.
Złapał mnie za rączkę uśmiechnięty i zaprowadził do swojego samochodu. Usiadłam na przodzie i patrzyłam się na drogę.
-Wiesz..-zaczął mówić- myślałem nad kupnem mieszkania.
-Jakiego?
-Dla nas...przydałby się w sumie dom! A mnie stać na piękny dom dla ciebie i maluszka.
-Kiseop jesteś na prawdę uroczy ale jest jeszcze czas. 
-Wiem skarbie. O jesteśmy!
Wysiadłam powoli i razem z moim ukochanym szłam do hotelu. Zmierzaliśmy w stronę mojego pokoju i w salonie spotkaliśmy JR'a. Stał się dla mnie tylko troszkę milszy z powodu dziecka no ale chociaż coś.
-Kiedy jedziesz do lekarza?-spytał mnie.
-Za dwa tygodnie.
Był speszony. Patrzył się na podłogę. Znając jego coś chciał.
-M-mogę jechać z tobą i poznać płeć dziecka?
-Ym...jadę z Kiseopem no ale..
-Możesz jechać-odparł Seop z uśmiechem- to przecież twoje dziecko powinieneś wiedzieć.
-Dziękuję-powiedział juz mniej zestresowany.
 Pamiętam jak im powiedziałam o ciąży. Jonghyun nie dowierzał. Miał w sumie racje też bym nie wierzyła no ale jednak. Omijaliśmy się ale zawsze jak mnie zobaczył pytał się jak jest z dzieckiem. 
-Nad czym rozmyślasz?-spytał Kiseop.
-Nad niczym-uśmiechnęłam się do niego szeroko- to jak idziemy oglądać do mnie jakiś film?
-Jasne, że tak! Co teraz masz?
-A zobaczysz skarbie.
Pocałował mnie czule w główkę i poszliśmy do mojego pokoju.

poniedziałek, 8 września 2014

Rozdział 67

<narracja Kanon>
 Wróciliśmy z powrotem do miasta. Minął z tydzień i w tym czasie dużo się zdarzyło. Po pierwsze chodzę z Kiseopem. Jest taki kochany i tak dba o mnie ( <3) po prostu ideał faceta. Co się tyczy Sanghee pogodziła się z Minhyunem i zachowują się jakby zakochali się od nowa. 
-Kanon...
 Spojrzałam uśmiechnięta w stronę drzwi. Stał tam mój uroczy chłopak z bukietem róż.
-Gotowa?-spytał się.
-Tak jasne. 
 Wstałam i wzięłam sweterek. Mimo tego, że był lipiec czyli wakacje i te sprawy to i tak było dosyć chłodno.
-To super, że zaśpiewasz z nami.
-Zgodzę się skarbie.
 Szliśmy powoli przez hall gdy nagle wpadła na mnie Sanghee.
-Kanon ważna sprawa!
-Co? Jaka?
 Byłam lekko zdziwiona zachowaniem mojej przyjaciółki. Miała poważną minę.
-Pójdziesz ze mną do...ykhym...ginekologa?
-Czemu?
-Bo Minhyun jest zajęty! A ja muszę coś załatwić! No proszę no.
 Spojrzałam sie na Kiseopa. Mieliśmy iść zjeść romantyczny obiad w jednej z najlepszych restauracji.
-Idź-powiedział uśmiechnięty- kiedy indziej pójdziemy na obiad.
-Dzięki skarbie.
 Pocałowałam go czule w usta i poszłam powoli z Sanghee do tego ginekologa.

<w przychodni>
-A więc co tu chciałaś tutaj?
-Tabletki-odparła.
-Tylko po to?! Ej zaraz a prezerwatywa to co?
-Oj Kanon nie przesadzaj...tabletki są lepsze.
-Ja nie wnikam ile wy to razy dziennie robicie z Minhyunem.
Moja przyjaciółka zaśmiała się na to.
-A ty co robisz z Kiseopem?-spytała z uśmiechem.
-No, a co mamy robić? 
-Ach nie ważne.
Usiadłam w poczekalni rozglądając się. Wszędzie siedziały kobiety akurat zwróciłam uwagę na jedną która była w ciąży. Siedziała zestresowana, może boi się o dziecko? 
-Przepraszam...
Mówiła do mnie jakaś pielęgniarka.
-Pani do ginekologa?-spytała.
-Nie czekam na koleżankę.
-Marnie coś pani wygląda.
-C-co? Czuję sie świetnie.
-Niech pani pójdzie ze mną, proszę.
-N-no dobrze.

<dwie godziny później>
 Stałam razem z Sanghee w windzie. Byłam zestresowana i wkurzona. 
 Gdy weszłyśmy do salonu siedzieli tam praktycznie wszyscy. Widziałam Kiseopa. Rozmawiał z Aronem co było dosyć dziwne.
-Sanghee kotku-uśmiechnął się Minhyun- i jak było?
-Dla mnie dobrze...gorzej z Kanon.
 Wtedy wszyscy spojrzeli na mnie oraz JR. Nie widziałam go od zerwania, unikał mnie, a ja jego.
-Kanon co się stało?-spytał Kiseop.
 Podałam Kiseopowi trzęsącą się ręką akta od doktora. Zdziwił się lekko i zaczął czytać. Po jakimś czasie zbladł.
-To na pewno twoje?
Pokiwałam głową czując, że zaraz się rozryczę.
-Co się dzieje? Czyżbyś zachorowała na...-mówił JR.
-Jonghyun zamknij się!-krzyknął Aron- Zachowuj się normalnie, a nie jak jakiś potwór.
Chłopak tylko prychnął i spojrzał sie wkurzony na mnie. Jak ja go nienawidzę, a teraz jeszcze bardziej go nienawidzę. Nie chcę go w swoim życiu.
-No to co się stało?-spytał Minhyun.
-Kanon-powiedział cicho Kiseop-jest w ciąży.
Wtedy wszyscy zaczęli nam gratulować. Mówić, że ja i Kiseop będziemy wspaniałymi rodzicami, a ja chciałam tylko się wydzierać ze złości. Mój chłopak był blady...pewnie wiedział to samo co ja.
-A myślałam, ze już seksu nie uprawiacie!-krzyknęła wesoła Sanghee.
-Bo my tego nie robiliśmy-powiedział cicho i jakże smutno Seop.
-Zaraz....-odparł Ren-to kto jest ojcem dziecka?
Rozpłakałam się. Kiseop przytulił mnie mocno...a ja mogłam tylko spanikowana się trzęść i płakać. Zanim zamknęłam sie w sobie wydusiłam te imię...imię ojca dziecka....a wszyscy byli zdziwieni.
-Jonghyun-powiedziałam cicho.
          
                                                      The End...?

niedziela, 7 września 2014

Brak

 Witam....to nie jest żaden rozdział czy coś. Chciałam napisać to ponieważ ostatnio wydarzył się tragiczny wypadek. Pewnie każdy wie co się wydarzyło z Ladies Code?
 Jest mi niezmiernie smutno. Dalej nie wierze, że EunB i Rise nie żyją! Były takie piękne, młode i utalentowane. Współczuje ich fanom oraz rodzinie.  Oby tam w niebie lub gdziekolwiek pójdą były szczęśliwe i były razem by się wspierać. Proszę was byście mogli się czasem pomodlić. Jako fanka odczuwam dużą stratę już nigdy Ladies Code nie będą takie jak kiedyś :( Wspierajmy je! Kochajmy! Pokażmy, że łączymy  się z nimi ból.
                        Zapamiętajmy je jako roześmiane i piękne istoty <3 

                                            Rise

                                       EunB

sobota, 23 sierpnia 2014

Rozdział 66

<narracja Kanon> 
 Stałam przed drzwiami domku chłopców z U-kiss. Westchnęłam. Będzie dobrze.
-O Kanon co tu tak stoisz? 
-Kevin?
 Spojrzałam się na blondyna, który właśnie wracał z pomostu.
-Szłaś do Kiseopa? Jest akurat na pomoście jakiś nie w humorze.
-Um...wiesz po prostu Minhyun przyjechał chyba Sanghee się z nim pogodziła więc chciałam im dać troche czasu dla siebie-powiedziałam to bardzo szybko.
-Aha...-uśmiechnął się lekko- jak chcesz możesz ze mną posiedzieć. 
-Dziękuję Kevin.
 Poszłam za nim do domku. Grzecznie usiadłam w małym saloniku i wpatrywałam się w ogień.
-Kiseop mi mówił wszystko-odparł Kevin podając mi herbatę.
-O czym konkretnie?
-O tym, że zerwałaś z JR'em. Wreszcie zauważyłaś naszego przyjaciela...
-Kevin to nie tak...ja po prostu nie zauważam jak komuś sie podobam, a Kiseop jest nieśmiały więc...to tym bardziej.
-No rozumiem...masz jakiś plan?
Byłam zdziwiona tym pytaniem. Jaki znowu plan?
-Jaki plan?-spytałam.
-Normalny.
-Co..?
-Eh nie ważne. Po prostu pogadaj z Kiseopem. Nie wchodźcie za szybko w związek bo okaże się, że przyjaźń była lepsza od tego. 
 Wstałam powoli.
-Masz racje idę z nim pogadać!
-Tak trzymaj!
 Kevin uśmiechnął się do mnie słodko, a ja uciekłam na pomost. To co zrobię będzie całkowicie szalone!

<narracja Sanghee>
-Przepraszam cię...jeszcze raz.
 Odchyliłam lekko głowę w tył i ucałowałam Minhyuna w policzek. Siedzieliśmy objęci na moim łóżku i cieszyliśmy się swoja obecnością.
-Nie przepraszaj. Mówiłam ci już.
-Kto by pomyślał, że to wszystko przez JR'a.
-Nie rozmawiajmy o nim...rozmawiajmy o nas.
-Masz całkowitą rację.
Pocałował mnie w szyję i splótł nasze palce razem kładąc na moim brzuchu.
-Kiedyś jak dobrze pójdzie zostaniesz matką naszych dzieci.
-Ty tak serio?
-Serio skarbie...chcę z tobą założyć kiedyś rodzinę. Ale teraz jest za szybko sama rozumiesz. Jesteś młoda ja też mamy swoje ambicję nie chcę byś przez dziecko straciła lata wolności.
-Minhyun...-szepnęłam wzruszona-jesteś strasznie i to strasznie kochany.
-Dzięki tobie Sanghee....to ty dajesz mi siłę.

<narracja Kanon>
Weszłam na pomost widząc, że Kiseop stoi, a nikt go nie osłania. To co zrobię będzie moim największym głupstwem. Ale jeśli mnie lubi to wybaczy to co właśnie odwalę.
-Kiseop!-krzyknęłam podbiegając do niego.
 Spojrzał się na mnie zdziwiony.
-Ej czemu ona tak pędzi?
Usłyszałam głos Soohyuna i wtedy wleciałam na Kiseopa wpadając z nim razem do jeziora.
 Zaczęłam się śmiać jak głupia, a on jak oczekiwałam śmiał się ze mną.
-Zwariowałaś!
-Ej dla nikogo innego bym nie skoczyła w wodę!
-Kanon!-zaśmiał się i przytulił mnie do siebie-Chodźmy bo się przęziebimy.
-Czyli...nie jesteś obrażony?
-Nie-uśmiechnął się szeroko- nie potrafiłbym.
 Pocałował mnie w czółko.
-Wychodźmy już.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział 65

 Weszłam powoli do naszego domku przybita i zaryczana. Sanghee leżała na łóżku i patrzyła się z tęsknotą na telefon.
-CO się stało?
-JR tu był-wytarłam łzy i usiadłam naprzeciwko niej- okazuje się, że on powiedział Minhyunowi te bajeczki.
-Że co?!
-Pamiętasz jak sobie żartowaliśmy z nich? Usłyszał to i myślał, że to naprawdę -wytarłam łzy ręką- zerwałam z nim...mam go dość!
-Przykro mi.
Przytuliła się do mnie mocno. Już nie pamiętałam o czym dalej rozmawiałyśmy. Nie miałam na to sił i szybko zasnęłam.

<rano>
 Obudziłam się w południe. Sanghee jak zauważyłam przez okno siedziała na pomoście uśmiechając się. Rozmawiała z kimś przez telefon pewnie z Minhyunem. Dobrze, że chociaż jej się układa.
-Kanon...
Siedziałam w piżamie i to strasznie krótkiej piżamie, a tu nagle Kiseop wszedł. Gdy spojrzał się na mnie strzelił buraka.
-Sanghee mówiła, że zerwałaś z Jonghyunem.
-Tak-pociągnęłam nosem.
-Ej nie płacz...twoje oczy i tak są czerwone nosek zresztą też.
Usiadł obok mnie i pocałował w polik. Poczułam się lepiej i wtedy dotarło do mnie, że Kevin mówił i Kiseopie. 
-Kiseop...
-Tak?-uśmiechnął się lekko.
-Zawsze byłeś przy mnie-spojrzałam się na niego- i...ym...kochasz mnie?
Był zaskoczony moim pytaniem i znowu się zarumienił.
-Bo widzisz...przez Jonghyuna byłam zaślepiona, to ty się mną opiekowałeś i nie byłem taki nadpobudliwy.
-Kanon ja...musisz to przemyśleć. Nie powinnaś robić nic na pośpiech.
Wstał, a ja złapałam go za nadgarstek. Patrzył mi się w oczy...miał taki wyraz jakby cierpiał katusze.
-Odpowiesz mi?
-Tak, Kanon. Kocham cię.
Puściłam go, a on poszedł do siebie. Od razu wzięłam poduszkę i zaczęłam płakać do niej.
 Wtedy niespodziewanie wparował do pokoju Minhyun z kwiatami.
-Sanghee!
-Jest na pomoście..-powiedziałam zachrypniętym głosem.
-A tobie co jest?
-Nie ważne idź do niej...jak ją zranisz to cię utopię...nie żartuje.
-Dobrze-powiedział poważnie i pobiegł na pomost.
Patrzyłam się przez okno na to wydarzenie.

<narracja Sanghee>
Patrzyłam się w jezioro takie piękne. Minhyun zadzwonił do mnie i powiedział, że chce mnie przeprosić. Powinienem zrobić to normalnie a nie przez telefon. Ach ci chłopcy.
-Sanghee przepraszam, że z tobą zerwałem...przyniosłem te kwiaty na znak mojej miłości do ciebie.
 Gdy zobaczyłam uśmiechniętego Minhyuna w garniturze z kwiatami w ręku myślałam, że padnę. Ale on romantyczny.
-Będziesz znowu damą mego serca?
-Jasne, że tak!
Pocałowałam go, a następnie przytuliłam się do niego. Tak za nim tęskniłam. Nie musiałam mu mówić on czuł to samo co ja.

< znowu do narracji Kanon>
Uśmiechnęłam się lekko na ich widok. Też powinnam coś z tym zrobić. Ubiorę się i pogadam z Kiseopem, zresztą pewnie będą chcieli oboje mieć dla siebie pokój.
 Czas zapomnieć o Jonghyunie...

wtorek, 5 sierpnia 2014

Rozdział 64

<narracja Kanon>
 Siedziałam w autobusie razem z Sanghee. Czekałyśmy na resztę chłopców by w końcu pojechechać nad te jezioro. 
 Kiseop usiadł przede mną i uśmiechnął się do mnie.
-Wyspana?-spytał.
-Niezbyt-ziewnęłam odruchowo.
-Zaraz wyruszamy!-powiedziała podekscytowana Sanghee- i będzie relaks...
-Mamy szczęście bo akurat będzie ładna pogoda, Sanghee kotku-odparł Sehun siadając za nami- mam nadzieję, ze dasz się umówić na randkę.
-Chyba śnisz...
-Śnię zawsze o tobie kotku...
-Dobra!-wstałam powoli i walnęłam go czapką w głowę-idź już psik!
-A co ja kot?
-No raczej-odparł Kiseop- taki natrętny.
-I taki nieumyty-parsknęła śmiechem Sanghee.
 Chłopak zrobił się czerwony  na twarzy i uciekł szybko do swoich hyungów.
-Boże czy on się nie odwali nigdy?-spytała mnie przyjaciółka.
-Wiesz...raczej nigdy.
-Kanon...-odparł Kevin podchodząc do nas- możesz wyjść ze mną na chwilkę?
-Tak jasne.
 Poszłam powoli za nim próbując nie obijać się o fotele w autobusie. Wystrzelił jak z procy i dopiero co po minucie gdy wyszłam z autobusu go zobaczyłam. Stał obok swojego menadżera.
-Dzień dobry...
 Uśmiechnął się do mnie promiennie. Wyglądał na miłego.
-Ty jesteś Kanon?
-Tak...
-Chciałem się ciebie zapytać czy nie zechciałabyś zaśpiewać z U-kiss piosenki, dodatkowo duet z Kevinem.
-Mówi pan serio?
-Oczywiście, musisz się tylko zgodzić. Potem spytamy się o to prezesa wytwórni, damy ci kontrakt i zacznie się dużo pracy.
-Kanon, zgódź się! Wspaniale śpiewasz! 
 Patrzyłam się lekko oszołomiona. Właśnie dostałam dużą szansę by wystąpić z chłopakami.
-Tak czemu by nie ale dlaczego pytacie sie o to teraz?
-No widzisz-zaczął mówić menadżer- jedziecie na kilka tygodni i no cóż wolimy wiedzieć to wcześniej i dać ten pomysł od razu do prezesa, a pewnie to trochę zajmie zanim rozpatrzy ten pomysł.
-Aha...no rozumiem. Zgadzam się.
 Kevin od razu mnie przytulił mocno z uśmiechem.
-Będzie się  fajnie  nam współpracowało.
-Mam taką nadzieję, a teraz wybaczcie muszę wrócić do mojej przyjaciółki. 
 Obdarzyli mnie tylko swym uśmiechem, a ja weszłam powoli do autobusu. Od razu rzuciła mi się w oczy zapłakana twarz Sanghee...wtuloną w Sehuna?!
 Podbiegłam do nich szybko. CO ten zboczeniec chciał jej zrobić! Od razu odepchnęłam go na bok.
-Odwal sie od niej..
-Ale...
-..nie ma żadnego ale! Wypad!
 Usiadłam na swoim miejscu i ją mocno przytuliłam.
-CO się stało?
Podała mi powoli swój telefon. Nie wiedziałam o co jej chodziło ale włączyła mi sms od Minhyuna. Co on jej zrobił?
-Czytaj na głos..-powiedziała smutno.
-Dowiedziałem się wszystkiego. Jakie masz o mnie zdanie. Jak mogłem być taki głupi, że nie zauważyłem twojej fałszywości. Z nami koniec-spojrzałam się na nią wystraszona- ale...jak to?
-Spytałam się niego o co mu chodzi-pociągnęła nosem- ale on powiedział, że mi nie powie!
-No już już.
Przytuliłam ją mocno. Jak ten drań tak mógł.
-Ej koniec z facetami! Miej go w nosie! Jesteśmy na ,,wakacjach'' zapomnij o nim, a gdy wrócimy to dasz mu popalić.
-Ale no...
-Nie ma żadnego no! Dawaj telefon usuwam jego numer z twoich kontaktów! Zablokuje go nawet! Zapomnij o nim przez ten czas.

<tydzień później>
-Co robicie?
Podeszłam powoli do chłopców z U-kiss.
-Łowimy ryby! Chcesz z nami?-spytał uśmiechnięty Eli.
Spojrzałam się na robaki i tak jakoś mnie zemdliło.
-Kanon co ci?
Pobiegłam szybko do swojego domku i wparowałam do łazienki wymiotując do toalety.
-Oj co ci jest?
Sanghee podeszła do mnie i pogłaskała mnie po plecach. Uśmiechnęłam się słabo.
-To chyba przez widok tych robaków.
-No jak już mówisz o widokach to wiedz że większa populacja chłopców z EXO chodzi na gołych klatach w ciasnych szortach obok naszego domku.
-Kto konkretnie?-przemyłam twarz i zaczęłam myć zęby by pozbyć się smaku wymiocin z buzi.
-No oczywiście że Sehun i Kris ale też reszta chłopców przechodzi ale tamci najczęściej.
-Mają tupet....idziemy się pokąpać?
-Jasne!
Podeszłam do szuflady i wyjęłam z niej kąpielówki. 
-Neonowy róż?-powiedziała Sanghee zszokowana-Serio?
-EJ...jesteśmy na wakacjach co tu się wydarzy nie musi usłyszeć światło dzienne.
Zaśmiała się.
-Od kiedy ty masz taki szatański umysł?
-Od jakiegoś czasu, a więc-wyjęłam dwa staniczki z falbankami-neonowy zieleń czy róż?
-A w sumie daj zielony!
-Dobry wybór...
Sanghee wzięła ode mnie strój i przebrała się w łazience natomiast ja patrzyłam się przez okno z uśmiechem. Mam już szatański plan jak zdenerwować Sehuna by się odwalił od nas.
-No ja nwm...
-Czego?-spojrzałam się na Sanghee. 
Wyglądała seksownie i to mówię ja dziewczyna co dopiero chłopcy pomyślą.
-Wspaniale wyglądasz! Seksownie! 
-No ale..
-Nie ma żadnego ale! Idziemy!
-A twój strój?
-Mam go już pod spodem-uśmiechnęłam sie do nie- weź załóż jakąś sukienkę...rozbierzemy się potem.
-No um dobra...jesteś szalona.
-Tak wiem.

<nad jeziorem>
Siedziałyśmy na pomoście mocząc nogi. Sehun przyglądał się nam jakoś dziwacznie. 
-Czemu tak siedzimy w tych sukienkach?-spytała moja przyjaciółka.
-Musimy poczekać aż nam zaproponują wspólną kąpiel.
-Ale to potrwa!!!
-Hej dziewczyny-odparł Kris podchodząc do nas z Sehunem-macie ochotę się z nami pokąpać? Jesteście tutaj samiuteńkie więc tak sobie pomyśleliśmy.
-Jasne-uśmiechnęłam się uroczo- wskakujcie będziemy za wami.
 Oboje popatrzyli się raz to na siebie raz na nas i wskoczyli do wody. 
-Wskakujecie?
 Pokiwałam powoli głową i ściągnęłam swoją sukienkę.
-Sanghee pomóc ci?-spytałam.
-Nie dzięki dam radę.
Weszłam powoli do wody widziałam jak się gapili na nas z otwartymi ustami.
-Pływamy?
-J-jasne....

<wieczorem>
Patrzyłam się w lampki odbijające sie w tafli wody. Myślami uciekłam tak daleko, że nie zauważyłam Kevina który usiadł obok mnie.
-Widzę, że nieźle się bawiłyście.
-Tak-zaśmiałam sie cicho- jaka była ich reakcja?
-Ich? Wszyscy się na was patrzyli...na serio. Kanon...
-Tak?
Odwróciłam się w jego stronę, a on mnie pocałował delikatnie.
-Kevin...
-Wybacz nie powinienem był. Mój przyjaciel ciebie kocha, a nie mogę cię jemu odebrać.
-Mówisz o JR'e?
-Nie..
-To o kim?
-Nie ważne!
Poszedł. Wstał i poszedł szybko pomostem przed siebie. Chciałam biec za nim popytać sie o co chodzi ale zatrzymał mnie Sehun. Dalej miał na sobie te obścisłe kąpielowy.
-Ej gdzie ty lecisz...
-A ty nie z Sanghee?
-Odprowadziłem ją do domku, a teraz przyszedłem po ciebie-położył swoje ciepłe ręcę na moich biodrach.
-Ale...
-CI...wiem, że bawisz sie tylko w taką niedostępną.
- I co jeszcze?
-Pocałuj mnie.
 Nie zdążył nic zrobić gdy jakaś ciemna postać rzuciła go do jeziora. Patrzyłam z paniką na Sehuna. Bałam się, że sie utopi ale jednak wyszedł na brzeg.
-CO ty z nim robisz?!
-JR!
Co on tu do licha robił?!
-Romansujesz sobie?! Myślisz, że nie wiedziałem o tym!1
-Ej wyluzuj co ty tu robisz!
-Przyjechałem pogadać z tobą...-spojrzał się na mój strój kąpielowy-...widzę, że ci w czymś przeszkodziłem!
-Wyluzuj! Co chcesz ode mnie!
-Pogadać! Czemu gadałaś o mnie z Sanghee te głupstwa! Jestem wściekły, że jesteś taka fałszywa! Minhyun napisał do niej ale wolałem to powiedzieć ci osobiście! Tłumacz się!
-Ale o co ci chodzi!
-Słyszałem was! Jak gadałyście o nas!
-Zaraz...to było wtedy...żartowałyśmy!
-Już w to uwierzę!
-Czekaj...powiedziałeś to Minhyunowi!? Jesteś mądry?! Zniszczyłeś ich związek! 
-Ona go zniszczyła!
-Mam ciebie dosyć!
-Tłumacz się!-wrzasnął na mnie głośno.
Spojrzałam się na niego smutno. Zrozumiałam jakim on jest człowiekiem.
-Jonghyun-szepnęłam.
-CO!
-Z nami koniec...
Patrzył się wmurowany we mnie, a ja olałam go. Poszłam do domku wycierając po drodze moje łzy.

Wybaczcie ale problemy z internetem mnie dobijają. Odzyskałam poniekąd neta więc znowu mogę pisać posty <3

piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział 63

<narracja Kanon>
 Wracałam z Kiseopem śmiejąc sie z jego żartów. Jak ja kochałam jego uśmiech.
-I co wtedy zrobiliście?-spytałam.
-Umyliśmy Soohyuna. Wszędzie miał śnieg-zaśmiał się- żałuj,że tego nie widziałaś...to było przekomiczne.
-Wierzę ci.
 Weszliśmy do salonu,a tam siedział wkurzony Jonghyun.
-Hej skarbie co tu robisz...?
Wstał szybko i złapał mnie za rękę odsuwając od Kiseopa.
-To jest moja dziewczyna i zostaw ją!
-Ej ale spokojnie...my się przyjaźnimy tylko-mówił spokojnie Seop.
-W nosie to mam!-wskazał na niego palcem- nie masz się do niej zbliżać.
-Ale...-zaczęłam.
-A ty nigdzie nie jedziesz z nim nad żadne jezioro! Nie chcę byś z nim gdziekolwiek jechała!
-Kanon nie jest rzeczą ani twoją własnością byś jej rozkazywał.
-A ty się nie odzywaj!-warknął Jonghyun.
 Patrzyłam się na niego przerażona. Od kiedy on stał się taki agresywny? Nie licząc wpadki z Sehunem no ale....to nie jest ten sam JR.
-Idę..dobranoc Kiseop.
Wzięłam od niego swoje rzeczy i poszłam prosto do swojego pokoju ignorując jak do mnie krzyczy JR. 
 Weszłam do pokoju, a tam siedziała Sanghee już ubrana w piżamkę i piła ciepłą czekoladę
-Hej...-odparłam.
Spojrzała się na mnie z sinymi oczami. Chyba płakała. Raczej nie chyba lecz na pewno. Przysiadłam się obok jej łóżka.
-Co się dzieje?
-Nu'est jedzie na turnee po Azji, a ja...cóż chciałam jeździć za nimi ale Minhyun mnie spławił.
-Ale jak to?
-Normalnie! Wkurzył mnie tym! Cały czas gdzieś wyjeżdża! A ja głupia czekam na niego!
Przytuliłam ją mocno do siebie.
-Spokojnie. Wszystko sie wyjaśni jak zwykle. Będzie ci pewnie wysyłać zdjęcia. Nie martw się.
-No ale....będę tęsknić.
-Wiem już! Jedź ze mną nad jezioro!
-Oszalałaś! Przecież będzie zimno!
-Młoda wyluzuj-próbowałam się zaśmiać- będzie dobrze...kto wie czy ktoś z chłopców nie będzie chodzić na gołej klacie...
-Hahaha wiesz jak zachęcić!
-A żebyś wiedziała! No to jak? Jedziesz ze mną? Musimy jutro się spakować!
-Tak! Oczywiście!
Usłyszałyśmy nagle ,,Wolfa''. Spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu. Kiseop. Odebrałam szybko.
-Yoboseyo, Oppa.
-Hej....posłuchaj jak się okazuje EXO jedzie z nami.
No super....
-A...Sanghee może jechać z nami? Nie chcę jej zostawiać. 
-Jasne, że może! Akurat jest wolne miejsce więc spoko.
-Dzięki Kiseop...
-A i co do tej sytuacji z Jonghyunem.
-Przepraszam  cię za to...
-Nie masz po co. Nie powinien  się tak zachowywać wobec ciebie.
-Dzięki, że mnie obroniłeś.
-Nie ma sprawy to do jutra Kanon. Dobranoc.
Rozłączył się, a ja lekko uśmiechnęłam się do siebie. 
-UUU ktoś tu sie w kimś zabujał!
-Nie prawda!-krzyknęłam.
-Taka prawda...podoba ci sie Lee Kiseop! I co na to powie JR!
-Ja..w sumie...mnie to nie obchodzi.
-Jak to?
<w tym samym czasie narracja JR'a>
 Stałem przed drzwiami do pokoju Kanon. Chciałem jej wszystko powiedzieć, że mnie wkurza jej ,,przyjaciel''. Otworzyłem lekko drzwi  i już chciałem wejść do środka gdy usłyszałem co one mówiły.
-Posłuchaj! Kochasz się w Lee Kiseopie!-mówiła Sanghee.
-Nie prawda! To tak jakbym ja cię oskarżała o romans z Sehunem, a to kłamstwo!
-Czemu wygadujesz moje tajemnice na głos?!
-Ale ty jesteś głupsia...
-Może zerwę z Minhyunem i będę z Sehunem oh...a ty z Kiseopem. Ma taką mrraśną klatę.
-Tak...i będę macać ją zawsze.
To było dla mnie za wiele. Nie widziałem, że one są aż takie okrutne. Nie mogłem tam wejść. Szybko pobiegłem do Minhyuna by mu wszystko powiedzieć! 
<powrót do narracji Kanon>
-No dobra-odparłam-żarty żartami ale musimy iść sie położyć spać nie sądzisz?
-Ej no weź! Ja tu się śmieje po aferze z Minhyunem, a ty mi to odbierasz!
Rzuciła we mnie swoją puchatą poduszką.
-Czy to wojna!
-Owszem! Wyzywam Kanon bladą twarz na wojnę!
-Kanon blada twarz zgadza się by bić się z Sanghee żółtą twarzą.
-Głupia!
-Ty też! 
 Rzuciłam w nią podusią śmiejąc się. Kto by pomyślał, że przez chwilę zapomnę o JR'e.

<narracja Asakury>
-No więc prowadzisz bloga z zdjęciami?-spytał mnie Dongho.
 Spojrzałam na niego zza kubeczka ciepłej czekolady.
-Tak. Jeden z najbardziej popularnych. Znaczy nie wstawiam tam swojego zdjęcia.
-Czemu? To byłby fenomen ponieważ jesteś śliczna.
-Um..nie musisz mi prawić komplementów...
-Heh no więc jak się nazywa ten twój blog?
-Chcesz wiedzieć?
-Jasne, że tak! Z chęcią zobaczę! Więc jak się nazywa?

-Magic Life.
 Powiedziałam to bardzo cicho.
-Czekaj..ten popularny blog?!
-No tak...jakby.
-Jesteś moją mentorką! Kocham cię! Cały czas przeglądam twojego bloga! 
-Heh cieszę się, że mój ulubieniec mnie docenia.
-Jesteś fanką U-kissów widzę!
-I to jak!
-No to może-uśmiechnął się niewinnie-umówisz się ze mna na randkę?
 No nie...to chyba są żarty. Nie uwierzę, ze mój bias siedzi przede mną i pyta się czy pójdę  z nim na randkę. Lekko zarumieniłam sie i spojrzałam w jego czekoladowe oczy.
-Z chęcią...